KSIAZKINACZACIE.PL
środa, 23 kwietnia 2014

czyli „Regulamin na lato” Shau Tan, wydanictwo Klutura Gniewu, 28x26x1,1cm, twarda oprawa. 
Dla mnie to taki album malarski, bo wszystkie ilustracje są ogromne i są obrazami, na przykład martwą naturą. Więc jak nie ma się czasu iść na wystawę, można sobie obejrzeć ten album. Oczywiście jest to picture book z niewielką treścią, która ogranicza się do kolejnych zasad regulaminu. Zaczynając od okładkowej „Nigdy nie łam zasad. Szczególnie jeśli ich nie rozumiesz”. Punktów jest siedemnaście i ja rozumiem to tak, że młodszy z dwóch braci, podczas spędzania lata ze starszym bratem, przygotował sobie taki regulamin, który wynikał z ich zabaw. 
I muszę przyznać, że rzeczywiście cała książka kojarzy mi się z upałami, niewiele chłodniejszymi wieczorami i ciepłymi nocami. I z latem, ponieważ latem można robić co się chce i to w tej książce widać. Nie tylko kolory i ciepło, ale czas. Jak się ją ogląda to od razu chce się mieć taki czas, jak ci bracia. 
Przy okazji powiem Wam, że paczkę z komiksem rozpakowałem przy Mamie („Nigdy nie otwieraj paczek przy Mamie”) przez co musiałem obejrzeć z nią książkę. I przy stronie z czerwonym królikiem oboje powiedzieliśmy „czy mamy gdzieś czerwoną skarpetkę?”. To było fajne, ale niestety nie mieliśmy. 
PS. Shau Tan to autor, który wydał w Polsce już dwie doskonałe prace: mocny i wzruszający komiks „Przybysz”, oraz książkę obrazkową „Opowieści z najdalszych przedmieść”. Pisałem Wam o nich i nadal są jednymi z najciekawszych książek w mojej kolekcji. 
Picture book dostaje 7/7 bomb głównie za klimat, który sprawia, że od razu planuje się swoje lato i obiecuje sobie, że wykorzysta się je do ostatniej minuty, bo jest przecież zasada „Nigdy nie przegap ostatniego dnia lata”. 
PS. Pod tym linkiem znajdziecie prezentację książki: 
https://www.youtube.com/watch?v=fbjMpWc3amk#t=106
A tu super aplikację:
http://media.smh.com.au/entertainment/books/rules-of-summer-by-shaun-tan-4856529.html

18:02, ksiazki.na.czacie , Komiksy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 kwietnia 2014

czyli „Łauma”, KaeRel, Kultura Gniewu, 17x24x1cm, twarda oprawa.Mam swoją Łaumę!! To drugie wydanie tego komiksu.
Pierwszego nie widziałem, bo były wykupiony i nigdzie nie można było go dostać. Więc przed czytaniem udało mi się pojechać na spektakl na jego podstawie, o czym pisałem tutaj:
http://ksiazkinaczacie.blox.pl/2013/07/KOMIKS-NA-ZYWO.htmlSpektakl
był zapowiadany jako bajka zbyt straszna dla dorosłych i faktycznie zrobił duże wrażenie na moim Tacie. 
Nowe wydanie wywołało wiele emocji, bo dużo osób na nie czekało. (W tym wydaniu jest inna okładka. )
Historia opowiada o dziewczynce imieniem Dorotka, która pewnego dnia przeprowadza się wraz z rodzicami do małego miasteczka Łojmy (czyli zupełnie odwrotnie niż Hilda, o której opowiadałem Wam w poprzednim wpisie). Okazuje się, że babcia głównej bohaterki popełniła samobójstwo i to w straszny sposób, bo przez samospalenie. 
Okolica obfituje w różne legendy i podania częściowo zaczerpnięte (tak przypuszczam) z naszej tradycji pogańskiej. Mimo że na początku wszystko wydaje się zwykłe, ale bardzo szybko Dorotka zostaje wplątana w historię tytułowej Łaumy. W historii jest dużo magii, wierzeń, snów, i zwyczajnego życia. Ja czytałem ją jak prawdziwą bajkę i to dla mnie duży plus, bo chyba najbardziej lubię opowieści o charakterze bajek lub baśni. 
To co najbardziej mi się podoba, to oczywiście motywy z wierzeń słowiańskich. Dziewczynka spotyka między innymi parę bożków, oraz oczywiście główną antagonistkę będącą prawdopodobnie jędzą (kimś w stylu Baby Jagi).
Co do rysunków, to najfajniejsze jest przedstawienie ludzi. Bardzo charakterystyczne, bez szyji, z dziwnym rozstawem oczu, co daje zabawne wrażenie, trochę śmieszne, więc przydatne w tej strasznej historii. Myślę, że gdyby rysunki były bardziej realistyczne, to komiks nie byłby taki ciekawy. Ilustracje są czarno – białe, ale bardzo staranne, nie tylko konturowe, ale całe zagospodarowane mnóstwem kresek. Na końcu jest kilka super grafik. Chciałbym mieć taki plakat. Okładka jak widzicie na zdjęciu jest bardzo fajna, a super dobry jest format komiksu. Bardzo wygodny i doskonały do oglądania obrazków. Minusem Łaumy jest to, że jest za krótka. Chciałbym czytać ją dalej. 
Komiks dostaje 7/7 za świetne rysunki i zaczerpnięcia motywów z wierzeń słowiańskich.

14:23, ksiazki.na.czacie , Komiksy
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 kwietnia 2014

czyli „Hilda i Ptasia Parada”, Luke Pearson, Centralka, 42 strony, 22x31x1cm, twarda oprawa.
„Hilda i Ptasia Parada” to trzecia część uwielbianej przeze mnie serii opowiadającej o dziewczynce imieniem Hilda, żyjącej razem z mamą w małym domku w górach. Tyle że tym razem Hilda żyje w górach przez... dwie pierwsze strony. W tej części autor komiksu zaryzykował i przeniósł akcję do miasta Trolberg. Na początku trochę mnie to zdziwiło a nawet zasmuciło. Nie wierzyłem, że Hilda w mieście może być dobra.

O ile wcześniej dziewczyna nie miała żadnych problemów z odnalezieniem się wśród gór, lasów i różnych dziwnych stworzeń zamieszkujących dzikie odstępy, o tyle teraz jest po prostu zagubiona. Na początku po nowym miejscu zamieszzkania oprowadzają ją znajomi ze szkoły, ale ich zabawy nie pasują do charakteru Hildy. Rzucają kamieniami w ptaki, żartują ze swoich rodziców itp. Z takiego opisu wynikałoby, że komiks będzie opowiadał o problemach z rówieśnikami, ale na szczęście tak się nie stało.
Nowi znajomi zostawiają Hildę, kiedy ta postanawia pomóc ptakowi, który nie dość, że gada, to jeszcze utracił pamięć. Mimo że akcja nie dzieje się już z dala od cywilizacji, okazuje się, że w mieście i okolicach kryją się stworzenia znane z poprzednich części. I tak jak w pierwszych dwóch komiksach ich występowanie jest dla ludzi naturalne. Na przykład napotkana starsza pani głaszcze chmurko-podobne stworzonko jak zwykłego kota, a w porcie jak gdyby nigdy nic mieszka potwór morski.
Co do rysunków, dopiero, kiedy uważnie się przyjrzałem każdej części z serii odkryłem, jak bardzo różnią się stylem rysowania (co można zaobserwować głównie na podstawie samej Hildy). W drugim komiksie Hilda jest najbardziej szczegółowa. W tej części, którą opisuję teraz szczegółów jest mniej, ale więcej niż w pierwszej.
Wydanie jest jak zwykle piękne z eleganckim, materiałowym grzbietem.
Właściwie nie wiem po co tak się rozpisałem, zamiast powiedzieć zwyczajnie, że Hilda nadal jest genialna, a ta część przez przeniesienie do miasta nie traci, a nawet zyskuje. Wiem, że dla wielu osób właśnie „Ptasia parada” jest najlepszą częścią. Moją ulubioną jest dwójka, a mojej małej siostry część pierwsza. 
Komiks dostaje 7/7 bomb za rysunki i odważny pomysł twórcy, by zmienić miejsce akcji.


15:44, ksiazki.na.czacie , Komiksy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 kwietnia 2014

czyli seria Basia, Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, wydawnictwo Egmont, stron 23, 21,5x25,5x0,7cm, twarda oprawa. 

Basia to taka niby zwyc

zajna seria 

książek. O życiu małej dziewczyny i jej rodziny, mamy, taty i dwóch braci. I ich przygodny t

eż są zwyczajne, właściwie to nie przygody, tylko normalne, życiowe rzeczy. Jak dałem Klarze cztery nowe części, kiedy przyszła z przedszkola, to od razu chciała, żeby jej czytać. Chociaż zazwyczaj myje ręce i je deser. Więc ja jadłem obiad, a Mama siedziała z Kla na podłodze i czytała. I musiała przeczytać wszystkie cztery części po kolei. A to nie trwa tyle co czytanie, bo Klara przy okazji zawsze omawia jak ten temat wygląda w jej życiu. Na przykład przypomina jak byliśmy na biwaku, albo jak przesadza ze słodyczami, albo jak właśnie była na urodzinach kolegi na placu zabaw. Nie wiem czy kiedyś pisałem, ale przy pierwszych częściach moja Mama nie widziała w Basi nic szczególnego. A okazało się, że Klara Basię uwielbia. I Mama teraz też. Ja to zawsze lubiłem takie książki, gdzie można porównywać swoje życie z bohaterem. Ja porównywałem z Mikołajkiem. Klara z Basią. PS. Doliczyłem się już 22 części serii, a widziałem, że jest nawet
PLANSZÓWKA!BASIA I URODZINY W MUZEUM – ta część wydaje się wyjątkowo ciekawa, bo jest w niej narysowane Muzeum Narodowe w Warszawie. Basia idzie na urodziny Anielki i zamiast do sali zabaw czy do domu, to jest zaproszona do Muzeum na zajęcia dla księżniczek i rycerzy. Postanawia się przebrać odpowiednio. A na urodzinach są różne zajęcia, a czytelnik może poznać nazwy z epoki, oraz zobaczyć obrazy jakie są wystawienie w muzeum. Moim zdaniem to świetny pomysł. 
BASIA I BIWAK – cała rodzina jedzie pod namiot. Najpierw jest robienie list rzeczy do zabrania i pakowanie, potem podróż i w końcu rozstawianie namiotu. Niestety pogoda nie jest dobra. A mimo to udaje im się fajnie spędzić czas. Klarze bardzo się podoba ta część, bo uwielbia jeździć pod namiot, albo chociaż spać w namiocie rozstawionym na podwórku. 
BASIA I PRZEDSZKOLE – Basia nie może znaleźć w przedszkolu koleżanki. Smuci ją to i sprawia, że nie bardzo chce chodzić do przedszkola. Ale jest dziewczynka, z której wiele osób się śmieje, bo inaczej się zachowuje, Anielka, i ta Anielka interesuje się Basią. Basia odkrywa, że Anielka jest fajna i tak zyskuje najlepszą koleżankę. Klara ma przyjaciółkę w przedszkolu, ale ma też dziewczynkę, która jest złośliwa i Klara się nią denerwuje. Więc o kłopotach Basi w przedszkolu, słuchała bardzo zainteresowana i opowiadała jak jest u niej. 
BASIA I SŁODYCZE – Klara była bardzo zainteresowana tym, że Basia jadła dużo słodyczy. I cały czas mówiła, że ją rozumie, bo ona też chce jeść ciągle słodycze. Zresztą Klara codziennie bawi się w cukiernię i robi ciasta, babki i desery. Więc książka dodatkowo jej się podoba, bo ma różową okładkę i wiele rysunków przysmaków. Ale są też poruszone tematy zbyt dużej ilości słodyczy, alergii na słodycze, oraz tego, że ktoś może ich nie lubić (naprawdę?).

czyli „Zuza i sukienka dla Maksa”, „Zuza ma adoratorów” Thierry Lenain, Delphine Durand, wydawnictwo Entliczek, stron 28, 14,5x19x0,5cm, oprawa pół-twarda. 
Bardzo lubię takie wydania książek. Są małe, ale bardzo staranne, mają dobry format, papier, świetne rysunki i kolory. Na przykład dla Klary są bardzo wygodne, bo ona jest jeszcze mała, ale też łatwo je ze sobą zabrać, co jest ważne jak ktoś zabiera ze sobą wszędzie książki.Co do ilustracji to już je na pewno znacie z trzech poprzednich części Zuzy, a przede wszystkim z bardzo fajnej książki obrazkowej „Mój dom”. Co do treści, to mimo że tytułową bohaterką jest Zuza, to tak naprawdę obie części bardziej opisują przeżycia Maksa. 
ZUZA I SUKIENKA DLA MAKSA – Maks i Zuza są w sklepie sportowym, gdzie dziewczynka interesuje się różnymi rzeczami, a chłopak zauważa maksymalnie różową sukienkę księżniczki z ozdobami. I bardzo mu się podoba. Ale Zuzy nie interesuje. Jak wracają do domu, Zuza dostaje właśnie taką sukienkę w tajemniczej paczce. Maks jest zachwycony, a Zuza zła. Stara się namówić dziewczynkę, żeby ją założyła. Ale wtedy ona mówi, żeby sam założył. Co dalej przeczytajcie sami. Jak to czytałem, to myślałem, że to kolejna książka o tym, że chłopiec chce mieć lalkę, czy sukienkę, albo inną rzecz ze sklepu dla dziewczynek. I trochę byłem znudzony. Dlatego zakończenie mnie zaskoczyło i bardzo mi się spodobało. Jeśli chodzi o Klarę, to przez całą opowieść nie mogła uwierzyć, że Zuza nie chcę tej różowej sukienki. 
ZUZA MA ADORATORÓW – tu treść jest bardziej skomplikowana. Zuza mówi Maksowi, że gdyby się nie przeprowadził, to by się nie poznali i ona miałaby innego ukochanego. Maks nie może sobie z tym poradzić, bo wydaje mu się, że Zuza zerka na innych chłopaków. I zaczyna z nimi zawierać umowy, że nigdy nie poderwą Zuzy. Jest to dla niego bardzo męczące i zaczyna poważnie się zastanawiać nad tym, co by było, gdyby się nie przeprowadził i nie spotkał Zuzy. Klara na zakończenie książki powiedziała „Uff, ona go kocha”. Co wskazuje na to, że książka jest o zakochaniu i zazdrości pierwszoklasistów. Obie części polecam. 

środa, 16 kwietnia 2014

czyli „Kolory” Herve Tullet, wydawnictwo Babaryba, 22,5x22,5x1,1cm, 60 stron, twarda oprawa. 
Najnowsza książka Herve Tullet'a przypomina mi kultowe „Naciśnij mnie”. Tylko, że tu bohaterkami zabawy nie są kropki, tylko farby. Taka sama jest okładka, kolory i pomysły na zabawy. Ale plusem jest nauka mieszania kolorów. Bo czytelnik na kolejnych stronach właśnie to robi – miesza kolory farb. I dzięki temu zapamięta jaki kolor powstanie na przykład z niebieskiego i żółtego. Klara świetnie się bawiła z farbami. Od razu odszukała kropki, żeby je trzymać razem. Oczywiście bawiła się z książką kilka razy pod rząd. Też przeszedłem całą i muszę przyznać, że jest niesamowicie wesoła. A co ciekawe, mimo że pomysł jest bardzo podobny do „Naciśnij mnie”, to wcale się nie nudzi. A jak Klara szła w sobotę na urodziny kolegi, to upierała się, żeby mu kupić „Kolory” czyli jak je nazywa „książkę z rączką”. A to moim zdaniem duża rekomendacja. Ja też książkę polecam. 

sobota, 12 kwietnia 2014

czyli „Chodzi o to, czy wiesz co to. Zwierzęta” Marcin Brykczyński, ilustracje Agnieszka Antoniewicz, Nasza Księgarnia, 28 stron, 28x20x1,8cm, twarda oprawa, KARTONOWE STRONY!
A to trzecia na dziś książka dla mniejszych dzieci. Są w niej połączone wierszyki z zagadkami i jeszcze czarno-białymi stronami do wykonywania zadań. Bardzo mi się ten pomysł spodobał. Bo wydaje mi się, że tak można łatwiej przyciągnąć uwagę czytelnika na całą książkę. Bardzo staranne wykonanie, ale to chyba tak jest, że na kartonowych stronach, to książki dla dzieci wydają się takie porządniejsze. No wiadomo, że trudniej zniszczyć. Ładne są ilustracje i te kolorowe i te rysowane samym cienkopisem do zadań specjalnych. Książka jest od 2 do 4 lat. Ale Klara chętnie się z nią bawiła, a ma już 5 lat. Próbowała też sama czytać, ale nie zna jeszcze dwuznaków i potrzebowała pomocy. Pod spodem daję zdjęcia przykładowych stron. Moim zdaniem bardzo fajne. 

czyli „Łamigłówki nie z tej ziemi” Thomas Flintham, wydawnictwo Nasza Księgarnia, stron 96, 20,5X27,5X0,6cm, miękka oprawa.
Niedawno pokazywałem Wam świetne „Labirynty” z tej serii. Dziś druga część, czyli „Łamigłowki”. Bardzo mi się podobają, z powodu świetnych rysunków i pomysłowych zadań. Naprawdę uważam, że ilustracje i treść wyróżnia je z tych wszystkich książeczek z zadaniami, które widziałem. Na zdjęciach pokazuję kilka pierwszych stron i tam akurat zadania są dość łatwe, ale dalej trafiają się bardziej skomplikowane historyjki i rysunki. Znajdziecie tam tematy dla wielbicieli komputerów, robotów, dinozaurów, kosmosu, zwierzaków, rycerzy, itd. Wiele zadań jest naprawdę zaskakujących. Wprawdzie „Łamigłówki” dałem Klarze, ale jak ona skończy robić to co chce i umie, to pewnie coś zostanie dla mnie. Fajnie sobie przypomnieć takie zabawy. Polecam zwłaszcza na wyjazdy. 

czyli „Snów kolorowych na placu budowy” Sherri Duskey Rinnker, Tom Lichtenheld, wydawnictwo Nasza Księgarnia, stron 30, 23,5x22,5x0,8cm, twarda oprawa. 
Dziś chcę Wam pokazać książeczkę dla młodszych dzieci. Jest to zgodnie z tytułem wierszowana opowieść o tym, jak maszyny z placu budowy idą spać. Myślałem, że będzie niezbyt ciekawa, bo co może być ciekawego w mówieniu „dobranoc” kolejnym ciężarówkom i betoniarkom. Ale okazało się, że w książce pokazany jest właściwie wieczór maszyn, czyli jak jeszcze pracują i co robią przez cały dzień i dopiero zmęczone kładą się spać. Zaskoczył mnie ten fajny pomysł. Myślę, że dla małych chłopaków interesujących się budową, ta książka to będzie prawdziwy skarb. Dla dziewczyn też. Klarze się podobała, chociaż interesowało ją dlaczego nie ma jej ulubionego walca? Ilustracje są ładne i w kolorach wieczoru, książka naprawdę fajna, zobaczcie sami na zdjęciach. 

piątek, 11 kwietnia 2014

czyli „Zawodowcy” Paweł Bręsewicz, ilustracje Jona Jung, wydawnictwo Literatura, stron 82, 17,5x22,5x0,8cm, twarda oprawa.
Nie za bardzo lubię to pytanie. Miałem już kilka pomysłów, ale to się zmienia. Może nie tak często jak u Klary, ale zmienia się. Na przykład z powodu bloga dużo osób mówi, że zostanę „krytykiem książkowym”. Raczej nie znam nikogo, kto planowałby zostać krytykiem jako nastolatek. Ja też tego nie planuję, zwyczajnie lubię książki. Wracając do „Zawodowców” to bardzo wesoła książka. Autor jest naprawdę pomysłowy (to on napisał „A niech to czykolada” i „Jak zakochałem Kaśkę Skowron”, które Wam bardzo polecam). Znajdziecie tu 12 osób reprezentujących różne zawody. Ale nie jakieś wymyślne, tylko tradycyjne i dobrze znane, jak piekarz, kucharz, nauczycielka, lekarka (może strongman trochę nie pasuje, nazwałbym go jednak siłacz). Ale tym właśnie ludziom mającym tradycyjne zawody, przytrafiają się bardzo nietypowe sytuacje. Nienormalne wręcz. Na przykład przygoda informatyczki Irenki, która lubiła chodzić na basen. Niestety jej komputer nie chciał się z nią rozstawać i też chciał iść na basen, ale nie miał kąpielówek... Możecie się domyślić jak to się skończyło.Książka ma pasujące, kolorowe, ładne ilustracje. Jest starannie wydana i nadaje się tak samo dla dziewczyny i chłopaka. I ważne, że podoba się rodzicom, bo oni muszą czytać dzieciom (u nas książka się podobała i Tacie i Mamie). Muszę przyznać, że książka ma same plusy. Polecam od wieku 5+

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

MOJE NAJNOWSZE VIDEO RECENZJE ZNAJDZIESZ TEŻ TUTAJ

Xiegarnia.pl