poniedziałek, 14 maja 2012

Poza kamerą było lepiej, ale podobno tak ma być, że trzeba potrenować, żeby się czegoś nauczyć. Pierwszy odcinek nie jest tak dobry jak chciałem, ale jest mój, z moimi filmami i tym co myślę :-) Bardzo dziękuję wszystkim za pomoc. No i dzięki za wszystkie maile i komentarze miłe po zapowiedzi programu. Obiecuję, że następne odcinki będą coraz lepsze. ZAPRASZAM i przymknijcie oko na niedociągnięcia ;-) No to lecimy!

 

sobota, 12 maja 2012

czyli „Potwór” Grzegorz Kasdepke, ilustracje Piotr Socha, wydawnictwo Dwie Siostry, stron 63, 22x21,5x1cm, twarda okładka.

„Znam tą kreskę” tak powiedziałem, jak zobaczyłem tą książkę. Nie wiem skąd mi się to wzięło, bo podobno tak się mówi profesjonalnie, jak się chce powiedzieć, że poznaje się kto to rysował. Pewnie od Cioci mi się wzięło, bo ona zawsze mówi, że ktoś ma dobrą kreskę.
To już napiszę o rysunkach od razu. Zrobił je Piotr Socha, który narysował też grę „Super farmer” i widziałem jego smoka na Wawelu, bo wygrał konkurs na ilustracje. Rysunki w „Potworze” są bardzo fajne, niby takie ładne, kolorowe, ale nie dziecinne, tylko śmieszne. Ekstra jest niedźwiedź i las i rodzinka. Mogła by być bajka z tego, kreskówka.
Autor, Grzegorz Kasdepke,  miał świetny pomysł na tą książkę, zaskakujący. Jest to historia  potwora widzianego od środka. A było to tak: mała dziewczynka spała w samochodzie jadąc w góry, Tatry. Obudziła się i nagle wydawało jej się, że jest w środku wielkiego potwora, który ją połknął. Drzewa to wielkie zęby, deszcz to soki trawienne, niedźwiedź to zła bakteria. Brat dziewczynki nie jest zbyt dobry, bo ją trochę dręczy i ciągle gra na telefonie. Mama czyta czasopisma. Mam wrażenie, że tata najbardziej się opiekuje dziewczynką i jest dla niej najlepszy.
Z książki możemy się dowiedzieć różnych rzeczy o Tatrach, jak się zachować, kto dba o bezpieczeństwo i jak ogólnie wygląda krajobraz.  
Jak dla mnie książka, to właściwie opowiadanie, krótka historyjka do przeczytania w kwadrans. Bo oczywiście jest dla młodszych dzieci. Nawet dużo młodszych, bo można ją czytać mojej siostrze. Czyli może już tak od 3,5 lat. A pewnie najlepiej tak dla 6-cio latków (tyle lat ma główna bohaterka). Ale przyznam się: mi się bardzo podobała i przeczytałem ją od razu, jak tylko wziąłem do ręki, a chciałem tylko obejrzeć.
Książka dostaje 6,5 bomby. Polecam. „Potwór” zostaje w mojej szafie. Że niby dla Klarycy ;-)

poniedziałek, 07 maja 2012

czyli „Pierwiastki, wystąp! Rozbijamy chemię na czynniki pierwsze” seria „Mały odkrywca” Robert Winston, wydawnictwo National Geographic, stron 96, 21,5x27,5x0,8 cm, miękka oprawa.

To tak jakby druga część „Matemagików”, których opisywałem dwa wpisy wcześniej. Ta część jest o chemii. Chemia jest ciekawa. Skąd to wiem, skoro nie mam jeszcze chemii w szkole? Po pierwsze: bo przeczytałem książkę. Ale przede wszystkim, bo bardzo interesuje mnie alchemia, czyli taka jakby poprzedniczka chemii.
W książce jest krótko opisane co to są pierwiastki, kto je odkrył i o co w ogóle chodzi. Potem jest kolorowa, bardzo fajna tablica z pierwiastkami, czyli układ okresowy. Pierwiastki są opisane na kolejnych stronach, ale nie tak jak w podręczniku, tylko z ciekawostkami, zabawnie. Bardzo podoba mi się temat: jak zrobić psa. Czyli jest zdjęcie psa i dokładny przepis ile, jakich pierwiastków jest potrzeba, żeby go złożyć ;-) Dowiedziałem się też jakie pierwiastki noszę do szkoły, a jakich używamy w domu do mycia i sprzątania. Dlaczego do wody warto wrzucić srebrna monetę, czym zrobić wybuch i dlaczego jeden z dawnych alchemików zgromadził kilkanaście wiader… sików.
Nie będę wszystkiego opisywał, ale ta książka spodoba się nawet osobom, które nie lubią chemii. Już nie mówię, że na pewno pomoże się wiele nauczyć, bo jest ciekawostkowo opisane wszystko, że nie trzeba się uczyć, tylko samo się zapamiętuje.
I jeszcze jedno. Nawet jak się nie interesujecie chemią, to i tak na informacje o niej natkniecie się wszędzie. Na przykład: pamiętacie kamień filozoficzny Nicolasa Flamela z Harrego Pottera? Jasne, że pamiętacie, bo skoro mnie czytacie, to lubicie czytać, więc kiedyś już na Harrego trafiliście (jak nie na książkę, to przynajmniej na film). Kamień filozoficzny to nic innego jak przykład z chemii. Zresztą ten sam Nicolas Flamel wystepował też w powieści „Alchemik”.
Książka jest podobnie opracowana jak „Matemagicy”. Kolorowa, ma krótkie teksty i zabawne rysunki.
Książka dostaje 6,5 bomby.
Zostaje w mojej szafie, bo na pewno jeszcze wiele razy do niej wrócę.

czwartek, 03 maja 2012

czyli „Strażnicy historii. Nadciąga burza” pierwsza część trylogii „Strażnicy historii” Damian Dibben, wydawnictwo Egmont, miękka okładka ze skrzydełkami.

Bohaterem książki jest czternastolatek Jake Djones. Początek akcji wygląda tak , jak zazwyczaj wyglądają początki dobrych książek dla młodzieży. Przede wszystkim  Jake zostaje porwany i umieszczony w dziwnym miejscu, gdzie wszędzie widzi tajemnicze klepsydry. Zaraz też okazuje się, że rodzice, których Jake uważał za zwyczajnych sprzedawców urządzeń do łazienek, są… tajnymi agentami, którzy nagle zaginęli w akcji. I to nie jakimiś agentami rządowymi, tylko agentami Tajnych Służby Straży Historii. Teraz trzeba ich odnaleźć.
O co chodzi ze Strażnikami Historii? Chodzi o to, że w czasie można podróżować. I to jest ekstra, ale i bardzo niebezpieczne dla wszystkich. Bo co jeśli ktoś sobie poleci w przeszłość i zmieni coś znaczącego, co zmieni losy całej ludzkości. Albo chociażby Twoje? Na przykład ktoś poleci w przeszłość i zrobi tak, żeby Twoi rodzice nigdy się nie spotkali i w efekcie Ciebie już nie będzie ;-> No i żeby tak nie było, niezbędni są Strażnicy Historii.
Wracając do książki. Rodzice Jake’a wyruszyli na poszukiwania swojego starszego syna i znaleźli się w wielkim niebezpieczeństwie. Jake musi im pomóc. Wyrusza więc w niesamowitą podróż po różnych zakątkach historii. Podróżuje statkiem z nowymi przyjaciółmi: ślicznotką Topaz (z przeszłości!), Nathanem, Charlinem i papugą. Przygodę zaczynają przeskakując do roku 1820 w którym znajduje się główna baza czyli Punkt Zero wszystkich Strażników Historii. Potem docierają jeszcze w inne, znane z historii miejsca, w których Jake szuka swoich rodziców i brata (zastanawialiście się jak to jest szukać czegoś nie wiedząc gdzie jest, a do tego KIEDY jest??). Oczywiście pojawiają się też przeszkody i niebezpieczni ludzie, którzy chcą zmienić bieg historii. 
Książkę czyta się bardzo szybko i lekko, bo mimo że są opisane historyczne miejsca i wydarzenia, to współczesnym językiem i tak z punktu widzenia dzisiejszego 14-latka.
Podoba mi się też okładka, bo chłopak którego na niej widać, wygląda jakby miał kaptur dzisiejszej bluzy albo… średniowiecznej szaty. 
Książka dostaje 6 bomb. Na pewno z przyjemnością przeczytam pozostałe części.
PS. A tu zapowiedź książki:
 

środa, 02 maja 2012

czyli „Matemagicy. Czyli jak ze wszystkiego wyczarować matematykę” seria „Mały odkrywca” Johnny Ball, wydawnictwo National Geographic, stron 89, 21,5x27,5x0,8 cm, miękka oprawa.

Kiedy dostałem tą książkę, czytałem akurat powieść fantasy, więc „Matemaików” odłożyłem na później. Właściwie to dostałem dwie książki: o matematyce i o chemii. Zobaczył je Dziadek Janek, a ponieważ zawsze bardzo lubił matmę, wiec zainteresował go tytuł. Przejrzał „Matemagików” i powiedział, że na chwilę sobie pożyczy. Okazało się, że przeczytał obie książki w jeden dzień. Powiedział, że dzisiejsze książki dla dzieci są lepsze niż dla dorosłych. Że świetnie się bawił i sporo się dowiedział, a jeszcze więcej sobie przypomniał. Tak bardzo podobały mu się te książki, że wybrałem mu jeszcze kilka z mojej szafy (takich z tematyki naukowej) i pożyczyłem.
Wracając do „Matemagików” to bardzo mnie zainteresowała już zapowiedź książki. W tym roku zdobyłem pierwsze miejsce w Polsce w olimpiadzie matematycznej, ale muszę przyznać, że matematyka nie interesuje mnie specjalnie jako same obliczenia. Wolę takie prawa i różne zadania na logikę. I właśnie dlatego ta książka bardzo mi pasuje. Nie ma w niej samych obliczeń i wzorów, tylko historyjki dlaczego i gdzie zastosowano obliczenia, miary, liczby. Kto kiedy wpadł na pomysł kalendarza, zegarka, wagi, itd. Są tu prawdziwe magiczne sztuczki jak na przykład: jak zważyć sobie głowę bez odcinania jej. A najbardziej podobała mi się „Gazeta codzienna” na początku książki. Pokazuje jak wyglądałaby gazeta, gdybyśmy nie znali wag, miar, czasu i ogólnie liczb. Uśmiałem się, kiedy ją czytałem. Na przykład tak wyglądałby fragment opisu meczu Anglia-Brazylia, jeśli nie istniałby zegarek: „ Nikt nie wie jak, jak długo trwa rozgrywka, kiedy się powinna skończyć, ani też czy minęła już połowa. Na początku gracze byli tuż po dwudziestce, ale teraz większość z nich nie może poruszać się bez wózków czy też lasek. Podczas meczu 3 000 widzów zmarło ze starości, a kolejne 1 500 z nudów. Obecnie wynik wynosi 75 789 dla Brazylii do 76 100 dla Anglii”. 
Jak sami widzicie książka jest bardzo wesoło napisana. Przypomina mi trochę moja ukochaną serię „Strrraszna historia”. Teksty są bardzo krótkie i napisane tak, że każdy zrozumie. Ma dużo śmiesznych rysunków i bardzo szybko się czyta. Myślę, że może przekonać do matmy wiele osób.
Książka dostaje 7 bomb. Polecam wszystkim  tak od 9-10 lat. Z tej samej serii jest też książka o chemii pt. „Pierwiastki, wystąp! Rozbijamy chemię na czynniki pierwsze”. Opiszę ja niedługo.

sobota, 28 kwietnia 2012

czyli „Franek, Hela, Bobas i koń trojański” pierwsza część Interaktywnej Serii Wielce Kryminalnej, Eliza Piotrowska, wydawnictwo Wilga, stron 64, 21,5x19,5x0,9 cm, twarda oprawa.

To bardzo nietypowa książka, bo nie można jej przeczytać tak po prostu. Żeby wiedzieć na którą kolejną stronę przejść, trzeba wykonać jakieś zadanie, coś rozwiązać, jakąś zagadkę, rebus, zadanie. Ale nie zniechęcajcie się – to naprawdę fajna zabawa, szczególnie dobra, dla tych co jeszcze się nie wciągnęli w czytanie, i uważają, że to nudne ;-)
Akcja jest całkowicie kryminalna: najpierw zaginął Bobas, potem Hela i pies Frędzel. Frankowi nie pozostało nic innego jak zacząć ich szukać. A potem wszystko potoczyło się tak, jak się tego nie spodziewałem. Były i wątki z Troi, i spotkanie Doktora Potwora i Mistrza Brudasa, było pranie mózgu i uwięzienie w lochach.  To wszystko było naprawdę dziwne i właściwie nie da się dokładnie opisać …
Książka jest czarno-biało-czerwona. Ma bardzo dużo rysunków, właściwie to jest pół na pół książka tekstowo-obrazkowa. Rysunki są bardzo proste, śmieszne i wesołe. Cały tekst książki też jest trochę rysunkowy, bo raz jest czarny, raz czerwony, zmienia się mu wielkość, są części drukowane i części pisane jakby odręcznie. Wiele napisów to po prostu część rysunku. Wszystko na tych rysunkach jest zupełnie zwariowane, tak jak treść i cala książka.
Książka dostaje 5,5 bomby. Dostałaby pewnie jeszcze więcej gdybym był młodszy. Ale osoba w moim wieku też się uśmiechnie przy czytaniu. Przeczytałem ją w jeden wieczór i świetnie się przy tym bawiłem.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Z OKAZJI MIĘDZYNARODOWEGO DNIA KSIĄŻKI – NIESPODZIANKA. PRZYGOTOWUJĘ INTERNETOWY PROGRAM O KSIĄŻKACH, KTÓRY RUSZA W POŁOWIE MAJA I BĘDZIE CO TYDZIEŃ W PONIEDZIAŁEK. DZIŚ ZAPRASZAM NA KRÓTKĄ ZAJAWKĘ.

Nie wiem co napisać, bo mógłbym bardzo dużo na ten temat. Przyjaciel mojego Taty zaproponował mi, żebym przygotował program o książkach. Taki jak piszę na blogu po prostu. Zgodziłem się, bo bardzo chce być let’s playerem i vlogerem jako moi idole, więc na pewno takie nagrywanie może mnie wiele nauczyć.
Program nagrywam w małym studiu naszej gazety Linia Otwocka. Oni dają mi studio, oraz nagrywają i montują program, a w zamian program jest na stronie gazety. (To znaczy dopiero będzie).
Pierwszy odcinek będzie zamieszczony w połowie maja. Trudno było go nakręcić, bo najpierw trzeba było narysować flamastrami dekoracje i przygotować sprzęt (kamery, mikrofon).
Potem dwa razy nagrywałem swój program, czyli przez 10 minut opowiadałem o książce i czytałem fragmenty. Bez przerwy mówiłem, ale w programie jest to poprzecinane wstawkami, żeby nie było nudno. Niestety nie udało się nagrać tego technicznie i musiałem powiedzieć wszystko trzeci raz i dopiero wtedy wszystko się nagrało, chociaż mi poszło jakoś gorzej już.
Nie będę się rozpisywał o robieniu nagrań, ale jak was to ciekawi to kiedyś mogę dokładnie napisać wszystko, bo w studio pozwalają mi wszystko robić, przestawiać, wszędzie łazić, zapalać lampy, patrzeć w kamerę, itd.
Nie miałem problemu z tematami do programu, przygotowałem sobie trzy, a jeszcze pięć kolejnych mam już wymyślone. A do tego różne żarty i gagi i konkursy. Mam nadzieję, że nic się nie zmieni i że będę mógł nagrywać kolejne odcinki. Z moich wrażeń, to nagrywanie jest bardzo fajne, chociaż człowiek się denerwuje. Gorzej jest z oglądaniem później siebie – normalnie myślałem, że jestem starszy!!! No ale to się podobno kiedyś zmieni ;)))
NIECH KSIĄŻKI BĘDĄ Z WAMI!

 

 

13:02, ksiazki.na.czacie , Aleksy co u ciebie?
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 kwietnia 2012

czyli „Miasto Pożeraczy Deszczu” z cyklu „Kroniki poszukiwaczy niezbadanych światów” Thomas Thiemeyer, wydawnictwo Debit, stron 365, 15x21,5x3 cm, twarda oprawa.

Akcja książki zaczyna się w Berlinie, a bohaterem jest młody chłopak, który zajmuje się kradzieżami. Dzieje się to prawie 120 lat temu. Pewnego dnia Oskar ma strasznego pecha bo okrada człowieka, który chwilę potem zatruwa go białym proszkiem.
Kiedy Oskar się budzi, leży we wspaniale urządzonym domu znanego podróżnika (tego, co go okradł) Carla Fridriecha Humboldta. Oprócz niego jest tam też siostrzenica mężczyzny – Charlotta i przyjaciółka z Haiti – Eliza. Podróżnik mówi Oskarowi, że nie doniesie na niego na policję. Za to Oskar musi z nim jechać na kolejną podróż, do Peru. Będą tam szukać legendarnego, podniebnego miasta. Jest to właśnie Miasto Pożeraczy Deszczu. Oskar zgadza się, bo nie ma wyboru. Cała grupa wyrusza w podróż. Czarnym charakterem książki jest dawna przyjaciółka podróżnika czerwono włosa wojowniczka, Valkrys Stone, która chce zemścić się za wydarzenie sprzed wielu lat.
Jak pisałem wiele razy uwielbiam mity, legendy i różne wierzenia. A w tej książce jest wiele o mitach Inków, o których wcześniej nie słyszałem. Pojawiają się też postacie znane z historii, jak na przykład Leonardo da Vinci (którego bardzo lubię). Przez to historia Oskara wydaje się bardziej prawdziwa, jakby mogła wydarzyć się naprawdę. No i bardzo ciekawie jest opisane Peru. W ogóle opisy w książkach podróżniczych powodują, że sam mam ochotę wyjechać i coś odkryć. A skoro nie mogę, bo muszę chodzić do szkoły, to przynajmniej mogę sobie o tym poczytać :-)
Książka dostaje 6,5 bomby za to, że jest typu fantasy, ale też podróżnicza i przygodowa.

Wrzucam dziś krótki filmik o czytaniu mitów. Przygotowałem go na środę, bo reprezentuję naszą szkołę w konkursie mitologicznym. To znaczy jestem w trzy osobowym zespole (sami faceci, dziewczyny nie lubią mitów? ;-).
Filmik zrobiłem wykorzystując bohaterów wcześniejszej „PARADY CHOMIKÓW”, ale nie miałem czasu robić czegoś od nowa.


18:23, ksiazki.na.czacie , Aleksy co u ciebie?
Link Komentarze (1) »
sobota, 21 kwietnia 2012

czyli „Łukasz i kostur czarownicy” Piotr Patykiewicz, wydawnictwo Bis, 13,5x21x2,5 cm,  stron 360, oprawa miękka (już pognieciona, bo wszędzie ją ze sobą zabierałem przez dwa dni).

O tej książce mogę wam od razu napisać, że jak się doczyta do pewnego momentu to nie można przestać – zapiera dech i normalnie na takim wdechu trzeba doczytać do końca. Tak więc jak nie macie wystarczająco dużo czasu, to lepiej nie zaczynajcie. Ja musiałem chodzić do szkoły i to był kłopot ;->
Łukasz jest w moim  wieku. Prawie, bo on ma 12 lat, a ja dopiero niedługo skończę. Czeka na wakacje (jak ja) bo ma bardzo fajne plany (to już zupełnie jak ja). Bardzo lubi gry komputerowe (ta książka jest o mnie, czy jak?? ;-). Niestety tata Łukasza musi nagle wyjechać służbowo, a mama choruje. Łukasz musi jechać na wakacje góry,  do starej cioci. Bardzo starej. Właściwie to jest już babcia bo ma z osiemdziesiąt lat.  Ciotka Wanda nie ma elektryczności. Potraficie sobie to wyobrazić??? Ja już nie mówię, że nie ma telewizji i komputera, ale światła w ogóle, nawet do podgrzania wody w wannie. Zaraz w jakiej wannie… Łukasz musi się kąpać w drewnianej balii.  No postawcie się w takiej sytuacji, ja bym chyba był w szoku.
Na szczęcie ciotka Wanda okazuje się być bardzo nietypowa. Jest energiczna, dowcipna, pomysłowa i bogata. Ma czarnego kota o ekstra imieniu Alchemik. No i więcej nie mogę na ten temat napisać, bo musicie mieć niespodziankę. Chociaż wskazówki: miotła, kot, kostur, mówią same za siebie. No i naprawdę, w tej książce dzieją się takie rzeczy, że natychmiast każdy chce jechać na wakacje do ciotki Wandy.
Podoba mi się to, że w książce można zobaczyć dzisiejszy świat. Kłótnie z kolegami, głupie zaczepki, takie wydarzenia, które mogą każdego chłopaka zdenerwować. Albo poważne kłopoty jak pijący tata. Jest to jedna z nielicznych książek, kiedy wolę, że akcja toczy się dzisiaj, w Polsce, a nie w jakiś wymyślonych warunkach fantasy.
Nie wiem dlaczego, ale ta książka bardzo przypomina mi „Mikołajka”. Wcale nie jest podobna. Ale tak przyjemnie się ją czyta. Książka dostaje 7 bomb i chciałbym ją naprawdę mocno polecić, bo bardzo się różni od książek, które czytałem w ostatnim roku. Niestety teraz nie mogę jej pożyczyć, bo już ktoś czyta ;-) No i nie przekażę jej do biblioteki, bo jak już pisałem wiele razy – są takie książki, że nie umiem ich oddać, chociaż już przeczytałem.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

NOWOŚĆ! VIDEO RECENZJE