KSIAZKINACZACIE.PL

Encyklopedie i atlasy

sobota, 05 kwietnia 2014

czyli „Łazienkowe pytania” Krystyna Lipka_Sztarbałło, wydawnictwo Ezop, 40 stron, 235x26x0,9cm, twarda oprawa.
Ta książka jest tak dobra, że nie czekam co powie na nią Klara (pewnie będzie bardzo zainteresowana), tylko piszę o niej, bo warto ją mieć. Znajdziecie tu ciekawostki o historii WC, higienie ludzi, jak powinna wyglądać łazienka, jak ludzie kąpali się w starożytności, średniowieczu i kolejnych epokach, oraz w zależności od kraju. Bardzo ciekawe są też współczesne rozwiązania, o których nie wiedziałem. Na przykład, że WC może pomagać chorym ludziom. Serio. Są takie modele, które od razu robią analizę moczu i kału! Jest masa ciekawostek o miejscu, z którego codziennie korzystamy kilka razy, a nie wiemy na przykład kto i kiedy wymyślił szczoteczkę do zębów. Albo jak ludzie w przeszłości zastępowali mydło. Nie będę się rozpisywał, bo ta książka to naprawdę zbiór zaskakujących informacji. Obawiam się tylko, że tytuł nie oddaje tego, jak ciekawa jest książka. Ale może się mylę?Bardzo ważne są tu ilustracje. ŚWIETNE! Na przykład rysunek ręki, który pokazuje historię całego dnia jej właściciela, i ma uświadomić, że naprawdę trzeba to zmyć. Kiedy zaczyna się oglądać ilustracje, to są one tak informacyjne a jednocześnie ciekawe, że wszystkie wiadomości z książki, same wchodzą do głowy. Dla mnie bardzo interesujący jest cały rys historyczny i ciekawostki z innych kultur. To zawsze wciąga. Ta książka może być dla dzieci, ale będzie też świetna dla młodzieży i dorosłych. Dla mnie jest to odkrycie kolejnej książki obrazkowej, która dobra dla starszych. Łazienkowe pytania dostają 7/7 bomb. Jestem pod dużym wrażeniem tej książki. I jak to mi się czasem zdarza (ale tak naprawdę rzadko), uważam, że ta książka byłaby świetna w postaci animacji. Taki animowany wykład popularnonaukowy dla wszystkich od 6-7 lat, dużo ciekawszy niż wiele lekcji. 

sobota, 16 listopada 2013

czyli „Andrzej Kruszewicz opowiada o zwierzętach” Andrzej Kruszewicz, wydawnictwo Multico, twarda oprawa.
Muszę Wam polecić tą książkę. Napisał ją dyrektor warszawskiego ZOO Andrzej Kruszewicz, którego
mam dwa albumy „Ptaki Polski” – opowiadałem już o nich we vlogu. Jest to książka o dzikich zwierzakach, które możecie u nas spotkać. Ich wyglądzie, zwyczajach, życiu, jedzeniu, itd. Ale nie napisana jak encyklopedie dla dzieci o zwierzakach, tylko raczej jak opowieści. Bardziej przyjemnie. Są tu piękne zdjęcia i fajnie podana treść. To znaczy, że nie ma samych strzałek i stu ramek z ciekawostkami, tylko naprawdę jest sporo wiedzy, takiej praktycznej z obserwacji. Niektóre zwierzęta dostały niezłe „ksywki”, np. Mysz domowa – Persona non grata(intruz, lub niechciany w jakimś kraju dyplomata), Łoś – Spokojny olbrzym, Królik w ogrodzie – Koszmarny sen ogrodnika. Książka jest świetna dla wszystkich, interesuje nawet moją siostrę (lat 4,5), oczywiście czytana po kawałku. Ale tak samo wciąga rodziców, jak i dziadków, którzy właśnie ją pożyczyli. Ja jak tylko dostałem książkę, to od razu otworzyłem ją na żółwiach, bo niedługo zamieszkają u mnie w pokoju dwa żółwie właśnie (będę je miał na święta). Nie błotne oczywiście.
Na końcu książki jest fajny dodatek – ptasi zegar, czyli jakie ptaki śpiewają o której godzinie. Tak
jest opisana cała ptasia doba! Czyli jak ktoś dobrze rozpoznaje głosy ptaków, to bez zegarka, po ich śpiewach mógłby wiedzieć, która jest godzina. Zresztą pierwsza część tej serii jest o ptakach i nosi podobny tytuł „Andrzej Kruszewicz opowiada o ptakach”. Ja niestety jej nie mam, więc Wam nie opiszę, ale pewnie jest fajna.
Książka dostaje 7,7 bomb. Nie ma żadnych minusów.

PS. To wydawnictwo ma w ogóle fajne książki przyrodnicze. I bardzo ładnie wydane, duże albumy
i niewielkie książeczki dla dzieci. Mama kupuje zawsze dla Klary takie małe książki tematyczne na wyjazdy czy spacery, na przykład o morzu, albo łące, albo stawie, albo o grzybach – zależy gdzie się z Klarą wybiera.

niedziela, 29 września 2013

czyli „Narwańcy, uwodziciele, samotnicy. Atlas tych, co fruwają, skaczą i nurkują” Adrienne Barman, wydawnictwo Dwie Siostry, 19x26x2,4cm, 204 stron, oprawa twarda.
Lubię książki o zwierzętach, gdzieś nawet widziałem wcześniej informacje o tej, ale jakoś mnie nie zainteresowała. Na szczęście ją dostałem, bo inaczej ominęłaby mnie jedna z najładniejszych książek jakie mam.
Właściwie nie powinienem wiele o niej pisać, bo to książka obrazkowa. Są w niej tytuły działów i nazwy zwierzaków, czasem jakieś zdanie informacji i to wszystko. Nie liczyłem, ale podobno znajdziecie tu ponad 600 gatunków zwierząt podzielonych na 40 rodzin. I to jest w tej książce najlepsze, bo podział jest przeprowadzony pod kątem kolorów, wielkości, charakterów, wzorków, itd. Są to kompletnie szalone kryteria z których powstały równie szalone działy jak: pomidorowe, wyklęte, legendarne, o najdłuższym języku, spektakularni uwodziciele, nieodżałowane (mój ulubiony) itd. Ale od razu piszę, nie myślcie, że humor i nietypowy podział to jedyne wartości tego zbioru.
Przede wszystkim każda strona jest zarysowana i wypełniona kolorem, dowcipna i inna niż pozostałe. Każda ma jakiś pomysł, fajnie wygląda i przyjemnie się na nią patrzy. Książkę można oglądać wiele, wiele razy. Dla mnie najlepsze są miny zwierzaków, serio, tapir malajski zadzierający nosa, krwiożercza pójdźka z cieknąca śliną. To trzeba zobaczyć. A jednocześnie zwierzaki nie są karykaturami, tylko wyglądają tak, jak powinny.
Mama się ucieszyła, bo ma ściągę do rysowania dla Kla. Klara często pyta jak coś narysować, a Mama nie wie jak najprościej, i tu ma setki prostych rysunków zwierzaków, które można przerysować i jeszcze ładnie pokolorować.
Książka dostaje 7/7 bomb, wcale nie powiem, że jest tylko dla dzieciaków. Właściwie jest dla wszystkich. UWAGA! Książka do wielokrotnego użytku. Może poprawić humor.

niedziela, 17 lutego 2013

czyli "Ewolucja-rewolucja. Od Darwina do DNA" z cyklu "Mały naukowiec", wydawnictwo National Geographic, 21,5x27,5x0,5cm, 96 stron, oprawa miękka.
Bardzo lubię książki z tej serii. Mam jeszcze o matematyce i chemii (w chemii jest wzór na zrobienie psa ;). Można powiedzieć, że jest na nauka na wesoło, ale wcale niczego nie trzeba się uczyć. Mamy tu masę ciekawostek podanych w taki sposób, że wiele z nich po prostu zostaje w pamięci po przeczytaniu. Na lekcje przyrody czy biologii naprawdę ekstra pomoc.
"Ewolucja-rewolucja"  jest w skrócie książką o tym skąd się wzięliśmy na ziemi od strony naukowej. A dokładnie   co myślą/wiedzą na ten temat różni naukowcy i oczywiście o przełomowej teorii Karola Darwina z 1858 roku.
Jest tu masa informacji, ale tak podana, że naprawdę czyta się je jak jakieś nowinki. Można przeczytać o skamieniałościach, walce o byt, genach, gatunkach, brakujących ogniwach, rozdzielonych wyspach, embrionach, drzewach rodowych itd.
Wiedzieliście, że wiele naszych zachowań pochodzi prawdopodobnie jeszcze z czasów naszych przodków myśliwych-zbieraczy? Mężczyźni odpowiadają nadal myśliwym, a kobiety mające cechy zbieraczy (naukowcy podejrzewają, że dlatego kobiety tak lubią zakupy).
Książka jest kolorowa, trochę komiksowa, fajnie zilustrowana. Na końcu jest mini słowniczek i indeks.
Książka dostaje 7/7 bomb.

niedziela, 13 stycznia 2013

czyli "Wielka Księga Modeli Lego", wydawnictwo Ameet, 200 stron, twarda oprawa, 23x27,5x1,5cm, wiek: od kiedy ktoś zaczął się bawić klockami do 100 lat.
Pamiętam, że jak byłem mały, czyli nie tak dawno, to uwielbiałem przeczesywać katalogi lego w poszukiwaniu inspiracji do nowych budowli, albo żeby mieć pomysł na co naciągnąć rodziców. Niestety katalogi wychodziły co kilka miesięcy, czyli dla mnie za rzadko. W ostatnich latach nie wyciągałem klocków już tak często, chyba że dla Klary. Komplety powyjmowałem z pudełek i wrzuciłem do ogromnego kosza. W ubiegłym roku ostatni raz wpisałem klocki na list do Św. Mikołaja i była to gra planszowa. W tym roku nie prosiłem już o Lego.

A tu spotkała mnie niespodzianka. Na Gwiazdkę dostałem od Xięgarnia.pl świetny prezent, czyli "Wielką Księgę Modeli Lego". Nie dość, że spędziłem z nią kilka wieczorów, to jeszcze wyciągnąłem te kilka kilogramów klocków i znowu zacząłem budować!
Ale przejdźmy w końcu do książki. Nie jest to katalog produktów, ani zbiór instrukcji jak klocek po klocku kopiować budowle.
Są tu pokazane zupełnie nowe modele posegregowane tematycznie i opisane, głównie przez ich twórców. A w tej książce twórcami budowli są fani Lego w bardzo różnym wieku! Jest Duncan Titmarsz lat 40 z Anglii, który specjalizuje się w mozaikach. Sebastian Arts lat 27 z Holandii, robiący średniowieczne budowle. Debora Higdon 52 lata z Kanady składa architekturę i meble. A 18 letni Anglik Barney Main uwielbia piratów. Budowniczych jest więcej i zauważcie: wszyscy są dorośli!
Książka dzieli się na 6 działów i zawiera całą masę ciekawostek o Lego. Dowiedziałem się na przykład, że są dwie oficjalne skale budowania: mini czyli odpowiednia do wielkości ludzików Lego i mikro mniejsza, kiedy mamy bardzo mało klocków, a fajne pomysły na ich wykorzystanie.
Książka dostaje 7/7 bomb. Polecam ją każdemu, kto kiedykolwiek bawił się Lego. I jeżeli ktoś ma już trochę zestawów Lego, to zamiast kupować następne, może zainwestować w książkę. Dzięki niej, na pewno wpadnie na nowe pomysły budowli wykorzystujących stare klocki.
PS. Gdyby powstawała taka kolejna książka, to ja chciałbym złożyć do niej modele ze świata książek fantasy!

czwartek, 06 grudnia 2012

czyli „Oto kot” Paulina Wierzba, Marianna Sztyma, wydawnictwo Albus,21,5x28x1,3cm, stron 55, twarda oprawa.
Nie lubię kotów. A raczej byłyby mi zupełnie obojętne, gdybym nie miał na nie alergii. Książkę przeczytałem bo napisała ją Paulina Wierzba, autorka „Co jedzą ludzie” czyli najciekawszej książki o jedzeniu jaką czytałem.
No i oczywiście okazało się, że otworzyłem „Oto kota” i przeczytałem na raz, niezadowolony, że jest krótszy niż „Co jedzą ludzie” bo chętnie czytałbym dalej.
„Oto kot” nie jest historyjką o kocie, tylko raczej wszystkim o kotach: ich rodzajach, historii, przesądach, dzikich kuzynach, sposobach komunikacji, budowie, a nawet… właściwościach leczniczych! Jest trochę plotek o wielbicielach kotów. Na przykład Leonardo da Vinci uważał, że każdy kot to dzieło sztuki! Fajny jest Quiz z którego można się dowiedzieć jakim się jest kotem :D Na końcu są dodatkowe atrakcje jak zabawa w „Znajdź kota”, strona z obrysem kota, którego można samodzielnie dokończyć, przysłowia, czy też labirynt przez który trzeba kota przeprowadzić do myszy. Czyli znajdziecie tam kocie zadania do samodzielnego wykonania.
Książka jest ładnie wydana, ma strony z grubego papieru i fajne, bardzo żywe rysunki.
Bardzo dobrze, że informacje są podane jakby w pigułce. Dzięki temu książka jest dla wszystkich, a nie tylko dla kociarzy (oni przecież chętnie przeczytają nawet kilka grubych tomów o swoich ulubieńcach).
UWAGA! Dwa „Oto koty” możecie wygrać w konkursie na funpage Facebook „Książek na czacie” od 7 do 20 grudnia. Wystarczy: 1) Polubić funpage 2) Udostępnić konkurs u siebie 3) Pod wpisem konkursowym na funpage „Książek na czacie” odpowiedzieć na pytanie: O jakim zwierzaku powinna napisać następną książkę Paulina Wierzba?
Książka dostaje 6,5/7 bomb.

wtorek, 09 października 2012

czyli „Wielka księga o jedzeniu” Sonja Floto-Stammen, Charlotte Wrgner, wydawnictwo Multico, stron 144, 21,5x24,5x1,6cm, twarda oprawa.

Tę książkę mam już 3 lata. (Dostałem ją bo bardzo chciałem mieć własną sieć restauracji z jedzeniem z całego świata). I to jest książka do której zaglądam co jakiś czas bo jest dużo ciekawostek i niezłe eksperymenty do wykonania. I jak potrzebuję jakiejś informacji do szkoły, to właśnie tam szukam.
W książce jest 8 działów: Mleko, Jaja, Owoce i warzywa, Zboża, Mięso i drób, Ryby, Cukier i sól, Oleje i tłuszcze. W każdym dziale jest „kącik wiedzy” a w nim krótkie i ważne informacje.
Potem wypisane są produkty, które jemy z tego działu i czy są dla nas dobre, na co wpływają, o składnikach, witaminach, itd. Ale nic nudnego!
 Ja bardzo lubię „Domowe laboratorium” gdzie można zrobić doświadczenia z jedzeniem i bardziej są to zabawy, niż jakaś praca (np. sprawdzić jak świeże jest jajko, albo nauczyć się jak wsadzić jajko do butelki, zobaczyć jak otrzymać sól, albo barwnik z marchewki, itd.). A na zakończenie działów są też „Kąciki przepisów” gdzie są proste rzeczy do zrobienia samemu.
Książka ma bardzo zabawne rysunki – szczególnie bakterii, rodzajów ryb, czy ekstra rysunek świni i krowy z podziałem na części do jedzenia (dla osób jedzących mięso oczywiście).”Wielka księga…” jest dobrze wydana, bo wcale się nie niszczy. No i jest dość podręczna, więc dobrze się z niej korzysta.
Jak ktoś przeczyta tą książkę, to wie więcej o jedzeniu niż większość dorosłych. I nie myślcie, że to książka tylko dla dziewczyn, bo o gotowaniu. Wcale nie jest o gotowaniu, tylko właśnie bardziej o doświadczeniach i ciekawostkach. Raczej naukowa niż kucharska.
Daję jej 7/7 bomb. Polecam wszystkim, którzy interesują się jedzeniem. Ale fajnie jest kupić ją też komuś kto się nie interesuje, bo jest naprawdę dużo ciekawostek o rzeczach, które przecież każdy je codziennie.

poniedziałek, 24 września 2012

czyli „Cyrk” Maciej Byliniak, wydawnictwo Dwie Siostry, 16x24x1,2cm, stron 60, twarda oprawa i grube kartki.

Rysunki w tej książce, to nie rysunki, tylko zbiór prawdziwych plakatów cyrkowych, do których autor podopisywał krótkie teksty. Najstarszy jaki znalazłem ma 57 lat! Mnie najbardziej podoba się z psami z 1969 roku. Chociaż Liza z Paryża (1970) tez jest fajna. Mojej siostrze najbardziej podoba się plakat z okładki. Mówi „Dlaczego ten pan zabrał literkę do strzelania? Niech sam sobie zrobi!”. Co dziwne każdy rysunek jest inny, ale każdy kojarzy się z cyrkiem! Na końcu są miniaturki wszystkich stron i to jest fajny pomysł, bo długo je oglądamy i wybieramy, które się komu najbardziej podobały. 
Teksty też są cyrkowe trochę, bo poprzekrzywiane, bokiem, z różnej wielkości literami, itd. – takie szalone. 
Książkę czyta się, a raczej ogląda, szybko. Trudno mi powiedzieć dla kogo jest, albo raczej nie jest. Bo dla małych dzieci są rysunki takie właśnie cyrkowe, psy, misie, klauni, małpy, konie z piórami, lwy, żonglerzy. Jest kolorowo i śmiesznie. Ale książkę chętnie też oglądają dorośli, bo oni lubią takie rzeczy jak plakaty właśnie.
Książka dostaje 6 bomb za fajny pomysł!
PS. Na zdjęciu autograf, bo książkę dostałem na urodziny :-)

 

środa, 08 sierpnia 2012

czyli „Historia sztuki dla dzieci i rodziców. Rozmowy z Kajtkiem” Ewa Jałochowska, wydawnictwo Bukowy Las, stron 524, 16x24,5x4 cm, oprawa twarda.

Od razu napiszę, że nie byłem za dobry z plastyki i że nie interesuję się takimi rzeczami artystycznymi jak malowanie, rysowanie itd. Ale książki o sztuce lubię, jeżeli jest w nich dużo ciekawostek i coś więcej niż same dzieła sztuki. I ta książka taka jest, czyta się ja bardzo dobrze i łatwo. A książki o sztuce, nawet podręcznik do plastyki, to raczej łatwe do czytania nie są. Więc skoro ja przeczytałem, to każdy może :-)
Książkę napisała pewna mama, która rozmawiała ze swoim siedmioletnim synem Kajtkiem, co on myśli o sztuce. Dzięki temu ta książka jest bardziej sensowna. To znaczy, ja tak myślę. Przypomina takie zwyczajne dni z domu, jak się gada z rodzicami o różnych rzeczach. A zupełnie nie jest taka, jakby się siedziało na lekcji.
Jest dużo zdjęć opisywanej sztuki, ale nie za dużo. I są rysunki Kajtka.
To nie jest książka, którą przeczytałbym na raz. To znaczy nie na raz nawet, ale ciągiem. Czytałem tak 20-40 stron dziennie, a książka leżała na biurku obok powieści fantasy. Powieści się zmieniały, a książka leżała. Właściwie czytałem po kolei z małymi wyjątkami. I muszę Wam polecić ten sposób czytania. Jak byście czytali więcej dziennie, to raczej niewiele zapamiętacie, a szkoda, bo jest naprawdę dużo fajnych rzeczy opisanych.
Podoba mi się podział na epoki. Uczyłem się o nich trochę na polskim, trochę na historii, trochę na plastyce, ale nadal jeszcze nie znam. Wystarczy spojrzeć na spis treści, żeby sobie przypomnieć o co chodzi.
Książka na pewno zostanie w mojej szafie, bo może mi się jeszcze wiele razy przydać.
Książka dostaje 7 bomb. Polecam dla starszych dzieci, młodzieży i rodziców. Dla osób interesujących się malowaniem, rysowaniem, rzeźbieniem, nawet robieniem biżuterii, to lektura obowiązkowa!
P.S. Bardzo podoba mi się pomysł na książkę, żeby pisał dorosły i dziecko. Ja też tak próbowałem, wymyśliłem dwie książki i Mama miała je spisywać, ale tylko pomysły i początki zapisała, żeby nie zginęło, bo nie ma czasu. Ale to fajne jest pisać z dorosłym. Właściwie to polecam wszystkim spróbować.

poniedziałek, 16 lipca 2012

czyli „Dziwne zwierzęta” Lotta Olsson, Maria Nilsson Thore, wydawnictwo Zakamarki, 15,5x21,5x1,2, stron 105.

Tą książkę opisuję wam właściwie od ręki. Trzy inne recenzje czekają na poprawki, ale jakoś mam ochotę napisać od razu. Usłyszałem jak Mama czyta książkę Klarze. Po trzech rozdziałach moja siostra gdzieś pobiegła bo jej wytrzymałość na czytanie jest jeszcze niewielka niestety i trzeba książki dzielić na kilka razy. Ale ja już się wciągnąłem i doczytałem do końca.
Historia opowiada o pewnym Mrówkojadzie, któremu zrobiło się smutno, bo ciągle słyszał, że jest dziwnym zwierzakiem. Poszedł więc do swojej przyjaciółki Orzesznicy (śmieszna, mała i trochę wymądrzająca się mysz) i jej się zwierzył. Orzesznica powiedziała, że zdecydowanie fajniej być dziwnym, niż zwykłym, bo „dziwni” się wyróżniają. Wtedy Mrówkojad postanowił zorganizować konkurs na najdziwniejsze zwierze. Zgłosiło się naprawdę wielu przedziwnych uczestników! A w dodatku porozumiewali się za pomocą leśnej sieci! Tak, tak – leśne zwierzęta mają swoją cyberprzestrzeń i mówią, że są „onlajn”. A sieć oczywiście robią leśni informatycy… pająki :-)  
Książka jest bardzo ładnie wydana. Bardzo podoba mi się jej materiałowy, bordowy grzbiet z wydrukowanym tytułem, zielona, twarda oprawa i błyszczący mrówkojad z małą filiżanką herbaty i inne zwierzęta wplecione w tytuł. Okładki są tak twarde jakby były z deseczek. I ekstra jest czarny znaczek na końcu – cienie mrówkojada i orzesznicy.  No i rysunki w środku takie niby zwykłe, ale bardzo fajne. Jakbym kiedyś wydał swoją książkę, to też tak bym ją zrobił.
Książka dostaje 7 bomb. Bardzo przyjemnie się ją czyta i pozostawia nas w dobrym nastroju. Podobno będzie następna część – ja chętnie przeczytam, siostrze oczywiście ;-D
Książka myślę, że dla dzieciaków od 4-5 lat.

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Październik 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

MOJE NAJNOWSZE VIDEO RECENZJE ZNAJDZIESZ TEŻ TUTAJ

Xiegarnia.pl