KSIAZKINACZACIE.PL
piątek, 11 kwietnia 2014

czyli „Tajemnica urodzin. Biuro detektywistyczne Lassego i Mai.Marton Widmark, Helena Willis, wydawnictwo Zakamarki, twarda oprawa. 
To pierwsza część serii detektywistycznej, którą najpierw poznała Klara. I pierwsza, która ją tak wciągnęła, że zapytała czy mam kolejne i czy jej dam. Wysłuchała książki do końca wcale się nie odzywając i od razu chciała następny tom. Znalazłem jej od razu jeszcze dwa. Czytał jej Tata. Bardzo się wciągnęła. Ta część ma wyjątkową okładkę, która bardzo się Klarze spodobała, bo jest na niej różowy tort. Myślę, że jest dla niej fajne też to, że skradziony został naszyjnik. W książce jest więcej tortów, bo aż trzy. A to dlatego bo jeden z bohaterów obchodzi 50-te urodziny i muszą być wyjątkowe. W tym celu zostaje zorganizowany konkurs pieczenia tortów z dużą nagrodą. Wszyscy doskonale się bawią. Niestety okazuje się, że podczas imprezy organizatorce Barbarze ginie biżuteria. Na szczęście Maia i Lasse są na miejscu. A TO MÓWI KLARA: To jest kryminał. Bardzo fajny. Pewna kucharka kradnie naszyjnik, ale Maja i ten chłopak go odnajdują. Podoba mi się kryminał i będę czytała następne części. Mam nadzieję, że zrobili części z ciasteczkami, babeczkami i muffinkami. Ta z tortem ma ładną okładkę z różowym. Dam ją do przeczytania Babci, bo ona lubi tylko kryminały. Ale będzie musiała oddać. Potem pożyczę jej kolejne części, ale dopiero jak przeczytam. 

15:40, ksiazki.na.czacie , Powieści i serie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 kwietnia 2014

czyli „Proszę słonia” Ludiwk Jerzy Kern, czyta Anna Seniuk, wydawnictwo Literówka, czas trwania 5 godzin 31 minut.
Płyty słuchałem z doskoku, bo oczywiście była przeznaczona dla mojej siostry, a ja nie miałem tyle godzin, żebym mógł słuchać cały czas z nią. Żałuję. W ogóle żałuję, że nie znałem wcześniej tej powieści. Nawet nie oglądałem filmu i dopiero się dowiedziałem, że jest też taki serial.Mamy tu dwóch głównych bohaterów, jeden to mały chłopak Pinio. Pino jest dosłownie mały, bo słabo rośnie i rodzice kupują mu specjalne witaminy, żeby rósł szybciej.  tu do akcji wkracza porcelanowy słoń. Porzucony przez poprzednich właścicieli, odnaleziony przez Pinia i... dokarmiany przez niego witaminami. Słoń ma na imię Dominik i jest bardzo spokojny, lubi jak się go odkurza i czyta mu książki. Niestety przez witaminy zaczyna rosnąć bez umiaru. I tu się właśnie zaczyna przygoda. A właściwie przygody. Rozdziały się dość długie, około 15 minut, więc dla Klary sporo ale słuchała chętnie. W płycie fajne jest to, że można się w międzyczasie bawić. Ja nie korzystam z audiobooków, ale kilka lat temu słuchałem całych powieści jednocześnie budując z klocków Lego. Bardzo dobrze to wspominam. No więc słuchania i zabawy przy przygodach Dominika jest pięć i pół godziny! To masa czasu i na pewno starczy na kilka dni. Klara to nie wiem ile słuchała płyty, ale chyba ze dwa tygodnie po trochu. Lektorka czyta bardzo ładnie i wcale nie trzeba się do niej przyzwyczajać, co pamiętam z niektórych audiobooków. Tu od razu nie myśli się o tym kto czyta, tylko słucha opowieści. Dla mnie to duży plus. Premiera książki miała miejsce w 1964 roku, czyli pół wieku temu. W tej opowieści słychać to, że nie jest współczesna. I to drugi plus, bo przez to przypomina trochę klimat Mikołajka, chociaż jest oczywiście inna, ale taka pozytywna, optymistyczna. Polecam. 

czyli „Zebra” Ifi Ude, ilustracje Nezka Satkov, wydawnictwo Poławiacze Pereł, 23 strony 21,5x21,5x0,7cm, twarda oprawa.
Seria nazywa się „pół + pół = nieskończoność” i ma być pisana przez ludzi będących w połowie Polakami. Autorka „Zebry” urodziła się w Enugu w Nigerii, w plemieniu Ibo, ale jako małe dziecko przyjechała do Polski i tu mieszka. Opowieść jest krótka, w sam raz dla małych dzieci. Dwójcie koni mieszkających na mazurach rodzi się zebra. Wszystko jest dobrze, aż zebra bawi się z innymi źrebakami, które się naśmiewają z jej inności – pasków i grzywy. Jest zrozpaczona i samotna. Wtedy rodzice opowiadają jej o afrykańskich korzeniach. Potem przychodzi chwila, gdy pozostałe źrebaki są w niebezpieczeństwie i zebra próbuje je ratować. Czy jej się uda, to przeczytajcie już sami. Klara cały czas zastanawiała się, czy dwa koniki mogą mieć córkę zebrę i był już plan powiedzenia jej, że zebra została adoptowana, ale jakoś się potem pogodziła z tą sytuacją. Zdaniem rodziców, oprócz poruszenia problemu akceptacji dla inności, bonusem dla małych dzieci jest zwrócenie uwagi na to jaką rolę „zebra” pełni na naszych drogach. Mnie w książce bardzo podobają się ilustracje. Uważam, że okładka jest świetna. Podobnie wklejka. A już najlepsza jest strona tytułowa z polską chatą i bocianem, ale wszystko w kolorach afrykańskich. Przynajmniej mnie się tak wydaje. Ale naprawdę mam wrażenie, że na rysunkach są polskie krajobrazy, (np. sad) ale narysowane afrykańskimi motywami. Książkę polecam dla dzieci 3+, głównie ze względu na wspaniałą estetykę, chociaż historia też będzie dla nich przejmująca.  

sobota, 05 kwietnia 2014

czyli „Łazienkowe pytania” Krystyna Lipka_Sztarbałło, wydawnictwo Ezop, 40 stron, 235x26x0,9cm, twarda oprawa.
Ta książka jest tak dobra, że nie czekam co powie na nią Klara (pewnie będzie bardzo zainteresowana), tylko piszę o niej, bo warto ją mieć. Znajdziecie tu ciekawostki o historii WC, higienie ludzi, jak powinna wyglądać łazienka, jak ludzie kąpali się w starożytności, średniowieczu i kolejnych epokach, oraz w zależności od kraju. Bardzo ciekawe są też współczesne rozwiązania, o których nie wiedziałem. Na przykład, że WC może pomagać chorym ludziom. Serio. Są takie modele, które od razu robią analizę moczu i kału! Jest masa ciekawostek o miejscu, z którego codziennie korzystamy kilka razy, a nie wiemy na przykład kto i kiedy wymyślił szczoteczkę do zębów. Albo jak ludzie w przeszłości zastępowali mydło. Nie będę się rozpisywał, bo ta książka to naprawdę zbiór zaskakujących informacji. Obawiam się tylko, że tytuł nie oddaje tego, jak ciekawa jest książka. Ale może się mylę?Bardzo ważne są tu ilustracje. ŚWIETNE! Na przykład rysunek ręki, który pokazuje historię całego dnia jej właściciela, i ma uświadomić, że naprawdę trzeba to zmyć. Kiedy zaczyna się oglądać ilustracje, to są one tak informacyjne a jednocześnie ciekawe, że wszystkie wiadomości z książki, same wchodzą do głowy. Dla mnie bardzo interesujący jest cały rys historyczny i ciekawostki z innych kultur. To zawsze wciąga. Ta książka może być dla dzieci, ale będzie też świetna dla młodzieży i dorosłych. Dla mnie jest to odkrycie kolejnej książki obrazkowej, która dobra dla starszych. Łazienkowe pytania dostają 7/7 bomb. Jestem pod dużym wrażeniem tej książki. I jak to mi się czasem zdarza (ale tak naprawdę rzadko), uważam, że ta książka byłaby świetna w postaci animacji. Taki animowany wykład popularnonaukowy dla wszystkich od 6-7 lat, dużo ciekawszy niż wiele lekcji. 

czyli „Czerwony Kapturek w wielkim mieście” Roberto Innocenti, Aaron Frisch, wydawnictwo Media Rodzina, 27,5x29c0,7cm, stron twarda oprawa.
Książkę czytałem jakoś dużo po północy, mając świadomość, że za 6 godzin muszę wstać do szkoły, więc nastrój miałem bardzo mroczny i możliwe, że współczesny Czerwony Kapturek wydał mi się jeszcze smutniejszy, niż był. Zacznijmy od treści. Jest to opowieść o dziewczynce, Sophi, która musi odwiedzić babcię. Nie przedziera się jednak przez las, ale przez wielkie miasto. A jej oprawcą nie jest wilk, tylko mężczyzna na motorze. I chyba dlatego ta książka jest taka straszna, bo wilkiem jest dorosły a ofiarą dziecko. Baśń ma dwa zakończenia do wyboru, ja chciałbym jeszcze trzecie, takie w którym to Sophia krzywdzi mężczyznę. Niestety takiego nie ma.Sama opowieść jest znana i dość krótko opisana, za to ilustracje można oglądać bardzo długo i to dopiero one nadają sens książce. Bo widzimy, ze Sophia żyje w wielkim, kolorowym, ale naprawdę strasznym mieście. Miasto tu jest pokazane naprawdę przerażająco, jest brudne, przeludnione, hałaśliwe, pełne dziwnych ludzi, a jednocześnie bardzo kolorowe i wciągające. Jak się ogląda ilustracje, to prawie słychać ten hałas. Na mnie zrobiło to bardzo smutne wrażenie. W rysunkach jest tyle detali, które można oglądać jak w książkach obrazkowych dla małych dzieci, ciągle znajduje się coś nowego. Czasem coś co pasuje do historii Sophi. Genialny jest rysunek ze świecącą babcia opowiadającą baśń, bo wprowadza trochę baśniowej magii. Muszę powiedzieć, że książka jest mega wciągająca. Nie można od niej oderwać oczu. Moim zdaniem dla starszych dzieci, młodzieży i dorosłych. Naprawdę wydaje mi się, że najbardziej dla młodzieży i dorosłych, bo bardziej zrozumieją i docenią opowieść. I to mnie cieszy, bo jak pisałem ostatnio, chciałbym, żeby było więcej książek obrazkowych dla dorosłych. 
Czerwony Kapturek dostaje 6/7 bomb. 

19:59, ksiazki.na.czacie , Bajki i baśnie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 kwietnia 2014

czyli „Labirynty nie z tej ziemi” Thomas Flintham, wydawnictwo Nasza Księgarnia, 70 labiryntów, 21,5x27,5x0,5cm, miękka oprawa.
Ta książka to właściwie zeszyt z labiryntami. Ale wyjątkowo fajny z powodu ilustracji. Każdy labirynt to ilustracja, np. wzburzone morze, płonące słońce, ławica meduz, itd. Pojawiają się też bohaterowie książki jak kosmonauta Astropiotrek, Mały Rycerz, Pan Niedźwiedź, Potwór. Jest też trochę opisów akcji. Dałem Labirynty Klarze, ale jej jak zawsze szkoda rysować – zawsze jak dostanie książkę, w której może rysować, to robi to dopiero za jakiś czas. Wtedy już wszystko naraz. A na początku wszystkie labirynty rozwiązuje rysując palcem i jest bardzo zadowolona. Moim zdaniem Labirynty to świetna rozrywka, ponieważ przez to, że autor wymyślił fajne ilustracje, naprawdę chce się bawić z jego bohaterami. 
PS. Niektóre labirynty są proste, ale są też takie, które trudno przejść i trzeba się naprawdę zastanowić. 

piątek, 28 marca 2014

czyli „Filip i mama, która zapomniała” Pija Lindenbaum, wydawnictwo Zakamarki, 24 strony, 22x27x0,8cm, twarda oprawa. 
Dziś testuję nowy rodzaj recenzji, nie wiem czy będzie Wam odpowiadał, ale pomyślałem, że to dobry pomysł jeśli chodzi o książki dla małych dzieci. Dziś zaczynamy recenzję od Taty, bo on pierwszy czytał Klarze książkę. 
TATA: Nie mam pojęcia o czym dokładnie jest ta książka (śmiech). Trochę pewnie pokazuje rodzicom jak dzieci widzą ich w stanie zdenerwowania, a dzieciom, że dorośli też miewają dni, kiedy nie są sobą. Książka jest dziwna, jak wszystkie opowieści tej autorki, ale podoba mi się i jak ją czytam Klarze, to się uśmiecham. No i znam jedną mamę, która bywa smokiem. Dalszych odpowiedzi odmawiam. 
KLARA: Mama Filipa zamieniła się w potwora. Niestrasznego potwora. Ale Filip nie chciał, żeby była potworem, bo miała w pysku ogień i wszędzie ziała. I jadła brudy. Ble. Ale Filip ją odmienił. Dał jej dużo wody do picia. To była bardzo śmieszna i wesoła przygoda. Bardzo lubię tą książkę. 
MAMA: To jest oczywiście książka o moim dniu piżamowym, czyli tym, kiedy chodzę w piżamie, czytam, śpię i zgadzam się, żebyśmy cały dzień jedli niezdrowe rzeczy. W takie dni, wszyscy robicie się bardziej odpowiedzialni, tak jak Filip, a ja potrzebuję ich dla higieny psychicznej. Jak raz na kilka miesięcy jestem nieogarniętą smoczycą, to potem nie wściekam się przynajmniej tak, jak mama Filipa na początku historii. I napisz, że ilustracje są świetne. Dla mnie często na granicy obrzydliwości. Bardzo, bardzo je lubię u tej autorki. 
ALEKSY: Jak widać rodzice oceniają historię od strony rodzica, a Klara od strony Filipa. Książka jest bardzo zabawna. Mama małego chłopaka pewnego dnia zamienia się w smoka i zapomina co trzeba robić. Przez cały dzień musi za nią myśleć dziecko. Aż wieczorem idą do babci, gdzie mama trochę odpoczywa. Czy następnego dnia obudzi się jako człowiek?Opowieść jest jak zawsze u tej pisarki zabawna i ma świetne rysunki. Coś z perspektywą i proporcjami jest nie tak i z tego wychodzi spojrzenie jakby małe dziecko na wszystko patrzyło. Bardzo ciekawa historia, polecam.
PS. Była ekstra pogoda i zdjęcia książki zrobiłem na dworze z Mamą i Kla. Klara najpierw pozowała, ale potem jej się nie chciało i zaczęła oglądać książkę i opowiadać. Nazwaliśmy to „stylówką z książką”. 

niedziela, 23 marca 2014

czyli „Dwoje ludzi” Iwona Chmielewska, Media Rodzina, stron 30, 20,5x29cm, twarda oprawa. 
Byłem ciekawy tej książki, kiedy przeczytałem gdzie, że już dawno była wydana i podziwiana za granicą, a w Polsce dopiero teraz, chociaż autorka jest Polką. To książka o życiu dwójki ludzi razem, na początku myślałem, że chodzi o dowolną dwójkę, ale chodzi o parę, bo na końcu jest napisane, że może pojawić się dziecko. Wszystko jest napisane tekstem, trochę poetyckim, a czasem trochę zabawnym ze względu na skojarzenia. Bardzo ciekawe są też ilustracje, które nabierają sensu, jak chwilę się nad nimi zastanowimy i przeczytamy tekst. Wydaje mi się, że to picturebook dla dorosłych. Oczywiście dzieci też mogą czytać, ale dzieci mają dużo książek na rynku, a dla dorosłych nie ma. Za kilka lat też będę dorosły i nie chciałbym mieć tylko powieści do czytania. Byłoby fajnie, gdyby wtedy już pojawiało się dużo książek obrazkowych dla dorosłych. Moim zdaniem książka jest bardzo ciekawa i oryginalna. Myślę, że dla wielu osób jest też wzruszająca.
PS. Na początku dałem jej 6/7 bomb, ale po zastanowieniu jednak podwyżyszłem ocenę za bardzo fajnie pokazane rodzaje związków. 
Dostaje 7/7 bomb. 

czyli „Kosmonautka” Piotr Wawrzeniuk, Dorota Wojciechowska, wydawnictwo Poławiacze Pereł, stron 27, 21,5x21,5cm, twarda oprawa. 
Nie są to historyjki, ani przygody, tylko bardziej opisy zawodów 12 mam. Ale nie są to zwykłe opisy, tylko zabawne. Powiedziałbym, że mają drugie dno. Ilustracje są ładne, spokojne, pokolorowane na szaro, brązowo i różowo. Książka jest ładnie wydana, a na okładce są elementy lakierowane, czego nie widać na zdjęciach, a zawsze fajnie wygląda. Na czym polega cały pomysł książki? Chodzi tu o nazwy zawodów, które kiedyś były tylko w męskiej formie, a teraz dostają formę żeńską. Niektóre nawet pasują, inne to wydaje mi się, że takie właśnie są (na przykład chemiczka, mistrzyni Formuły 1, albo arcymistrzyni szachowa), jeszcze inne są zabawne. Na przykład jak przeczytałem „pastorka” to w pierwszej chwili przyszła mi do głowy pasterka, a chodziło o panią pastor. A jak przeczytałem „generałka” to od razu przyszła mi do głowy taka mała, rysunkowa generałka w bajce dla dzieci. Podobno nazywanie zawodów w sposób kobiecy jest powodem wielu dyskusji. I dlatego powstała ta książka, żeby pokazać, że są takie nazwy. Mnie to nie robi właściwie różnicy, jedyne to mnie stresuje, że na przykład chciałbym mieć na 100 procent pewność jak poprawnie napisać w szkole (moja Pani od Polskiego to legenda, nie chciałbym jej podpaść, już i tak się denerwuje na moje błędy :). Ale ponieważ jest to książka dla młodszych dzieci (od lat 3), to i tak ważniejsze jest co Klara myśli o „Kosmonautce”. Z zainteresowaniem wysłuchała wszystkich opisów, część rzeczy trzeba było jej dodatkowo wyjaśnić
. Zafascynował ją temat jedzenia z tubek, a o generalce powiedziała, że pracuje „na wojnie”. Za to ma pytanie do autora książki. Ponieważ chciałaby zostać pogodynką, jest ciekawa jak się mówi poprawnie na pana zapowiadającego pogodę?

czwartek, 20 marca 2014

czyli „Lotta. Trzy opowiadania” Astrid Lindgren, Ilon Wikland, ZAKAMARKI, stron 99, 21,5x26x1,4cm, twarda oprawa, płócienny, czerwony grzbiet. 
Lotta ma 5 lat dokładnie tak jak moja siostra Klara. Ma dwójkę starszego rodzeństwa, ukochanego pluszaka i fajny dom z fajnymi rodzicami. Mieszka przy ulicy Awanturników. W tej książce znajdziecie jej 3 przygody w jednym wydaniu. Jest historia o urodzinach i wymarzonym rowerze, którego Lotta nie dostaje. Jest o świętach i choince, której zabrakło. Jest o wielkim czwartku i czekoladowych cukierkach, których nie było. I o tym, że Lotta się nie poddaje i sama wymyśla sposoby na poradzenie sobie z problemami.Klarze te historie tak się spodobały, że wysłuchała ich dwa razy pod rząd, mimo że powinna już spać, ale nie chciała rodzicom odpuścić. A ponieważ przeczytanie całej książki naprawdę trochę trwa, Klara nie mogła uleżeć i siedziała, skakała, kładła się w dziwnych pozycjach na swoim łóżku, ale uparła się, żeby jej czytać. Mama miała naprawdę dość, ale wiem, że jak się jej książka podoba, to daje się namówić do długiego czytania. To ciekawe, bo kiedy niedawno Mama próbowała czytać Klarze „Dzieci z Bullerbyn” to przerwała po kilku rozdziałach, bo Kla nie mogła się skoncentrować. Mogę więc powiedzieć, że Lotta jest lepsza dla mniejszych dzieci. Może to właśnie od Lotty Klara zacznie czytanie książek Astrid Lindgren?Książka jest wyjątkowo pięknie wydana – uważam, że oklejany płótnem grzbiet z nadrukowanymi napisami sprawia, że książka od razu wydaje się ważniejsza. Bardzo zachęcająca jest też okładka na której Lotta buja się na huśtawce zawieszonej na kwitnącej wiśni. Klara od razu przypomniała sobie jak na podwórku kwitną wiśnie i jak to ładnie wygląda i chciała, żeby tam jej zrobić huśtawkę. (Kolejną, bo mamy już 3 na kasztanowcach i pod modrzewiem + hamak, dobre miejsca do czytania książek). Ilustracje w książce są ładne i przyjazne. Zwłaszcza dobre wrażenie robią rysunki ulicy i domów. Muszę przyznać, że choć jestem za dorosły na Lottę, to zrobiła na mnie świetne wrażenie. Przypomniało mi się to miłe uczucie, kiedy sam po raz pierwszy czytałem sobie „Dzieci z Bullerbyn”. Po raz kolejny pomyślałem też, że jednak staranne wydanie książki ma duże znaczenie. Można mówić, że liczy się tylko treść. Ale chyba dla ludzi, którzy bardzo lubią książki to wydanie też jest ważne, bo czytanie takiej książki jest podwójnie przyjemne. Lottę polecam, Klara też poleca ją bardzo. Wydaje mi się, że jak na razie to jedna z jej ulubionych bohaterek. 
PS. Zdjęcia książki pomagała robić Klara :)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

MOJE NAJNOWSZE VIDEO RECENZJE ZNAJDZIESZ TEŻ TUTAJ

Xiegarnia.pl