Chłopaki naprawdę lubią czytać ale tylko bombowe książki
czwartek, 29 listopada 2012

czyli „Zły wilk” Patacrua Chene, wydawnictwo TAKO, stron 29, 25,5x24x1cm, twarda oprawa.
Jeżeli jakieś dziecko boi się wilków, po przeczytaniu „Czerwonego kapturka”, to można mu kupić książkę „Zły wilk”. Jest to historia o wilku, który jest głodny i wychudzony, bo je tylko ryż na mleku. Pewnego dnia postanawia nabrać sił i zjeść mięso. To okazuje się jednak trudne. Bajka jest krótka. Moja siostra Klara słuchała jej kilka razy i robiła bardzo poważna minę. Los wilka, który nie może zjeść innego zwierzaka bardzo ją smucił. Zupełnie odwrotnie niż w innych bajkach, w tej historyjce naprawdę chciałoby się, żeby wilk jednak zjadł jakąś inną postać. Żeby nabrał sił. Kla jest niepocieszona zakończeniem. Mówi, że „wilczek jest biedny”.

Cała książeczka jest w kolorze brązowym. I ma śmieszne, jakby „połamane” rysunki. Jest ładna.  Myślę, że tak od 2-3 lat.

 

piątek, 23 listopada 2012

Jestem tam codziennie i piszę o tym, co się nie mieści na blogu: co czytam, czego nie czytam, czego recenzja się pojawi itd. Ale będą też konkursy, które na blogu robi się trudno. Pierwszy "Książki na stos" już za kilka dni rozdam w nim stos książek na Gwiazdkę.

http://www.facebook.com/ksiazkinaczacie

17:50, ksiazki.na.czacie , Aleksy co u ciebie?
Link Dodaj komentarz »

Zapraszam na recenzję "Bestiariusza Słowiańskiego", którą przygotowałem dla Xięgarni. Kliknij obrazek żeby obejrzeć :)

17:38, ksiazki.na.czacie , VIDEO RECENZJE
Link Dodaj komentarz »

czyli „Niedoparki” Pavel Srut, Galina Miklnova, wydawnictwo Afera, s17,5x24x3cm, tron 227, gruby papier w środku, twarda okładka.
Książka jest o stworzeniach, które żyją w każdym domu (albo w większości). Nazywają się Niedoparki, ponieważ żywią się skarpetkami, ale zjadają tylko po jednej od pary. Dlatego większość ludzi ciągle szuka skarpetki od pary. Mnie ten pomysł bardzo rozśmieszył, bo w naszym domu to stały problem. Tylko że mój Niedoparek zżera kapcie, za co rodzice ciągle robią mi wykłady…
Głównym bohaterem jest Hihlik, Niedoparek mieszkający z dziadkiem w domu pewnego muzyka. Muzyk, czyli pan Wawrzyniec, gra na weselach i pogrzebach i czasem mu się myli. Inni bohaterowie z gatunku Niedoparków to kuzyni Ramzes i Tulamor junior, ich tata Tulamor senior były mafiozo, oraz pomniejsze postacie jak choćby cały gang. Jest też profesor Longin Kędziorek, który poświęcił życie na badanie Niedoparków, mimo że przed akcją tej książki, nigdy ich nie widział.
W książce jest nieszczęśliwa miłość, praca, porwania, gangsterskie i mafijne interesy. Wszystko bardzo fajnie opisane i śmieszne. Najbardziej rozbawiły mnie zwyczaje Niedoparków, jak choćby wykradanie drogich skarpet prosto z nóg właścicieli.  
Powieść ma dużo rysunków, i skarpetę wygiętą w literę na początku każdego rozdziału. Rysunki są tradycyjne, jak narysowane ołówkiem i pokolorowane i pasują do książki.
Jak szybko przelecicie kartki książki, to na dole stron powstanie animacja – długa skarpeta z początku opowieści, zostanie prawie całkowicie zjedzona. To dodatkowa niespodzianka.
„Niedoparki” czyta się bardzo przyjemnie. Żyją w naszym świecie, wszystko jest tu bardzo logiczne. Naprawdę nikt nie może zaprzeczyć, że ma w domu pożeracza skarpet. Bo chyba każdemu przynajmniej raz zginęła skarpetka do pary, a jak nie to… może powinien się zastanowić: co z jego domem jest nie tak, że omijają go Niedoparki??!
Jak się skończy czytać, to można wymyślać dużo historii o Niedoparku, albo całej rodzinie mieszkających w naszym domu. Ja na pewno bym tak zrobił z rodzicami, jakbym był mały.
Książka dostaje bezwarunkowych 7/7 bomb. Podoba mi się, że jest wydana jak książka dla dorosłych, w twardej oprawie, dość duża,  ale zwyczajnym formacie, bez wymyślania.
A jeśli chcecie poznać bliżej Niedoparki, to polecam ich stronę: http://www.niedoparki.pl/

czwartek, 22 listopada 2012

czyli „Dziewiąty Mag. Zdrada” tom 2, A.R. Reyston,e wydawnictwo Nasza Księgarnia, stron 542, 13,5x20,5x3,8cm, miękka okładka ze skrzydełkami.
Akcja tej części tak się zmieniała ze strony na stronę, że normalnie byłem w szoku. Myślę, że inny pisarz, te wszystkie wydarzenia to podzieliłby na kilka tomów i powstała by seria długości „Zwiadowców”. W tej części naprawdę możecie spodziewać się wszystkiego.

Główną bohaterką akcji nadal jest Ariel. W naszym świecie leczy zwierzęta, w świecie fantasy leczy smoki i jest czarownicą. Nie będę opisywał treści (chyba nawet bym nie umiał), akcja dzieje się prawie cały czas w świecie równoległym, bardzo bogatym we wszystkie możliwe stwory fantastyczne (i kilka wymyślonych chyba do tej książki specjalnie, bo się z nimi nigdzie więcej nie spotkałem).
Seria jest zdecydowanie dla dziewczyn, bo wątek miłosny jest prawie tak ważny jak walka o miasta.
Tak jak pierwszy tom, książka jest ładnie wydana, czyta się z prędkością huraganu i ma ekstra okładkę. Dwie rzeczy w książce bym zmienił. Nie lubię jak jest o śmierci dzieci i mam, albo nawet o dzieci smoków, czy potworków. I szkoda (UWAGA TU ZDRADZAM KAWAŁEK TREŚCI!!!), że Amanda, córka Ariel, po dostaniu się do równoległego świata nie zostaje nastolatką, tylko szybko dorośleje. Ale ponieważ w tym świecie wszystko jest możliwe, to… chyba trzeba poczekać na trzeci tom.
Książkę oceniam wysoko za to, że jest w niej masa akcji. Ale zakończenie mi się nie podobało, dlatego sumując przyznaję 5/7 bomb.

 

niedziela, 18 listopada 2012

czyli „Gdzie jest tort” The Tjong-Khing, wydawnictwo EneDueRabe, stron 26 (policzyłem), 29x25x0,9cm, oprawa twarda.

Jest to kryminał z wątkiem miłosnym dla maluchów. Właściwie mogą go oglądać dzieciaki od 2-3lat, jeżeli są w stanie posiedzieć trochę nad obrazkami. Klara (ma niecałe 4 lata) chętnie ogląda książkę od początku do końca, czyli zaczynając i kończąc na tortach na wewnętrznych stronach książki. Historia zaczyna się pewnego miłego dnia, kiedy z małego domku na jeziorem dwa szczury kradną tort. Obrazem jest na tyle duży, że widać na nim też inne miejsca w lesie, a na nich pozostałych bohaterów książki. Niektórzy z nich spotykają się na kolejnych stronach, inni nie, ale prawie wszystkim przydarzają się ciekawe historyjki. Są tu niegrzeczne małpy, groźny wąż boa, wysportowane żaby, dzieci odłączające się od rodziców i zakochane… kameleony (które trochę trudniej znaleźć ;-)
„Wielki piknik” (dane jak w „Gdzie jest tort”).
Druga część jest o tych samych bohaterach (ale nie tylko), ale nie dzieje się w lesie, tylko na łące, więc książka jest jakby jaśniejsza. Na okładce wewnętrznej też są torty, ale podwójne. (Klara oczywiście za każdym razem jak ogląda te książki, to chce jeść tort. A że najczęściej siedzi już w łóżku w piżamie, to sytuacja jest trudna ;-)

Tym razem znowu giną torty, przygotowane na piknik na polanie. Czy myślicie, że skoro dwa szczurki  z wielkim workiem pomagały w niesieniu tortów na piknik, to znowu one ukradły smakołyki? Ta część jest chyba bardziej zaskakująca niż pierwsza.
Książki obrazkowe są bardzo fajne. Podoba mi się to, że nie ma w nich tekstu a i tak widać jaka jest historyjka. Pomyślałem też, że każdy, kto ogląda taką książkę, to wymyśla inną historię, chociaż są te same rysunki.
Obie części  kryminałów o tortach są podobno już dawno przebojem wśród dzieciaków. Wiem, bo jak Mama dzwoniła po znajomych przed kupowaniem książek na Mikołajki, to prawie wszyscy już te książki mieli, a przynajmniej pierwszą część.
P.S. Jak byłem mały nie miałem książek bez treści, tylko jedną podobną „Miasto”. Miała mało tekstu,  ale Mama i tak go nie czytała. Woleliśmy sami oglądać, opowiadać i szukać różnych rzeczy na obrazkach. Wydawcy dobrze zrobili, że teraz wydają książki tylko z obrazkami, bo widocznie było to już dawno potrzebne. 

czyli „Cyferki” Jacek Cygan, Ola Woldańska-Płocińska, wydawnictwo Czerwony Konik, 16 stron (policzyłem), 18x18x1,4cm, wszystkie strony i okładka twarda.
Klara zaczęła przedszkole i uczy się tam różnych rzeczy. Z targów książki mieliśmy jej przywieźć książeczkę o cyferkach (przywieźliśmy dwie, drugą wybrałem ja i potem wam o niej napiszę, bo jest antywojenna). Pierwszy wybór padł na „Cyferki”, bo na okładce było tak fajne zero, że trudno go nie zapamiętać. Poza tym książeczka jest nieduża (ale nie z tych małych, kieszonkowych), trwała, więc można ją przez kilka następnych lat pooglądać, zanim Kla nauczy się jak co wygląda.

Pomysł jest prosty: cyferki stoją w  kolejce zaczynają się kłócić, bić i mieszać. Ale potem wszystko udaje się uspokoić. Fajne są rysunki i kolory. Każda cyferka jest narysowana jak coś, do czego jest podobna, np. ósemka to bałwanek. Klarze ta książeczka się podoba. Nie wiem czy nauczyła się rozpoznawać jakieś cyferki, ale przynajmniej wie jak wyglądają.  

poniedziałek, 12 listopada 2012

czyli „Rozmowy z użyciem głowy, ekonomia dla dzieci” Anna Garbolińska, wydawnictwo Novaeres, 15,5x21x1,2cm, stron 82, twarda oprawa, 9-14 lat.
Słowo ekonomia brzmi bardzo nudno i od razu może wszystkich zniechęcić. A niesłusznie. Ja lubię książki o pieniądzach dla dzieci i młodzieży, bo jest w nich dużo słów, które ciągle się słyszy, a nie wiadomo o co chodzi. No i jak już pisałem przy innych recenzjach, o sprawach związanych z pieniędzmi, nie uczą w szkole, a przecież każdy powinien wiedzieć o co w tym chodzi, bo każdy używa pieniędzy.

Pomysł na książkę jest bardzo prosty. Bohaterką jest dziewczyna, Lila, która chodzi do szkoły podstawowej. Interesuje się różnymi rzeczami, ale też zadaje dużo pytań na temat ekonomii. Na te pytania opowiada jej Mama, dając dużo przykładów, nawet z codziennego życia. Obok tych dziewczyn w książce występują jeszcze: Tata, Babcia, Dziadek i Teodor (chomik), pani Halinka, Wojtek i tata Wojtka. .
Przyznaję, że nie wszystko od razu zrozumiałem. Bo trudno jest zrozumieć za pierwszym razem wszystkie podatki od dochodów, spadków, darowizn, VAT, nadwyżki i deficyty, depozyty, odsetki, inwestycje kapitałowe i inne. Jak się tego nie używa w praktyce, to nie ze wszystkim można sobie poradzić. Ale po pierwsze zawsze można sprawdzić jeszcze raz w książce, a po drugie – można się dowiedzieć, że takie pojęcia istnieją i potem do nich wrócić.
W książce zajdziecie też różne ciekawostki, np. o historii płacenia, albo wyjaśnienie powiedzonek związanych z  pieniędzmi.
Książka dostaje 6/7 bomb. I myślę, że naprawdę warto ją przeczytać. Mimo że książka wygląda niepozornie, to jak do tej pory jest najlepsza z tych o pieniądzach, które mam. Z „Rozmów z użyciem głowy” najłatwiej jest wszystko zrozumieć.

 

piątek, 09 listopada 2012

czyli „Bestiariusz Słowiański”, Paweł Zych i Witold Vargas, wydawnictwo: BOSZ, 207stron, twarda oprawa, 24x17x 2,5cm, 15+ (?)
Z tą książką nie rozstaje się od Targów w Krakowie. Przeczytałem ją wieczorem po kupieniu, nosiłem do szkoły (udało mi się zainteresować najlepszych kumpli), musiałem pożyczyć Mamie bo to jej konik, a teraz mam cały czas na biurku i ciągle czegoś szukam.

Jest to moja pierwsza książka typu Bestiariusz (nie licząc albumów o smokach).
Bestiariusz to taki spis i opis stworzeń fantastycznych różnych rodzajów.
W dodatku ten bestiariusz opowiada o stworzeniach z naszego kraju i z krajów sąsiednich. Stworzeń, w które wierzyli nasi przodkowie – Słowianie.
Znalazłem tam na przykład strzygę, o której czytałem w „Wiedźminie” i dopiero tutaj dowiedziałem się dokładnie czym strzyga jest.
Książka ma piękne, choć czasem straszne ilustracje. Niektóre potwory mnie rozśmieszyły, takie jak… Buka (czyli legendarny potwór z mojego dzieciństwa ;-) Wiele z tych stworzeń zachowywało się wobec ludzi różnie, w zależności od ich charakteru i stworzenia i konkretnego człowieka. Część z nich zmieniła się albo dopiero pojawiła przez wprowadzenie chrześcijaństwa, (np. diabły).
Dowiedziałem się że pojecie „demon”, albo „diabeł” nie musi zawsze oznaczać złego ducha męczącego ludzi. Jest też o ludziach mających z diabłami różne umowy, np. czarnoksiężnicy, którzy nie chcieli szkodzić ludziom tylko stawać się coraz potężniejszymi i poznawać świat, obydwie te rzeczy w sposób naukowy. Wiele stworzeń miało tłumaczyć różne rzeczy, których ludzie nie mogli normalnie wytłumaczyć, na przykład ruch chmur po niebie.
Książka jest GENIALNA! Opisy są z humorem, rysunki dość straszne, razem wszystko fascynujące, bo te stworzenia mogą „żyć” obok nas!!! 
Książka dostaje 7/7 bomby, tylko dlatego, bo skala się na tym kończy. Dla bezpieczeństwa polecam od wieku 15+, bo właściwie nie wiem, czy to książka dla młodzieży, czy dla dorosłych.
PS. „Bestiariusz Słowiański” to dla mnie wspaniała zdobycz, ponieważ w trzech na cztery książkach, które wymyśliłem i chce napisać, występują tylko słowiańskie stwory. Do tej pory poznawałem je z książki „Polskie ludowe słownictwo mitologiczne” Renaty Dźwigoł. Jest tam masa wiedzy, ale bardzo trudno mi się czyta, bo to raczej dla bardziej zaawansowanych czytelników. Ale też polecam wszystkim zainteresowanym tematyką.

środa, 07 listopada 2012

czyli: „Zeznania Niekrytego Krytyka”, Maciej Frączyk, Zielona Sowa, 135stron, miękka oprawa, 20,5x4,5x1,5cm, wydawnictwo podaje, że książka jest dla wieku 15+

Myślę, że na tę książkę czekało miliony osób. No albo przynajmniej milion. Włącznie ze mną oczywiście. Nareszcie wyszła i można ją kupić – książka Niekrytego Krytyka! Nie wiecie kto to jest? To słynny polski youtuber, który robi śmieszne filmy o największej w Polsce oglądalności.
„Zeznania…” kupiłem na 16. Targach Książki w Krakowie. Niestety pani z wydawnictwa powiedziała, że spotkania autorskiego nie będzie bo autor się na takie nie zgadza. Więc autografu nie mam.
To pierwsza książka która łączy moje dwie pasje – czytanie i filmiki na Youtube. Pierwsza książka, która pokazuje jak wygląda prawdziwe życie gwiazdy Youtube, którą dobrze znamy z życia wirtualnego. I pierwsza jaką przeczytałem dotycząca polskiego Internetu. I właściwie to mi się w niej najbardziej podoba – pochodzi ze świata, który młodzież uwielbia, ze świata Internetu. 

Dla nastolatków: Właściwie to jeśli rodzice nie pozwalają wam oglądać filmików Niekrytego, to możecie im dać tą książkę do przeczytania. Oczywiście, że najpierw się przestraszą, że są tam żarty o seksie i inne, ale większość tekstu jest, ja bym powiedział nawet: wychowawcza. Niekryty mówi o tym, że warto się uczyć, szukać własnych zainteresować, upierać się przy pasjach i zainteresowaniach i nie marnować czasu. Że on sam bardzo długo i ciężko pracował, żeby osiągnąć sukces. Że nie było to tak, że sobie nagrał coś głupiego i mu się udało. Do swoich filmików zabrał się bardzo profesjonalnie i tylko dlatego osiągnął taki poziom. Poza tym rodzice może w końcu zobaczą nad czym ich dzieci spędzają czas w Internecie i że nie jest to takie zło skończone ;-)
Dla rodziców: Dlaczego czytałem książkę dla 15-latków? Rodzice pozwolili mi oglądać program Niekrytego na YT, więc byłoby dziwne gdyby nagle się ocknęli i zabronili mi przeczytać jego książkę :-) Początkowo Mama lekko histeryzowała, ale po obejrzeniu „Boskiego planu” i „Teletubisiów” uznała, że programy Niekrytego to taki kontrolowany bunt z humorem. Oczywiście, że rodziców mogą zdenerwować przekleństwa czy żarty o seksie, ale tak naprawdę to dziesięć razy gorsze rzeczy 12-latek znajduje na forach, na które wchodzi, żeby znaleźć na przykład informacje o grach. Albo nawet słyszy w szkole. U Niekrytego wiadomo przynajmniej, że przesadza specjalnie. 
W książce są fajne rysunki, okładka jest też w porządku. Bardzo podobają mi się telefoniczne rozmowy z Asią, która jest chyba wydawcą książki i pilnuje, żeby Niekryty napisał ją na czas. W „Zeznaniach…” są też kody, które po zeskanowaniu odsyłają czytelnika do odpowiedniego miejsca w Internecie. Książka jest krótka, co może zachęcić osoby nielubiące czytać. Nie jest to powieść, ani biografia, ani zbiór żartów. Raczej coś co mógłby Niekryty powiedzieć swoim fanom na jakimś spotkaniu. 
Książka dostaje 6/7 bomb. Polecam szczególnie… rodzicom :-)

 

| < Sierpień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

MOJE NAJNOWSZE VIDEO RECENZJE ZNAJDZIESZ TEŻ TUTAJ

Xiegarnia.pl