KSIAZKINACZACIE.PL

Powieści i serie

piątek, 11 kwietnia 2014

czyli „Tajemnica urodzin. Biuro detektywistyczne Lassego i Mai.Marton Widmark, Helena Willis, wydawnictwo Zakamarki, twarda oprawa. 
To pierwsza część serii detektywistycznej, którą najpierw poznała Klara. I pierwsza, która ją tak wciągnęła, że zapytała czy mam kolejne i czy jej dam. Wysłuchała książki do końca wcale się nie odzywając i od razu chciała następny tom. Znalazłem jej od razu jeszcze dwa. Czytał jej Tata. Bardzo się wciągnęła. Ta część ma wyjątkową okładkę, która bardzo się Klarze spodobała, bo jest na niej różowy tort. Myślę, że jest dla niej fajne też to, że skradziony został naszyjnik. W książce jest więcej tortów, bo aż trzy. A to dlatego bo jeden z bohaterów obchodzi 50-te urodziny i muszą być wyjątkowe. W tym celu zostaje zorganizowany konkurs pieczenia tortów z dużą nagrodą. Wszyscy doskonale się bawią. Niestety okazuje się, że podczas imprezy organizatorce Barbarze ginie biżuteria. Na szczęście Maia i Lasse są na miejscu. A TO MÓWI KLARA: To jest kryminał. Bardzo fajny. Pewna kucharka kradnie naszyjnik, ale Maja i ten chłopak go odnajdują. Podoba mi się kryminał i będę czytała następne części. Mam nadzieję, że zrobili części z ciasteczkami, babeczkami i muffinkami. Ta z tortem ma ładną okładkę z różowym. Dam ją do przeczytania Babci, bo ona lubi tylko kryminały. Ale będzie musiała oddać. Potem pożyczę jej kolejne części, ale dopiero jak przeczytam. 

15:40, ksiazki.na.czacie , Powieści i serie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 marca 2014

czyli „Złodziejka książek” Markus Zusak, wydawnictwo Nasza Księgarnia, stron 495, 15,5x23x3,5cm, oprawa miękka.
Książka znacznie się różni od tego, co zwykle czytam. Opowiada o Liesel Meminger, dziewczynce mieszkającej w Niemczech znajdujących się pod władzą Hitlera. Bohaterkę poznajemy w momencie, kiedy jedzie pociągiem razem z mamą i bratem do miejsca, gdzie rodzeństwo zostanie przekazane pod skrzydła osób, które posiadają środki, by je utrzymać. Niestety po drodze chłopczyk umiera, co jest dramatyczne, ale jednocześnie sprawia, że dziewczynką zaczyna interesować się narrator, który opowiada nam tę historię. Nie byłoby tak, gdyby chłopiec nie umarł.
Dlaczego? Narratorem jest jedna z moich ulubionych postaci literackich - Śmierć. 
Dlaczego Śmierć czyni książkę wyjątkową? Bo mamy całkiem inny punkt widzenia. Na przykład Śmierć, zamiast się po ludzku, bać, oburzać, rozpaczać, zwraca raczej uwagę na kolory albo podkreśla naszą bezradność w wielu sytuacjach. Widzi dusze, które są przedłużeniem ludzi i zajmuje się nimi. Jest w tym coś uspakajającego, co jest ważne w przypadku książki z tak dramatycznymi wydarzeniami. 
Wracając do Liesel. Dziewczynka trafia do domu Hansa i Rosy Hubermann. Po drodze jednak odbywa się pogrzeb jej brata, podczas którego z kieszeni jednego z grabarzy wypada „Podręcznik Grabarza”. Bohaterka bierze go z ziemi i tak zaczyna się, jak to określił narrator, jej kariera „Złodziejki Książek”. Żeby jednak chciała kraść książki, najpierw musi się nauczyć czytać, co odbywa się u niej w sposób bardzo nietypowy. Czy tego dokona? Czy pokocha swoich nowych rodziców? I najważniejsze: czy przeżyje wojnę, skoro wszyscy dookoła giną z polecenia Hitlera lub nalotów? Musicie przeczytać sami.
Bardzo podoba mi się, że autor nie wprowadza żadnych elementów fantasy, czyli bohaterka do końca książki jest zwyczajną osobą, nie ujawniają się u niej nagle jakieś specjalne talenty, tajemnice. Przeciwnie, przez większość książki jest pozornie zagubiona i bardzo słaba. A to, czego się uczy, to czytanie.
W książce znalazłem coś, nad czym nigdy wcześniej się nie zastanawiałem: jak wyglądały Niemcy za czasów hitleryzmu. Okazuje się, że dla części cywili sytuacja była podobna jak za tamtych czasów w Polsce. 
Książka dostaje 7/7 bomb za narratora. Ale też za ciekawe tło historyczne, oraz, co akurat nigdy mnie nie wzruszało w książkach – za historię pierwszej miłości.

14:19, ksiazki.na.czacie , Powieści i serie
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 lutego 2014

czyli „Dom pod Pękniętym Niebem" Marcina Mortki, z wydawnictwa Zielona Sowa, 268 stron, miękka okładka ze skrzydełkami.
Ostatnio zainteresował mnie temat książek postapokaliptycznych. Taką powieścią jest właśnie "Dom pod Pękniętym Niebem". Opowiada o grupce nastolatków, która wybrała się na kilkudniową wycieczkę w góry. Główna bohaterka ma na imię Heather i martwi się, bo wyjechała do lasu bez pozwolenia rodziców. Wkrótce jednak dowiaduje się, że to jej najmniejsze zmartwienie.
Już pierwszej nocy pojawiają się dziwne trzęsienia ziemi, a obozowisko nachodzą dwa, podobne do ludzi, stwory. Heather próbuje wyjaśnić co się dzieje. Jednak reszta nastolatków nie wydaje się być ani trochę zainteresowana zdarzeniami, bo bardziej obchodzi ich dokuczanie sobie nawzajem. Mimo to wracają do schroniska, gdzie mają czekać na odebranie przez ojca jednego z chłopców. Niestety szybko okazuje się, że powrót do domu jest niemożliwy, a raczej bezsensowny, bo świat jaki istniał przed trzęsieniem ziemi już nie istnieje. Młodzi ludzie muszą nauczyć się żyć w nowych, postapokaliptycznych warunkach.
W książce najbardziej rzuca się w oczy szybki rozwój wydarzeń. Główna akcja zaczyna się już po kilkunastu stronach. Trochę brakuje mi opisu normalnego życia bohaterów przed kataklizmem, bo treść zaczyna się zaledwie parę godzin przed apokalipsą
Tym co mnie urzekło w książce jest zróżnicowanie gatunków stworzeń, z którymi spotykają się bohaterowie. UWAGA SPOILER! Autor wymyślił mnóstwo form zarazy, która dotknęła ludzkość. Spotkamy zarówno ludzi zmienionych w zwierzęta, rośliny jak również takich, których przemianę trudno opisać. Jedni są agresywni, inni pomocni, niektórzy neutralni.
Każde opisane wydarzenie dzieje się bardzo szybko, ale zawsze znajduje się miejsce na przedstawienie uczuć głównej bohaterki (jak się domyślacie są to przeważnie uczucia miłosne, czyli wątek chyba specjalnie dla dziewczyn). 
Książkę czytałem jednym tchem, zachwycony, do momentu, kiedy bohaterowie dostali moce. Moce zaczęły załatwiać sprawy za bohaterów, to znaczy ułatwiały im walkę z trudnościami. Przez to zabrakło mojego ulubionego elementu powieści postapokaliptycznych, czyli walki o przetrwanie zwyczajnych ludzi, przygotowania zapasów, ochrony itd.
Powieść kończy się w mój ulubiony sposób, czyli przejściem do kolejnego tomu. Problemy nie zostają całkowicie załatwione, wiadomo, że coś musi się jeszcze wydarzyć. Chociaż motywacja bohaterki wydaje mi się mało przekonująca. 
Nie wiem jak opisać okładkę. Według mnie wygląda świetnie. Wprawdzie na pierwszy rzut oka sugeruje romans, ale po chwili widać, że "niebo" nad głowami bohaterów to dziwny stwór.
Całą opowieść czyta się niezwykle szybko, częściowo dlatego, że jest wciągająca, a częściowo bo pisarz ma naprawdę dobry styl. Jestem pewien, że tą historię z przyjemnością przeczytały by też osoby, która nie przepadają za czytaniem. 
Pierwszą część książki oceniam na 7 bomb, drugą na 5,5 bomby. Czekam ze zniecierpliwieniem na kolejny tom, licząc, że bohaterowie będą musieli bardziej się starać, a mniej spraw załatwiać magicznie.

 

10:46, ksiazki.na.czacie , Powieści i serie
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 lutego 2014

czyli "Jakubek i brzoskwinia olbrzymka" Roald Dahl, wydawnictwo Nasza Księgarnia, 19x21x0,8cm, stron 115, miękka oprawa.
Kiedy jedziemy samochodem gdzieś dalej Mama czyta Klarze książki. Tym razem czytała "Jakubka i brzoskwinię olbrzymkę" dzięki czemu mogłem przypomnieć sobie jedną z ciekawszych książek mojego dzieciństwa, a Mama ze swojego. Klarze, która kilka dni temu skończyła 5 lat, książka też się spodobała, chociaż jak na nią ma dość dużo tekstu, a mało obrazków, ale i tak słuchała chętnie.
Nie wiem czy jest sens ją opisywać, bo pewnie wszyscy ją już znają, dlatego może napiszę tylko kilka zdań.
To książka g e n i a l n a. Historia zaczyna się mrocznie i smutno. Oto 4-letniemu Jakubkowi potwór pożera rodziców i chłopiec ląduje w domu dwóch ciotek Szpili i Kluchy, które wyglądają tak, jak się nazywają, a do tego nie kochają chłopca i strasznie go męczą. Jakubek jest u nich zamknięty i nikogo nie widuje, za to musi ciężko pracować. Pewnego dnia spotyka w ogrodzie staruszka, który daje mu cenny prezent. Niestety chłopiec traci prezent. Jest załamany. Na szczęście magia wsiąka w ziemię i
powoduje, że stara brzoskwinia wypuszcza jednej owoc   monstrualną brzoskwinię wielkości domu. Przez tajemniczy korytarz Jakubek wchodzi do pestki brzoskwini, gdzie spotyka biedronkę, konika polnego, stonogę, dżdżownicę, pająka, jedwabnika i robaczka świętojańskiego. Wszystkie owady są wielkości człowieka i mówią! Myślicie, że to już wszystko? Nie, tu dopiero się zaczyna.
Pamiętam, że byłem tą książką zachwycony jako mały chłopak. A teraz jak rozmawiałem z Mamą o niej, to okazało się, że największe wrażenie zrobiły na nas ilustracje (to znaczy Mama pamięta ze swojego dzieciństwa, bo wtedy poznała Jakubka). Oboje pamiętamy z nich to samo. Wielkie niebieskie oczy, potwora z szczęką w stopie, ciotki na leżakach, rozwałkę w fabryce czekolady, dzieci zjadające brzoskwinię. Coś takiego jest w tych rysunkach, że nie można ich zapomnieć (a są znacznie mniej wymyślne,
niż w dzisiejszych książkach). Naprawdę cieszę się, że Kla dała sobie przeczytać Jakubka. To bardzo dobry tytuł, któremu daję 7/7 bomb.
PS. Egzemplarz na zdjęciu jest trochę zniszczony, bo to Mamy z dzieciństwa, nie wiem czy książka była jakoś ostatnio wydawana.

17:01, ksiazki.na.czacie , Powieści i serie
Link Komentarze (3) »
piątek, 10 stycznia 2014

czyli "Baśniobór. Gwiazda wieczorna wschodzi" tom 2, oraz "Baśniobór. Plaga cieni" tom 3 Brandon Mull,  wydawnictwo WAB, 13,5x20x2,6cm, oba tomy mają po ponad 400 stron, oprawa miękka.
Ale ja bym chciał mieć taki dom z zaczarowanym ogrodem oraz rezerwatem pełnym baśniowych stworzeń. Wcale bym go nie opuszczał! Albo przynajmniej chciałbym tam jeździć na wakacje. Że handlowałbym z satyrami bateriami i pobierał opłaty w złocie? Nie, skąd, nawet mi do głowy nie przyszło...
W skrócie przypomnę pierwszy tom; bohaterami jest dwoje dzieci Kendra i Seth. Wyjeżdżają oni do swoich dziadków, by spędzić z nimi wakacje. Okazuje się, że dziadkowie są opiekunami rezerwatu magicznych stworów. Jest to jeden z pięciu tajemnych rezerwatów, gdzie żyją niecodzienne istoty, a dziadek Stan się nimi zajmuje, pilnując, żeby nie dostał się do nich nikt niepowołany, oraz, żeby wszyscy przestrzegali prawa. Nie jest to zajęcie bezpieczne, a czasem nawet zagraża życiu. Potrzebna jest też ogromna wiedza i magia, żeby sobie z tym wszystkim poradzić. Kiedy Kendra i Seth odkrywają prawdę o tym miejscu, postanawiają związać swoje życia z Baśnioborem i tak zaczyna się ich niezwykłą przygoda.
GWIAZDA WIECZORNA WSCHODZI Kendra i Seth spędzają nudny czas w szkole, ale myślami są u dziadków. Okazuje się, że chłopaka i dziewczynę obserwuje Stowarzyszenie Gwiazdy Wieczornej, działające na rzecz uwolnienia demonów. Rodzeństwo musi zostać natychmiastowo przewiezione do Baśnioboru. Tam sytuacja wcale się nie upraszcza. Dziadkowie muszą znaleźć i przenieść w bezpieczne miejsce cenny artefakt, a nie są w stanie tego zrobić sami. Do rezerwatu przybywają ich sprzymierzeńcy, którzy
oprócz pomocy w poszukiwaniach, szkolą dzieci. Niestety jeden z nich, jest zdrajcą.
Wyobraźnia autora nie daje wytchnąć nawet na chwilę, każda postać, miejsce, wydarzenie wszystko jest świetnie wymyślone i wciąga. Nawet nie da się zapowiedzieć w recenzji wszystkich pojawiających się istot i motywów. Wszystko jest dopracowane i przekonujące. Dobrze, że jak zamknąłem "Gwiazdę wieczorną..." to od razu miałem pod ręką tom trzeci.
PLAGA CIENI już patrząc na okładkę trzeciego tomu wiemy, że coś będzie tu nie tak. Bo część wróżek jest czarna i goni te kolorowe. I rzeczywiście. Baśniobór dopadła tytułowa plaga. Część istot zamieniła się w sługów cienia i zarażała swoich kolejnych braci. Akcja tego tomy wyszła dużo dalej poza bramy rezerwatu. Tym razem autor zastosował fajny zabieg podzielił narrację między Kendrę i Setha i dał im oddzielne misje. Dzięki czemu zrobiło się jeszcze ciekawiej (o ile to możliwe).
Nie wiem jak pisarz to robi, ale tempo opowieści ani na chwilę nie spada, przygody się nie powtarzają, nie ma dłużyzn. Czytanie tej serii to prawdziwa przyjemność.
Oba tomy dostają po 7/7 bomb. Teraz muszę kupić czwarty, bo piąty już czeka na półce, ale ja nie lubię czytać nie po kolei.

19:44, ksiazki.na.czacie , Powieści i serie
Link Komentarze (2) »
środa, 08 stycznia 2014

czyli "Wojna cukierkowa"  Brandon Mull, wydawnictwo Wilga, stron 381, 13,5x20x2,2cm, miękka oprawa.
Kiedy zacząłem czytać tę powieść, nie byłem specjalnie zachwycony. Zabrałem się do niej nieufnie, bo przecież Brandon Mull napisał uwielbiany przeze mnie "Baśniobór" i po co on się bierze za inne rzeczy zamiast napisać jak najwięcej "Baśnioborów"? (Jest pięć tomów, na tą chwilę przeczytałem trzy i nie mogę się oderwać). Jednak ciekawość nowej fabuły i nowych bohaterów zwyciężyła. I dobrze!
Wojna cukierkowa też jest powieścią fantasy, ze sporą dawką magii, ale w porównaniu do Baśnioboru, tu nie ma istot magicznych, a jedynie czary, z których najlepiej mogą korzystać dzieci, bo na nie najsilniej działają.
Czwórka przyjaciół Nate, Trevor, Gołąb i Summer odwiedza nowootwarty w ich małym miasteczku, sklep ze słodyczami. Okazuje się, że smak tych słodyczy jest niewyobrażalny, a kto ich spróbuje, od razu pokocha. Dzieci zaprzyjaźniają się z właścicielką, panią White, która za drobne przysługi proponuje im nagrody w postaci darmowych cukierków.
Pomyślicie,  że to nudna historia o przyjaźni dobrej staruszki i pomagających jej grzecznych dzieciaków lubiących lizaki? Nic bardziej mylnego. No chyba, że uznacie odkopywanie grobu czy walkę z człowiekiem plującym glutem, za drobne przysługi. A złą czarownicę za dobrą babcię. No i same cukierki, które podczas jedzenia uwalniają swoje moce można z nimi unosić się w powietrzu, strzelać prądem, zamrażać, podróżować przez lustra, zmieniać wygląd, itd.
Świetna przygoda, bardzo dobra, przyjemna w czytaniu książka, dobre pomysły.
Książka dostaje 6/7 bomb za wspaniałą zabawę wyobraźni, i dlatego, bo bardzo lubię motyw z Jasia i Małgosi wabienia słodyczami dzieci przez staruszki.

21:30, ksiazki.na.czacie , Powieści i serie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 grudnia 2013

HISTORIA PEWNEGO MLEKA
czyli „Na szczęście mleko…” Neil Gaiman, ilustracje Chris Riddell, wydawnictwo Galeria Książki, 14,5x19x1,8cm, stron 158, twarda oprawa.

Ładnie wydana książka, kolorowa okładka z błyszczącymi i lakierowanymi elementami, wygodny format, w środku duża czcionka i masa rysunków. Rysunków czarno-białych i szalonych! Są one bardzo charakterystyczne, moim zdaniem, bo z jednej strony dokładne, z drugiej zupełnie z wyobraźni. Spodobają Wam się. Ja znam tego rysownika z innych książek, ale angielskich. Nie czytałem ich jeszcze za dokładnie, ale oglądałem jak byłem mały (może teraz przeczytam w końcu). To znaczy przeczytałem tylko „The Emperor of Absurdia” chyba wydana jest też po polsku. Ale najładniejsza jest „Ottoline and the Yellow Cat” – ma czarno-białe ilustracje z czerwonymi akcentami.
Wracając do „Na szczęście mleko…” Jest to książka oparta na absurdzie, co naprawdę lubię. Bardzo zabawna i wciągająca.
Mama wyjeżdża na konferencje, a dwójką dzieci, bratem i siostrą, zostaje w domu tata. Już następnego dnia rano, okazuje się, że tata nie dopilnował spraw i zabrakło mleka na śniadanie. Tata zmartwił się (bo lubił herbatę z mlekiem) i powiedział, że pójdzie do pobliskiego sklepiku. Poszedł i strasznie długo go nie było. Dzieci zaczęły się denerwować, ale wtedy tata wrócił i opowiedział im niesamowitą historię. (UWAGA! Tu będzie mały spoiler, więc jak ktoś nie chce wiedzieć co było całym pomysłem na książkę, to niech nie czyta dalej). Otóż podczas swojego niewinnego wyjścia do sklepu natknął się na wielki, latający talerz i został do niego wessany przez promień światła. To spodziewacie się, że tata zwyczajnie spotka UFO i o tym będzie opowieść. Nie. Tata spotka całą plejadę dziwnych stworów w bardzo różnych sytuacjach. Potem spokojnie wrócił do domu, a kiedy dzieci nie chciały uwierzyć w jego opowieść, przedstawił im pewien niezbity dowód.
Czcionka w książce jest duża, a tekstu na stronach niewiele. Myślę, że „Na szczęście mleko…” można polecić już od 8 lat. 
Książka dostaje 6/7 bomb. Za rysunki i bardzo fajny pomysł na przygodę z kartonem mleka.

16:54, ksiazki.na.czacie , Powieści i serie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 listopada 2013

czyli „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren, wydawnictwo Nasza Księgarnia, oprawa twarda.
Myślicie, że napiszę recenzję „Dzieci z Bullerbyn”? Nie, nie przyszło mi to nigdy do głowy. Wydaje mi się, że pisanie o czym jest ta książka jest jakieś dziwne. Po co pisać o czymś, co wszyscy znają.

Dziś chciałem Wam tylko pokazać nowy egzemplarz, który Mama kupiła dla Klary.
Ten stary, co go widzicie na zdjęciu Mama dostała od Babci, a ja od Mamy. „Dzieci z Bullerbyn” to pierwsza i jedyna książka, którą Babcia dostała od swojego taty, a mojego pradziadka. To była pierwsza książka, którą sama przeczytała sobie moja Mama. I pierwsza, którą ja przeczytałem sam. (Jedna z dwóch, bo czytałem jednocześnie Bullerbyn i „Szkołę wampirów” i tak mi już zostało, że czytam przeważnie dwie książki na raz, no ale już o tym pisałem).
I teraz najlepsze. Odkryłem, że te dwa egzemplarze dzieli kilkadziesiąt lat (!), a wydało je to samo wydawnictwo, Nasza Księgarnia. Różnią się trochę kolorem na okładce, ilością stron (nowa 372, stara 352) i układem tekstu w niektórych miejscach, nowa ma też wklejki z obrazków z książki, a stara nie. No i cena: stara kosztowała  „CENA ZŁ 13,50”, a nowa „cena 39,90 zł”. Jedynym minusem nowej jest zmieniony grzbiet, papierowy. Stary był materiałowy z nadrukiem.   

21:24, ksiazki.na.czacie , Powieści i serie
Link Komentarze (4) »
niedziela, 10 listopada 2013

czyli „Szkoła kotów. Tajemnica Kryształowej Groty” Kim Jin-kyung, wydawnictwo Kwiaty Orientu ilustracje Kim Jae-hong, stron 166, 18,8x23x1,5cm, oprawa miękka ze skrzydełkami.
Nowość, która niedawno suszyła się w drukarni, ale ja czytałem ją i oglądałem na wydrukach już kilka
tygodni temu. A to dlatego, że zostałem poproszony o napisanie kilku zdań na tył okładki. TAK, CZUJE SIĘ BARDZO WYRÓŻNIONY, BO MOJA KRÓTKA RECENZJA ZOSTAŁA WYDRUKOWANA NA TYLNEJ OKŁADEC TEJ KSIĄŻKI. LOL (zdjęcie tylnej okładki na dole recenzji). Schodząc na ziemię, to już kolejna książka, którą mogłem czytać na wydruku. Trzy zostały opublikowane, a jeszcze cztery razy zostałem poproszony o opinię przed podjęciem przez wydawnictwo decyzji o druku i mówię Wam TO JEST WIELKIE PRZEŻYCIE. Czytać książkę jako jeden z pierwszych czytelników. Tyle o mojej wielkiej przygodzie, wracamy do książki
SZKOŁA KOTÓW – TAJEMNICA KRYSZTAŁOWEJ GROTY

Początkowo myślałem, że będzie to książka o chłopcu, któremu zaginął kot. Bo taki jest początek
opowieści. Mindzun, to chłopiec z trzeciej klasy, który bardzo przyjaźnił się ze swoim kotem Saliksem. I pewnego dnia, kiedy ten kot miał 15 lat, zniknął. W domu została tylko kotka o imieniu Sprytka. Jej imię znalazło się na skrzynce na listy, napisane koślawymi literami. I po pewnym czasie Sprytka dostała… list. Mindzun i jego siostra nie mogli uwierzyć. A jednak! Saliks opowiadał w nim Sprytce, że kiedy kot kończy 15 lat, to idzie do „Szkoły kotów”. Dzieci zrobiły pudełko i zbierały do niego kolejne listy Saliksa. I przypuszczam, że tak powstała ta opowieść. Saliks dostaje się do klasy kryształowych kotów, dużo się uczy pisania, czytania, historii, mowy roślin i innych zwierząt a przede wszystkim… magii. Jest z tym dużo zabawy. Zyskuje fajnych przyjaciół, ale też wrogi gang. Poznaje starożytną przepowiednię, Kryształową Grotę i niebezpieczne kotcienie. Książka jest bardzo ładnie wydana, a to duży plus przy powieści. Pisałem Wam już, że niby wygląd nie ważny, i jak dobra powieść, to przeczytam wydaną byle jak. No i fakt. Ale ostatnio pomyślałem, że to jednak niesprawiedliwe. Powieści dla nastolatków kosztują w granicach 40 zł i dlatego trochę nie fer, że są często wydawane na cienkim, dziwnym papierze. Mogłyby chociaż kosztować mniej. „Szkoła kotów” jest powieścią dla młodszych i dlatego fajnie, że jest ładnie wydana. To zachęca. Ma dobry papier i dużo ilustracji z kotami, okładka ma „skrzydełka” z opiniami innych dzieci. Jest to pierwszy z pięciu tomów koreańskiej serii. W innych krajach seria ta zdobyła wiele nagród i stała się tematem prac magisterskich. Jak będzie w Polsce, zobaczymy. Dla mnie minusem książki jest jej zakończenie, dokładnie w miejscu, w którym chciałbym czytać dalej. Ale może dlatego, że jestem starszy niż przeciętny czytelnik i książka jest dla mnie za krótka? Czekam na kolejny tom!
Plusem jest to, że książka jest bardzo pozytywna. Jest w niej dużo przyjaźni i fajny pomysł, na
pocieszenie człowieka jak straci kota (że poszedł do szkoły kotów). Polecam. Książka dostaje 7/7 bomb – polecam ją jako fajny wstęp do czytania fantasty dla wieku tak od 8 lat.

11:02, ksiazki.na.czacie , Powieści i serie
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 października 2013

czyli „Dzieci doktora Motyla” Wojciech Mikołuszko, ilustracje Przemysław Liput, wydawnictwo Multico, stron 111, 15x21,5x1,3cm, twarda oprawa.
Przygoda zaczyna się kiedy dwójka rodzeństwa, Basia i Jasiek, postanawiają uratować pewną łąkę,
przed zbudowaniem tam drogi. W tym celu strzelają do wójta… krowim plackiem. Okazuje się to bardzo złym pomysłem, dlatego muszą szybko znaleźć lepsze rozwiązanie. Podczas, kiedy Jasiek odbywa karę za złe zachowanie wobec wójta, odkrywa stary przepis na… eliksir zmniejszający. Rodzeństwo natychmiast postanawia zmniejszyć wroga łąki. Musieli jednak sprawdzić, czy płyn działa, więc próbowali zmniejszyć krowę. A potem, możecie się tylko domyślić, że plan Basi i Jaśka nie do końca się udał i powstały pewne mini-komplikacje. Bardzo lubię fabuły, w których ktoś się zmniejsza. Jak byłem mały lubiłem taki odcinek Bolka i Lolka o pomniejszeniu. Małym bohaterom zawsze wydarzają się jakieś fajne rzeczy, robaki i rośliny robią się ogromne. Mogą wszędzie wejść i poznać świat z innej strony. Jestem przekonany, że wam też się to spodoba. Książka jest ładnie wydana. Fragmenty rysunków na okładkach są polakierowane. Bardzo fajnie wygląda tytuł, który udaje stara naklejka na zeszyt. W środku są niebieskie wklejki. Kartki są z grubego papieru. Jest sporo dużych rysunków, czarno-białych, ale z małymi, żółtymi dodatkami. Fajnie ułożony jest tekst, czasem krzywo, czasem na czarnej stronie. Wszystko razem wygląda naprawdę zachęcająco. Na okładce jest kod do zeskanowania, dzięki któremu możecie obejrzeć animację. Fajny dodatek. Ja jednak zachęcam was, żebyście obejrzeli animację tutaj, bo zobaczycie, że książka zapowiada się naprawdę ciekawie i warto ją przeczytać. 
http://vimeo.com/71718361

„Dzieci doktora Motyla” są trochę dla młodszych dzieci niż ja, ale czytało mi się ją bardzo fajnie,
bo jest przyjemna, ciekawa i pozytywna. Myślę, że fajna powieść do zachęcania do czytania dla młodszych. Książka dostaje 6/7 punktów i część tych punktów jest również za wygląd.

17:26, ksiazki.na.czacie , Powieści i serie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

MOJE NAJNOWSZE VIDEO RECENZJE ZNAJDZIESZ TEŻ TUTAJ

Xiegarnia.pl