KSIAZKINACZACIE.PL
niedziela, 02 marca 2014

czyli „O czym nie śniło się dorosłym” Joanna Wachowiak, ilustracja Jola Richter-Magnuszewska, wydawnictwo Bis, 21x21x1,4cm, 94 strony, oprawa twarda. 
Ostatnio fascynuje mnie tematyka świadomych snów, nawet kupiłem sobie książkę „Świadome śnienie”, bo marzy mi się nauka świadomego snu. Bardzo lubię śnić, bo wtedy dzieję się niesamowite rzeczy, takie jak w książkach, ale sam w nich uczestniczę i to jest świetne. 
Sny zostały wykorzystane w tej książce dla dzieci, której bohaterem jest Bartek. Na wyjeździe słuchałem jak Mama czytała książkę Klarze i muszę przyznać, że chociaż jest dla młodszych dzieci, przyjemnie się jej słuchało przysypiając podczas jazdy ;)Klarze bardzo przypadły do gustu te historyjki, w których życie realne miesza się ze snem i dzięki temu mogą się wydarzać niesłychane rzeczy. Po zakończeniu rozdziału prosiła o następny, a jak usnęła, to potem pamiętała w którym miejscu i chciała, żeby jej czytać dalej. Tak więc książka została przeczytana chyba na dwa, albo trzy razy. Książka jest ładnie wydana, ma bardzo wygodny format, zachęcającą okładkę i ładne, spokojne, lekko zabawne ilustracje. Jest w niej 9 historyjek, o tym na przykład jak Bartka odwiedza Baba Łamaga, albo jak dostaje swoje zwierzątko... dżdżownicę, albo jak jego mama ma 8 rąk. Ta historyjka mnie rozbawiła, bo przypomniała mi jak moja Mama często opowiada swój dzień „Jedną ręką gotowałam obiad, drugą układałam z Klarą puzzle, trzecią redagowałam tekst, czwartą wybierałam zdjęcia, piątą pakowałam  walizkę, szóstą gipsowałam ścianę, itd”.
Książkę zaliczam do kategorii pozytywnych, czyli takich bez wymysłów, ani elementów szokujących, przyjazną dzieciom, a jednocześnie ciekawą. Polecam. Właśnie wyszła druga część, ale jeszcze jej nie widziałem, bo pojechała na targi w Poznaniu, a ja niestety nie. 

czwartek, 27 lutego 2014

czyli „Dzika kuchnia” Łukasz Łuczaj, wydawnictwo Nasza Księgarnia, stron 319, 19,5x25,5x2,5cm, twarda oprawa. 
Jest to druga część książki, której nie znam „Dzikie rośliny jadalne Polski – przewodnik survivalowy”. Jak można się domyślać, jest o tym, jakie dzikie rośliny można jeść. Czyli nie chodzi o marchewkę, ziemniaki czy jabłka, które kupujemy w sklepie. Tylko rośliny, liście, źdźbła, które widzimy raczej na spacerze, podwórku, w lesie, przy ulicy i nigdy wcześniej nie przyszło nam do głowy, że można je zjeść. Autor jednak uprzedza, że nie należy od razu jeść dużej ilości rośliny, bo nie wiadomo jak nasz nieprzyzwyczajony organizm na nią zareaguje. Trzeba zacząć od np. jednego liścia, a potem zwiększać dawkę, jeśli nic nie będzie się z nami działo.W książce znajdziemy opisy i zdjęć tych roślin, oraz przepisy – jakie potrawy można z nich zrobić. Oprócz tego są jeszcze felietony na bardzo różne tematy, ale dotyczące dzikiego życia. Jest też wstęp ogólnie o roślinach – składzie, nasionach, owocach, łodygach. Jest kalendarz jakie rośliny, kiedy można zebrać (znajdzie się coś nawet zimą), oraz „8 przykazań zbieracza” i sposoby przygotowania roślin. Oczywiście „Dzikiej kuchni” nie trzeba czytać naraz. Można poszukać felietonów i przejrzeć, jakie rośliny tu są opisane. A potem odstawić na półkę i korzystać, kiedy jest taka potrzeba, jak z każdej książki kucharskiej. Książka dostaje 6/7 bomb. Jest bardzo ciekawa. I jeszcze będę o niej pisał w związku z moim jednym projektem na lato. PS.1.W razie kataklizmu, czy zagrożenia naszej cywilizacji takie książki o survivalu mogą okazać się bardzo przydatne. Pamiętajcie, że podczas apokalipsy, nie będziecie mogli sobie włączyć internetu i przeczytać np. co można zjeść z lasu. A książka nie wymaga prądu i zawsze można z niej skorzystać. A jeśli kataklizmu nie będzie, to te wszystkie survivalowe informacje są naprawdę ciekawe. PS.2. Na zdjęciu barszcz z soku brzozowego i pokrzywy, smacznego ;)

12:03, ksiazki.na.czacie , Przewodniki
Link Komentarze (2) »
środa, 26 lutego 2014

czyli „Dom pod Pękniętym Niebem" Marcina Mortki, z wydawnictwa Zielona Sowa, 268 stron, miękka okładka ze skrzydełkami.
Ostatnio zainteresował mnie temat książek postapokaliptycznych. Taką powieścią jest właśnie "Dom pod Pękniętym Niebem". Opowiada o grupce nastolatków, która wybrała się na kilkudniową wycieczkę w góry. Główna bohaterka ma na imię Heather i martwi się, bo wyjechała do lasu bez pozwolenia rodziców. Wkrótce jednak dowiaduje się, że to jej najmniejsze zmartwienie.
Już pierwszej nocy pojawiają się dziwne trzęsienia ziemi, a obozowisko nachodzą dwa, podobne do ludzi, stwory. Heather próbuje wyjaśnić co się dzieje. Jednak reszta nastolatków nie wydaje się być ani trochę zainteresowana zdarzeniami, bo bardziej obchodzi ich dokuczanie sobie nawzajem. Mimo to wracają do schroniska, gdzie mają czekać na odebranie przez ojca jednego z chłopców. Niestety szybko okazuje się, że powrót do domu jest niemożliwy, a raczej bezsensowny, bo świat jaki istniał przed trzęsieniem ziemi już nie istnieje. Młodzi ludzie muszą nauczyć się żyć w nowych, postapokaliptycznych warunkach.
W książce najbardziej rzuca się w oczy szybki rozwój wydarzeń. Główna akcja zaczyna się już po kilkunastu stronach. Trochę brakuje mi opisu normalnego życia bohaterów przed kataklizmem, bo treść zaczyna się zaledwie parę godzin przed apokalipsą
Tym co mnie urzekło w książce jest zróżnicowanie gatunków stworzeń, z którymi spotykają się bohaterowie. UWAGA SPOILER! Autor wymyślił mnóstwo form zarazy, która dotknęła ludzkość. Spotkamy zarówno ludzi zmienionych w zwierzęta, rośliny jak również takich, których przemianę trudno opisać. Jedni są agresywni, inni pomocni, niektórzy neutralni.
Każde opisane wydarzenie dzieje się bardzo szybko, ale zawsze znajduje się miejsce na przedstawienie uczuć głównej bohaterki (jak się domyślacie są to przeważnie uczucia miłosne, czyli wątek chyba specjalnie dla dziewczyn). 
Książkę czytałem jednym tchem, zachwycony, do momentu, kiedy bohaterowie dostali moce. Moce zaczęły załatwiać sprawy za bohaterów, to znaczy ułatwiały im walkę z trudnościami. Przez to zabrakło mojego ulubionego elementu powieści postapokaliptycznych, czyli walki o przetrwanie zwyczajnych ludzi, przygotowania zapasów, ochrony itd.
Powieść kończy się w mój ulubiony sposób, czyli przejściem do kolejnego tomu. Problemy nie zostają całkowicie załatwione, wiadomo, że coś musi się jeszcze wydarzyć. Chociaż motywacja bohaterki wydaje mi się mało przekonująca. 
Nie wiem jak opisać okładkę. Według mnie wygląda świetnie. Wprawdzie na pierwszy rzut oka sugeruje romans, ale po chwili widać, że "niebo" nad głowami bohaterów to dziwny stwór.
Całą opowieść czyta się niezwykle szybko, częściowo dlatego, że jest wciągająca, a częściowo bo pisarz ma naprawdę dobry styl. Jestem pewien, że tą historię z przyjemnością przeczytały by też osoby, która nie przepadają za czytaniem. 
Pierwszą część książki oceniam na 7 bomb, drugą na 5,5 bomby. Czekam ze zniecierpliwieniem na kolejny tom, licząc, że bohaterowie będą musieli bardziej się starać, a mniej spraw załatwiać magicznie.

 

10:46, ksiazki.na.czacie , Powieści i serie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 lutego 2014

czyli „Król zwierząt” Małgorzata Kur, ilustracje Joanna Rusinek, wydawnictwo Bis, twarda oprawa. 
„A jakim zwierzakiem jest twój tatuś?” - zapytała Mama Klarę, po przeczytaniu jej książki. „Bajkowym” - powiedziała Klara. „Czyli jakim?” - dopytała Mama. „Śpioszek łóżkowy” - wyszeptała zawstydzona Klara. Nie wiem dlaczego tak uważa, bo Tata wcześnie wstaje, a chodzi spać najpóźniej z nas. To pytanie w naszej rodzinie wzięło się z książki czytanej Klarze przez Mamę podczas podróży. Napiszę o niej krótko, bo historia nie jest długa. Kuba dostaje pracę domową. Ma napisać wypracowanie z przyrody „Do jakiego zwierzaka jest podobny jego tata”. Chce oczywiście napisać jak najlepiej, żeby wszyscy mu zazdrościli. Wymyśla więc najpotężniejsze, najszybsze zwierzaki. Ale tata nie pasuje do żadnego z nich. Dlatego bo tata Kuby nie pracuje poza domem, tylko zajmuje się domem, wychowaniem dzieci, a do tego pisze książki. Gotuje obiady, sprząta, próbuje pomagać w lekcjach, chociaż potem okazuje się, że mama Kuby jest w tym lepsza. Mama Kuby pracuje bardzo dużo, na wysokim stanowisku, elegancko się ubiera, itd. Więc Kuba ma naprawdę duży problem, do jakiego zwierzaka porównać tatę, żeby dobrze wypadł. Oczywiście Kuba uważa, że jego tata jest super, tylko nie wie jak to uzasadnić. Książka jest o tym, że rzadziej jednak tata pracuje w domu a mama w firmie. I że chłopiec nie wiedział jak to przedstawić na lekcji. Dla Klary to zwykła historyjka, a właściwie zabawa w porównywanie do zwierzaków. Mnie się podoba bo ma fajna ilustracje, zwłaszcza drzewa. A na okładce znalazłem informację, że dostała nagrodę w konkursie „Partnerstwo – równe szanse dla kobiet i mężczyzn”. 

piątek, 21 lutego 2014

Dziś chciałem pokazać Wam dwie statuetki, które dostałem w konkursie THE EUROPEAN AWARD FOR BEST CONTENT FOR KIDS.
Jedna jest za pierwsze miejsce w Polsce w tym konkursie, a ta z dwójką, jest za drugie miejsce w Europie. Zobaczcie jak zabawnie napisali nazwę "Książki na czacie" na brukselskim dyplomie. Chyba był kłopot z "ą" ;D

17:10, ksiazki.na.czacie , Aleksy co u ciebie?
Link Komentarze (2) »

czyli „Piramida w kuchni, czyli zdrowo gotujemy” Joanna Gorzelińska, narysowała Agata Loth-Ignaciuk, wydanictwo Buchmann, 22x22x1cm, stron 127, oprawa miękka. 
OSTRZEŻENIE: Podczas czytania książki człowiek robi się głodny, a nawet ma ochotę coś sam zrobić do jedzenia. Tytułowa piramida, to piramida żywienia, czyli taki trójkąt, który pokazuje w jakich proporcjach, ile czego powinniśmy jeść. Są wyjaśnione takie rzeczy jak puste kalorie, proporcje jedzenia na talerzu, ile kalorii powinien jeść jaki człowiek, itd. Podoba mi się strona „Co mówią sztućce”. Jest też spis produktów, które zawsze warto mieć. Oraz spis urządzeń, (podejrzewam, że oprócz suszarki do sałaty, wszystkie są w naszej kuchni). Są też zasady bezpiecznego zachowania w kuchni. Część z przepisami jest podzielona na kilka rozdziałów (po kilka przepisów w każdym): pobudka, przegryzka, obiad, podwieczorek, przed zmierzchem. Na jednej stronie przepis jest narysowany, a druga strona to zdjęcie gotowej potrawy. Bardzo zachęcające. Przepisy są o różnym stopniu trudności, np. owocową tęczę i bransoletkę z żurawiny, to mogłaby zrobić bez pomocy moja 5-letnia siostra. Ja mam ochotę zrobić Pankejki, czyli naleśniki po amerykańsku. Ale poczekam aż urosną borówki w ogródku ;) I koktajl. Ogólnie jest sporo przepisów nie wymagających gotowania więc małe dzieci mogą też przygotować wiele potraw. Książka jest ładnie wydana, ma bardzo wygodny format, dla mnie pierwsza część jest trochę za kolorowa, ale przepisy są świetnie narysowane i uporządkowane i doskonale wyglądają ze zdjęciami. Moim zdaniem w książce brakuje zakładki, bo z zakładką łatwiej by było przy gotowaniu, żeby się nie zamykała. 
Książka dostaje 6/7 bomb. Za bardzo praktyczną część pierwszą (czyli wszystkie informacje o sztućcach itd.) i fajne przepisy. 
PS. Jak Mama przeczyta książkę Klarze, albo jak coś już z niej ugotuję ja albo Klara, to wrócę tu i dopiszę. 

środa, 19 lutego 2014

czyli "Jakubek i brzoskwinia olbrzymka" Roald Dahl, wydawnictwo Nasza Księgarnia, 19x21x0,8cm, stron 115, miękka oprawa.
Kiedy jedziemy samochodem gdzieś dalej Mama czyta Klarze książki. Tym razem czytała "Jakubka i brzoskwinię olbrzymkę" dzięki czemu mogłem przypomnieć sobie jedną z ciekawszych książek mojego dzieciństwa, a Mama ze swojego. Klarze, która kilka dni temu skończyła 5 lat, książka też się spodobała, chociaż jak na nią ma dość dużo tekstu, a mało obrazków, ale i tak słuchała chętnie.
Nie wiem czy jest sens ją opisywać, bo pewnie wszyscy ją już znają, dlatego może napiszę tylko kilka zdań.
To książka g e n i a l n a. Historia zaczyna się mrocznie i smutno. Oto 4-letniemu Jakubkowi potwór pożera rodziców i chłopiec ląduje w domu dwóch ciotek Szpili i Kluchy, które wyglądają tak, jak się nazywają, a do tego nie kochają chłopca i strasznie go męczą. Jakubek jest u nich zamknięty i nikogo nie widuje, za to musi ciężko pracować. Pewnego dnia spotyka w ogrodzie staruszka, który daje mu cenny prezent. Niestety chłopiec traci prezent. Jest załamany. Na szczęście magia wsiąka w ziemię i
powoduje, że stara brzoskwinia wypuszcza jednej owoc   monstrualną brzoskwinię wielkości domu. Przez tajemniczy korytarz Jakubek wchodzi do pestki brzoskwini, gdzie spotyka biedronkę, konika polnego, stonogę, dżdżownicę, pająka, jedwabnika i robaczka świętojańskiego. Wszystkie owady są wielkości człowieka i mówią! Myślicie, że to już wszystko? Nie, tu dopiero się zaczyna.
Pamiętam, że byłem tą książką zachwycony jako mały chłopak. A teraz jak rozmawiałem z Mamą o niej, to okazało się, że największe wrażenie zrobiły na nas ilustracje (to znaczy Mama pamięta ze swojego dzieciństwa, bo wtedy poznała Jakubka). Oboje pamiętamy z nich to samo. Wielkie niebieskie oczy, potwora z szczęką w stopie, ciotki na leżakach, rozwałkę w fabryce czekolady, dzieci zjadające brzoskwinię. Coś takiego jest w tych rysunkach, że nie można ich zapomnieć (a są znacznie mniej wymyślne,
niż w dzisiejszych książkach). Naprawdę cieszę się, że Kla dała sobie przeczytać Jakubka. To bardzo dobry tytuł, któremu daję 7/7 bomb.
PS. Egzemplarz na zdjęciu jest trochę zniszczony, bo to Mamy z dzieciństwa, nie wiem czy książka była jakoś ostatnio wydawana.

17:01, ksiazki.na.czacie , Powieści i serie
Link Komentarze (3) »
wtorek, 18 lutego 2014

czyli "Sonia śpi gdzie indziej" Pija Lindenbaum, wydawnictwo Zakamarki, 32 strony, 22,5x29,5x0,8cm, twarda oprawa.
Książka jest świetna. Jak zobaczyłem ilustracje, to od razu skojarzyłem sobie z książką o morzu którą już Wam polecałem "Nusia i baranie łby". I słusznie, bo to tej samej autorki. Jeśli znacie jej książki, to możecie sobie wyobrazić klimat przygody Sonii.
Sonia ma przeżyć wielką przygodę, będzie po raz pierwszy nocowała u koleżanki, Celestyny. Jest bardzo podekscytowana, ale na miejscu wszystko okazuje się inne niż sobie wyobrażała. Celestyna u siebie w domu nie jest zbyt miła, na kolację jest dziwne danie, domowy pies jest stary i sypie się z niego sierść, a Sonia trochę się go brzydzi. Wszędzie panuje dziwny zapach, staruszka siedząca na kanapie wcale się nie odzywa, brat jest niemiły, a po zgaszeniu światła robi się jeszcze dziwniej.
Dokładnie tak, jak sobie tego NIE wyobrażacie. Ogólnie wyjście Sonii do koleżanki nie jest chyba takie, jak myślała.
Książka jest bardzo ładnie wydana, ma świetne ilustracje, zabawne, ciekawe. Najbardziej podoba mi się na nich to, że obie dziewczynki są narysowane jakby były mniejsze od innych ludzi i domu (w sensie, że oczywiście są mniejsze, ale tu są narysowane jakby były pół-krasnalami). Każdy rysunek oddaje dokładnie klimat opisu sytuacji, na przykład wszędzie widać sierść starego psa, a brat (naprawdę dziwnie wygląda) trzyma ubłocone trampki na łóżku. Najbardziej podobają mi się oczywiście skunksy w
mini kaloszach. Są świetne. Bardzo dobra jest też czcionka, świetnie pasuje do tej opowieści.
Dla Klary to fascynująca lektura, której słuchała przez większość czasu ze zniesmaczona miną, mówiąc "Ble" i pokazując na bałagan. Ale wiecie jak jest z takimi częściowo obrzydliwymi rzeczami, często są tak ciekawe, że chce się je oglądać.
Mnie podoba się ta książka, bo jest taka prawdziwa (nie chodzi mi o bałagan). I nie wiem dlaczego, ale właśnie wydaje mi się taka zwyczajna (chociaż prześmiesznie narysowana). Nie zawsze wyjście do innego domu jest takie, jak sobie wyobrażamy, bo w każdym domu mieszkają inni ludzie. Ja nie mam akurat takich dziwnych doświadczeń z nocowania u znajomych, ale pamiętam, że często jest mi trudno przyzwyczaić się do innego smaku jedzenia. Na przykład spagetti wszędzie smakuje inaczej.

środa, 12 lutego 2014

Książki na czacie zdobyły 2 miejsce w Europie w kategorii do 18 lat, w konkursie  THE EUROPEAN AWARD FOR BEST CONTENT FOR KIDS, czyli w konkursie na najlepsze treści dla dzieci w Internecie. Nagrodę wręczała mi pani Neelie Kroes wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej i komisarz europejski ds. agendy cyfrowej. 
Jak to się stało? Najpierw zająłem PIERWSZE MIEJSCE W POLSCE w tej kategorii i mój blog przeszedł do etapu europejskiego. W Polsce statuetki wręczano w 11 lutego, w Dniu Bezpiecznego Internetu, wtedy, kiedy byłem w Brukseli, więc tylko nagrałem podziękowania w krótkim filmiku, który był wyświetlony na ekranie... kina. Można powiedzieć, że wystąpiłem w kinie, a żeby zobaczyć jak to wyglądało, możecie kliknąć w link poniżej.

W tym samy czasie byłem w Brukseli, i odbierałem swoja europejską statuetkę. Najpierw brałem udział w warsztatach tworzenia kodeksu dla bezpiecznego internetu (trudna sprawa jak się nie mówi płynnie po angielsku, naprawdę przeżyłem ogromny stres, bo nie umiałem wystarczająco szybko mówić), spacerowałem dużo, oglądałem Starówkę i co tylko się dało w tak krótkim czasie (niby to były 3 dni, ale część dwóch, to podróż samolotem, którym LECIAŁEM PIERWSZY RAZ!). Byłem w sklepach z komiksami i godzinę w Muzeum Komiksów, co było fatalne, bo nie zdążyłem prawie nic zobaczyć, ani kupić sobie komiksu. I niestety już musiałem jechać na galę. Mieszkałem w hotelu obok siedziby Parlamentu Europejskiego. Było świetnie, poznałem fajnych ludzi w tym opiekunkę wyjazdu p. Małgorzata Maryl-Wójcik z fundacji Dzieci Niczyje, oraz Kacpra z Instrukcji Języka Polskiego z nauczycielką panią Kasią (są G E N I A L N I znajdziecie ich tu: http://instrukcjaobslugijezykapolskiego.blogspot.com).Nie mam siły dziś więcej pisać, może jutro wrzucę fotoreportaż.Jeszcze raz dziękuję wszystkim: Czytelnikom, Wydawnictwom i Rodzicom za wsparcie. Fundacji Dzieci Niczyje, jurorom polskim i europejskim, organizatorom konkursu, dziękuję za wspaniałą, niespodziewaną wycieczkę do Brukseli. TO BYŁA DLA MNIE WIELKA PRZYGODA. 

16:53, ksiazki.na.czacie , Aleksy co u ciebie?
Link Komentarze (10) »
niedziela, 09 lutego 2014

czyli "Ula i urwisy. Nowi sąsiedzi" Katarzyna Majer, Kasia Kołodziej, Nasza Księgarnia, stron 90, 13x19,4x0,8 cm, oprawa miękka.

Książka o Uli jest nieduża i pewnie łatwo ją przegapić. Jest jedną z tych książek, w której dzieci opowiadają swoje przygody (czyli jak w klasycznym Mikołajku). Tak też jest z 5-letnią Ulą, która ma dokładnie tyle samo lat, co moja siostra Klara. Nie wiem czy z tego powodu Klara wysłuchała książeczki w jeden wieczór. Czytał jej Tata, a ja składałem coś w swoim pokoju i słuchałem.
Na początku Ula dokładnie się przedstawia i opowiada o swoim życiu, zabawach, rodzinie, o swojej kryjówce i domu. Ula ma problem z zabawkami. To znaczy myśl, że ma. Bo sąsiadka powiedziała, że przyjadą do niej wnuki, urwisy, które nie są zbyt grzeczne. I Ula zaczyna kombinować jak ukryć przed nimi zabawki, żeby ich nie zniszczyli. I tu zaczyna się ta szalona przygoda. Na przykład dziewczynka wymyśla, że zakopie wszystkie zabawki w ogródku, ale potem boją się, że zakwitną jak rośliny   tak się
zdarzyło już z jedną jej zabawką, która była wypełniona ziarnami.
Książek w tym stylu jest na rynku naprawdę dużo i z bohaterami chłopcami i z dziewczynkami, czytałem ich sporo i większości nie pamiętam. Ale widzę, że Ula bardzo spodobała się Klarze. Jest fajnie napisana i ma zabawne ilustracje. Podoba mi się też przygoda, nie napisana na siłę, tylko taka z życia większości małych dzieciaków. Cena też jest dobra, bo kosztuje 15,90.
Jest to pierwszy z trzech tomów Uli, myślę, że Klara przeczyta też pozostałe.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

MOJE NAJNOWSZE VIDEO RECENZJE ZNAJDZIESZ TEŻ TUTAJ

Xiegarnia.pl