KSIAZKINACZACIE.PL
środa, 14 maja 2014

TO JUŻ OSTATNI WPIS

POD TYM ADRESEM

KOLEJNE ZNAJDZIECIE TU:

KSIAZKINACZACIE.PL

 

ZAPRASZAM :) ALEKSY

 

17:20, ksiazki.na.czacie
Link Komentarze (40) »
sobota, 10 maja 2014

czyli „Przygody Tapiego z szepczącego lasu” Marcin Mortka, Marta Kurczewska, wydawnictwo Zielona Sowa, stron 159, 17x22x1,6cm, twarda oprawa.
Świetna książka. Na początku myślałem, że szwedzka, a to okazało się, że polskiego autora – który zresztą napisał fajną książkę o apokalipsie dla nastolatków, tu ją recenzowałem:
http://ksiazkinaczacie.blox.pl/2014/02/APOKALIPSA-DLA-NASTOLATKOW.html

Może zacznę od ilustracji. Już na okładce jest super rysunek głównych postaci, wesoły, kolorowy, bardzo dopracowany. W środku są wprawdzie rysunki czarno-białe, ale też świetne. Książkę zdobią specjalne wzroki, a na samym początku jest rozkładówka z postaciami występującymi w opowieści. W ogóle książka jest bardzo ładnie wydana – fajne wyglądają lakierowane płatki śniegu na okładce.  Jak zobaczyłem okładkę, to nie mogłem się pozbyć wrażenia, że to kadr z jakiegoś pełnometrażowego, kinowego filmu dla dzieci.
Bohater powieści to Wiking Tappi, który jest wielki i ma tak długą brodę, że kiedyś zamieszkała w niej rodzina wiewiórek. Lubi słodycze, co wyjaśnia skąd ma tak ogromny brzuch.
Na początku wiking mieszka sam, ale podczas jednej z przygód poznaje małego renifera Chichotka i od tej pory są nierozłączni. Razem spotykają wielu mieszkańców Szepczącego lasu i nie tylko, a w końcu nawet wyruszają na wyprawę. To jak rozwijają się ich przygody naprawdę mnie zaskoczyło. Byłem przekonany, że książka została napisana dla maluchów według schematu, że główny bohater żyje w swoim Szepczącym Lesie i w każdym rozdziale ma jakąś przygodę związaną z tym miejscem, lub sąsiadami. Tymczasem jest to prawdziwa powieść, w której Wiking podejmuje coraz trudniejsze wyzwania i wyrusza w podróż. Zresztą rozdziały są bardzo ładnie zatytułowane, np. „Opowieść pierwsza, w której poznajemy Tappiego”. Fajne też jest to, że narrator zawraca się czasem bezpośrednio do czytelnika i wyjaśnia mu pewne rzeczy. Powiedziałbym, że książka jest napisana w stylu bardzo przyjaznym dla dzieci.
Mnie najbardziej podoba się sama tematyka książki: wiking, baśniowe stwory jak smoki, trolle, duchy, elfy, olbrzymy, itd. No i przepiękna, słoneczna zima. Nie wyobrażam sobie, żeby istniał mały chłopak, któremu książka się nie spodoba. Większość dziewczyn pewnie też będzie z ciekawością słuchało o Tappim. 
PS. Jestem przekonany, że pewnego dnia powstanie serial animowany na podstawie tej książki. Albo pełnometrażowy film.

sobota, 03 maja 2014

czyli „Kolory ludzi” Gyula Boszormenyi, ilustracje Irisz Agocs, wydawnictwo Namas, 17x20x0,7cm, 23 strony, twarda oprawa.
Kolejna książka dla młodszych dzieci, ale taka, którą mogą przeczytać też starsze, bo jest czymś w rodzaju baśni lub mitu. Nie wiem czy opowieść jest z jakiś konkretnych wierzeń, bo nie mogłem znaleźć. Ale jest tak, że obok stwórcy jest też jego żona, która o wszystkim z nim decyduje. Razem tworzą świat, a potem, kiedy on robi małego człowieczka i nie wie w jakim kolorze powinien być, ona rozwiązuje ten problem. Na razie powstaje sam mężczyzna, jako prototyp. Żeby nie było nudno każda figurka człowieka jest inna i ma jeden z pięciu kolorów. Tak właśnie powstają różnice w wyglądzie ludzi i różne kolory skóry. Jednak na końcu książki bogini zaczyna się martwić, że z powodu tych różnic małe ludziki będą się kłócić. I jak wiemy już z życia, ma niestety rację.
Podobno Klara (nie było mnie przy tym, jak Mama jej czytała), zaczęła oglądać swoją rękę i widząc żyłki powiedziała, że ona jest biała z niebieskim wzorkiem. Co do ilustracji, to bardzo dziwna sytuacja. Wyglądają na trochę niedokończone, trochę szkice, jakby może dziecko narysowało, są lekko pochlapane farbami, ale muszę przyznać (chociaż ja lubię bardzo pracochłonne, takie staranne rysunki), że mi się podobają i idealnie pasują do książki. W dodatku jest w nich coś zabawnego. 
Książkę polecam, można przy jej okazji porozmawiać o różnych kolorach ludzi. Poza tym sama opowieść o początku człowieka jest naprawdę ciekawa.

czyli „Biała kaczka” tekst i ilustracje Anna Kurowska, EGZEMPLARZ PRÓBNY, 44 strony, 19x22x0,6cm, miękka oprawa 
Tej książki jeszcze nie możecie kupić, bo jej nie ma. To znaczy, że nie została wydana. Jest to praca magisterska w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych. Kiedy autorka napisała z pytaniem czy może mi przysłać książkę, żebym napisał co o niej myślę, to się ucieszyłem, bo czytam coraz więcej książek przed publikacją i jest to ciekawe. Ale napisała, że nie wie czy mi i Klarze się spodoba, bo trudny temat. To się trochę przestraszyłem, że może być słabo.
Książka przyszła i od razu użyło mi, bo ma świetną okładkę i tytuł i dobre ilustracje z dodatkami do uzupełnienia. Kolory, rysunki, nawet okrągła czcionka są uspakajające. Od razu zawołałem Klarę, zaraz przyszła też Mama bo padał deszcze i nikomu nie chciało się ruszyć z domu.
Książka opowiada o Maćku, który ma 8 lat i rozchorował się na białaczkę. Jest to rodzaj opowieści, w której nie ma dodatkowych przygód, tylko bardzo prosto opisane krok po kroku jak wyglądało ze strony Maćka chorowanie, pobyt w szpitalu, chemioterapia i przeszczep szpiku. Jest to tak prosto wytłumaczone, że nawet Klara mniej więcej zrozumiała, chociaż ze składu krwi interesowały ją tylko trombocyty, bo odpowiadają za powstawanie strupków. Uparła się, że trombocyty to małe ośmiornice, które łapią się za macki i tak robią strupek. Potem chciała natychmiast kolorować misie, rysować serce dla mamy i loki dla chorej dziewczyny, której wypadły włosy.
Książka ma dobre kolory, proste, ale staranne ilustracje, dobry, nieprzesadzony tekst. Uważam, że temat jest bardzo ważny i nie pokazany w sposób przytłaczający czy mogący kogoś przestraszyć. To ważne, skoro ma to przeczytać chore dziecko. Będzie wiedziało co mniej więcej się dzieje, ale choroba jest pokazana jak każda inna, chociaż oczywiście ciężka, choroba. I co ważne, książka ma dobre zakończenie „Same dobre wiadomości. Mój nowy szpik miewa się dobrze i już za kilka dni wrócę do domu”.
PS. Myślę, że książka zostanie niedługo wydana i też będziecie mogli ją przeczytać, a na razie zamieszczam kilka zdjęć.

czwartek, 01 maja 2014

czyli „Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy Złodziej Pioruna” (komiks), Rick Riordan, ilustracje: Attila Futaki, wydawnictwo Galeria książki, 23,5x15,5x0,5cm, miękka okładka
Ponieważ, jak wielokrotnie pisałem seria powieści o Percy'm Jackson'ie jest jedną z moich ulubionych, bardzo ucieszył mnie fakt, że będzie też dostępna jako komiks i oczywiście nie mogłem się go doczekać. Kiedy przyjechał, zachwyciły mnie tłoczone złote napisy na okładce. Ilustracje też są całkiem dobre, chociaż jeśli oglądaliście film, to możecie być rozczarowani, że postacie wyglądają inaczej. Jeśli chodzi o mnie, to wyglądają też inaczej, to wyglądają też inaczej, niż sobie wyobrażałem czytając książkę. Fabuła opowieści została bardzo zmieniona i co oczywiste, skrócona. Dlatego komiks czytałem trochę, jak inną opowieść.

Komiks polecam serdecznie nałogowym wielbicielom przygód Percy'ego. Będzie też świetny dla tych, którzy jeszcze nie zdecydowali się poznać twórczości Rick'a Riordan'a. Opowieść o przygodach dwunastoletniego półboga, mitycznych stworach, olimpijskich rozgrywkach wciągnie wszystkich wielbicieli komiksu.
Komiks dostaje 5,5/7

15:26, ksiazki.na.czacie , Komiksy
Link Komentarze (5) »
| < Maj 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  

MOJE NAJNOWSZE VIDEO RECENZJE ZNAJDZIESZ TEŻ TUTAJ

Xiegarnia.pl