KSIAZKINACZACIE.PL

Wpisy z tagiem: recenzje książek

czwartek, 22 sierpnia 2013
niedziela, 18 sierpnia 2013
niedziela, 14 lipca 2013
niedziela, 14 kwietnia 2013

czyli „Louis na plaży” scenariusz i rysunek, Guy Delisle, wydawca Kultura Gniewu, stron 48, 29x22x0,4cm, miękka okładka.
„Louis na plaży” to bardzo fajny komiks, który mogą sobie oglądać również młodsze dzieci. Rysunki są bardzo równo ułożone, w kolejnych kwadratach. Wyglądają jak kadry z filmu. Nie ma też żadnych napisów, więc cały komiks jest opowiedziany obrazkami. Autor stworzył komiks obserwując swojego syna.
Można się tego domyślić, bo w komiksie występuje też tata Louisa. Akcja zaczyna się tak, że chłopiec ciągnie za nogi śpiącego tatę i mówi mu, ze chce jechać na plażę. Tata oczywiście nie chce wstać. Ale Louis nie daje za wygraną. Męczy go i budzi, aż tata się godzi. Chłopiec pakuje się natychmiast, ale tata musi wypić kawę. Czekanie trwa bardzo długo, ale w końcu jadą. Na plaży tata znowu… kładzie się i śpi. Za to Louis ma różne przygody i takie zwyczajne i całkowicie z fantazji. Poznaje różnych ludzi, fajnych i złych. Wpada w pułapkę śmieciarzy. Marzy o kupieniu sobie loda. Buduje wielką budowlę z piasku. Pływa z wielką rybą. Wszystkiego opowiedzieć nie mogę, żeby nie popsuć wam zabawy.
Mój egzemplarz „Louisa” jest już trochę podniszczony, co mi się nie podoba, bo nie niszczę książek, tak jak kiedyś nie niszczyłem zabawek. Jednak komiksem zainteresowała się moja siostra Klara. (Kla ma 4 lata.) I dlatego pojawiły się drobne zagięcia i podniszczenia, bo dla niej to duża książka, no i nie ma twardej okładki. Początkowo myślałem, żeby jej nie dawać komiksu, ale ustaliłem z rodzicami, że lepiej jej pozwolić oglądać skoro ją interesuje, bo pozna komiksy. Poza tym ten komiks jest bardzo fajny do opowiadania, Kla opowiada co dzieje się na obrazkach (albo co wydaje jej się, że się dzieje, bardzo zabawnie). Nie ma napisów w dymkach, tylko rysunki, więc Kla może sobie zgadywać co mówią postacie. Bardzo podoba jej się, że bohaterem jest waleczna maskotka Louisa.
Komiks dostaje 7/7 bomb. Za fajny temat (każdy czekał kiedyś, aż tata się z nim pobawi), fajne rysunki i za to, że jest dla każdego niezależnie od tego, ile ma się lat.

czyli "Eksperyment Anioł" James Patterson, wydawnictwo Hachette, stron 333, 20,5x13,3x2,5cm, okładka miękka, 15+.
Bohaterami jest sześcioro dzieci od 6 do 14 lat (chociaż opowiada głównie jedna dziewczyna).  Poznajemy ich gdy mieszkają w dziwnym domu w górach. Nikt nie wie o ich istnieniu. Sami się sobą zajmują. Muszą też bardzo dużo jeść. Max to 14-latka, która stara się wszystkimi zajmować. Iggy to jej kolega. Jest też Kuks, Kieł i najmłodsi ze wszystkich: 8-letni Gazik i 6-letnia Angela. Wszyscy nie są normalnymi dziećmi, ale wynikiem eksperymentu. Wszczepiono im DNA ptaków, dlatego mają  skrzydła!
Wydaje wam się, że wiodą wspaniałe życie? Nie. Uciekli od swoich prześladowców i teraz nękają ich Likwidatorzy. Ludzie-wilki, mordercy, którzy są bardzo szybcy i bardzo silni. Jedyną bronią przed nimi jest wzbicie się w niebo, poza zasięg strzałów.  Likwidatorzy odnajdują szóstkę uciekinierów i porywają najmłodszą dziewczynkę, Angelę. Starsza część grupy wyrusza, żeby odbić dziewczynkę, która jest w tym czasie poddawana strasznym badaniom. Niestety zarówno ekipa ratownicza, jak i pozostała
dwójka napotyka na bardzo duże kłopoty.
Ponieważ książka podobała mi się tak, że nie mogłem się oderwać i przeczytałem ją w dwa wieczory, najpierw zamieszczę ostrzeżenie. Moim zdaniem oficjalnie jest od 15 lat. Trochę tak, jak z "Igrzyskami Śmierci". Chodzi o to, że cały pomysł opiera się o eksperymenty przeprowadzane na dzieciach. Więc miejscami treść była trochę jak z horroru. I mnie tych małych dzieci było bardzo szkoda. Poza tym opisy walk też są brutalne, ponieważ walczą dzieci i nastolatki.
Okładka jest fajna, ma wytłoczony tytuł i srebrne napisy. Tak jak pozostałe książki z serii ma zdjęcia nastolatków, którzy wyglądają bardzo zwyczajnie. Chociaż jest ładna, to moim zdaniem bardziej wygląda na zwyczajny kryminał i nie pokazuje tego co w książce jest najlepsze, czyli dzieciaków ze skrzydłami, aniołów, takiej trochę magii, fantastyki. To może was zmylić i możecie na przykład nie sięgnąć po tą książkę, bo uznacie, że jest zwyczajna.
Najlepsze z całej książki są oczywiście opisy latania. Na końcu pierwszego tomu serii jest zamieszczony początek następnej części, który zapowiada się naprawdę smakowicie.
Książka dostaje 6/7 bomb.

12:39, ksiazki.na.czacie , 15+
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 08 kwietnia 2013

czyli "Kacper Ryx" Mariusz Wollny, wydawnictwo Otwarte, stron 578, 20,5x13,5x3,6cm, oprawa miękka, 15+ (można spróbować 12+)
Nie słyszałem o tej książce wcześniej, ani nie widziałem jej w księgarni. Właściwie to wpadłem na nią przypadkiem.
SKLEP KACPER RYX
Pojechałem do Krakowa na jesienne targi książki. Co roku wynajmujemy ten sam pokój przy Starówce, żeby po wizycie na targach połazić po miejscach, które lubimy. I ja tam lubię ekstra sklep historyczny "Kacper Ryx" właśnie. Podczas ostatnich targów bylem tam codziennie przez trzy dni i wszystko oglądam, aż Mama się wkurzała, że chyba powinniśmy piknik robić pod drzwiami. Jest tam masa pięknych rzeczy z życia rycerzy. Jakby się przenieść w czasie. Chciałabym mieć zbroję i miecz, ale są to tak drogie rzeczy, że nie mam mowy. Mama zgadza się żebym odłożył sobie na łuk, bo jej się łuki podobają, ale ja wolałbym kuszę. (Ale na kuszę to trzeba mieć pozwolenie.) No i w tym sklepie widziałem właśnie tą książkę, ale nie zwróciłem uwagi bo inne rzeczy oglądałem. Przeczytałem ją dopiero teraz.
KSIĄŻKA KACPER RYX
Po pierwsze wielkim plusem książki jest to, że dzieje się w Polsce i przybliża czasy rycerskie. Druga sprawa, to jest zupełnie fascynująca bo napisana trochę dawnym językiem. Minusem jest to, że musiałem się przyzwyczaić i na początku naprawdę wolno mi się czytało. Sprawdzałem na końcu w słowniczku wyrazy i czułem się trochę zmęczony. Teraz jest tak, że jak jest jakaś książka o dawnych nawet czasach, to mówią w niej zupełnie dzisiejszym językiem. I wtedy czytam taką książkę w jeden wieczór. A tu czytałem po kawałku. Trochę jak Makuszyńskiego w szkole. Bo musiałem się skoncentrować. I to okazało się naprawdę wciągające, bo czułem, że rzeczywiście poznaję te czasy, w których dzieje się książka. Tak jakby wtedy była napisana.
Bohaterem jest żak, student medycyny Kacper, który jest królewskim inwestygarorem, czyli detektywem. Akcja dzieje się w Krakowie (i trochę okolicy) w XVI wieku. Kacper rozwiązuje w powieści kilka mniejszych i większych zagadek. A my poznajemy czasy, język, zwyczaje. Jest też wiele znanych z historii nazwisk oraz fajna postać czarnoksiężnika Jana Twardowskiego. No i są miejsca z Krakowa, które teraz się zwiedza: Wawel, Sukiennice, Kościół Mariacki. Bardzo fajna powieść historyczno-detektywistyczna.
Książka dostaje 6/7 bomb.
Tu podaje wam link do strony autora książki, który tak się dobrze zna na rycerskich sprawach, że ma właśnie ten sklep: http://www.kacperryx.pl/

15:21, ksiazki.na.czacie , 15+
Link Komentarze (3) »
czwartek, 21 marca 2013

czyli „Burzliwe Dzieje Pirata Rabarbara”, Wojciech Witkowski, ilustracje Edward Lutczyn, wydawnictwo BIS, 19,7x20,4x1,6cm, stron 140, oprawa twarda.
Pirat Rabarbar dopadł mnie podczas grypy. Bolała mnie głowa, a wtedy pomaga jak mi ktoś czyta. Mama popatrzyła na książki do czytania, trochę poczytała jedną, ale jej się nudziła, a wtedy czyta nieznośnie, bo zmienia akcję i wprowadza do niej swoje postacie, jak… Krwawy Mistrz Mama Ania, czy Aleksy . Jest to śmieszne, ale książka zmienia sens.
Mama poszła więc po swoją książkę „Burzliwe Dzieje Pirata Rabarbara”, jej ukochaną z dzieciństwa, którą, jak głosi legenda, Dziadek musiał jej czytać prawie codziennie wieczorem całą. Ja jakoś nigdy nie chciałem, żeby mi ją czytała jak byłem mniejszy, więc dorwała mnie teraz.
Przeczytała połowę i okazało się, że książka jest świetna! Zabawna, ma fajne rysunki, bardzo pomaga na chorobę i śmiesznie pokazuje rodzinę Rabarbara. Następnego dnia sam chciałem, żeby Mama mi czytała dalej, ale ona też miała grypę, więc puściłem płytę z książką, którą kiedyś dostałem (nawet folia jeszcze na niej była) i wysłuchałem do końca.
O czym jest książka: Dzielny żeglarz wraca ze swojej wielotygodniowej wyprawy. Jest niezadowolony, bo jego nowy kapitan, Ocet, zmienił nazwę statku z „Pierś Łabędzia” na „Kaczy Kuper” i ogólnie jest słabym kapitanem. Rabarbar wyskakuje więc do wody i postanawia sam spędzić ostatnie tygodnie podróży płynąc do domu wpław. I tu zaczynają się jego przygody z mewą, ludożercami i wanną. Wraca do domu, do swojej bardzo zdecydowanej żony Barbary, ukochanej grochówki oraz papugi „Błękitka” i postanawia zostać piratem. Tak właśnie zamienia się z żeglarza w pirata Rabarbara i ma naprawdę burzliwe życie (chociaż wydawać by się mogło, że zwykłe, bo dużo czasu spędza w domu). Rozdziały są średniej długości, każdy to inna przygoda, ale łączą się ze sobą. W drugiej części książki Rabarbarowi rodzi się syn, Krztynek i okazuje się, że pirat jest tak samo zabawnym tatą, jak mężem.
Nie wiem od ilu lat polecić Rabarbara, jak Klara słuchała czytania Mamy, to najpierw słuchała, a po czwartym rozdziale usnęła, a to i tak dobrze, bo mogła swoim zwyczajem zamknąć książkę i już.
Ale myślę, że od 6 lat będzie fajna.
P.S. Poprosiłem Mamę, żeby teraz mi znalazła drugą część, czyli „Dalsze Burzliwe Dzieje Pirata Rabarbara”. Ta część jest „święta” bo zachowała się z Mamy dzieciństwa (pierwsza została dokupiona niedawno, bo prawdziwa niestety zaginęła, ale podobno nie miała już okładek). Obie części Mama ma z autografem i rysunkiem rysownika, p. Lutczyna. I są to jedne z kilku książek w domu, których nie wolno nikomu pożyczać.
Może na następnych targach książki uda mi się kupić jej trzecią część, też z autografem i rysunkiem. Nigdy jej nie czytała.

wtorek, 19 marca 2013

czyli "Szkoła strachu" Gitty Daneshvari, wydawnictwo WAB, stron 324, twarda oprawa z papierową okładką na wierzchu.
Czego dobrego można się spodziewać po książce, która ma niby fajną okładkę, z ciekawym tytułem, ale okazuje się, że jak ta zewnętrzna, papierowa osłonka spadnie, pod spodem jest książka  różowa!?  I to w jakimś dziwnym różowo-fioletowym odcieniu, który jak mogę wywnioskować po lekturze, nazywa się (wśród dziewczyn chyba) lawendowym.
No więc po takiej ukrycie lawendowej książce można spodziewać się wszystkiego.  Od bardzo dziwnych bohaterów, dziwnego miejsca akcji, do dziwnych wydarzeń.
Na początku poznajemy codzienne życie naszych nietypowych bohaterów. Nietypowych, bo każdy z nich ma fobię (czyli lęk przed czymś), ale tak wielką, że wpływa na całe jego życie i rodziny. Bo to właśnie rodziny nie chcą dłużej znosić męczących lub wstydliwych fobii i postanawiają wysłać swoje dzieci do bardzo trudnej do znalezienia "Szkoły strachu". Wśród uczniów znajdują się: Madeleine chodzi w woalce i ze sprayami na owady, bo się ich panicznie boi. Theodore boi się śmierci najbliższych, zna
statystyki z różnych lat, ile osób na świecie zginęło w jaki sposób. Lucy ma silną klaustrofobię, a Garrison panicznie boi się dużej wody, czyli jeziora, rzeki, morza itd. Wszyscy czworo jadą razem do "Szkoły strachu", w której okazuje się, że są w tym sezonie jedynymi jej uczniami.
Szkołę prowadzi bardzo stara, chodząca w dziwnym makijażu i peruce, pani Wellington. Wszystkim innym (łącznie z gotowaniem potraw, które smakują jak ser z larwami, robieniem makijażu dyrektorce, itd.) zajmuje się jeszcze starszy i prawie całkiem ślepy Schmidty. Pierwsze lekcje w szkole szokują dzieci, które postanawiają uciec przy pierwszej okazji. Mianowicie  pani Wellington uczy ich jak być  "królową piękności".  Czyli muszą smarować wazeliną zęby, uśmiechać się i machać. Albo poznawać
dziwne zasady, obowiązujące w konkursach piękności.  Czy taka szkoła jest w stanie wyleczyć ich z fobii??
Chyba nie muszę pisać, że książka dostaje 7/7 bomb. Głównie dlatego, że jakbym miał 9 lat, to naprawdę chciałbym ją przeczytać. Jest już wystarczająco szalona, żeby wciągnąć, ale też nie przerażająca. W sam raz.

czyli „Ryjówka przeznaczenia” Tomasz Samojlik, wydawca Instytut Biologii Ssaków polskiej Akademii Nauk Białowieża, „Norka zagłady” wydawca Kultura Gniewu, seria Krótkie Gatki, 17x24x1,8cm, stron 112, twarda oprawa, gruby papier stron.






Komiksy są fajne już od wewnętrznych stron okładek na których są bohaterowie podpisani łacińskimi nazwami. Przeskakując do końca – tam znajdziecie przypisy o gatunkach występujących w komiksie. I nie są to gwiazdki i nudny odsyłacz z encyklopedii, tylko naprawdę zabawne teksty.

Obie części mają prosty podział stron i wyraźne, kolorowe, wesołe rysunki. Humor, taki jak lubię, czarny. Już samo podobieństwo wątków do różnych książek fantasy jest zabawne. To wydało mi się niesamowite, że komisy, opowiadające o bohaterskiej wyprawie, tak naprawdę mówią wiele o ekologii, przyrodzie i gatunkach jakie możemy u nas spotkać. I jedno drugiemu wcale nie przeszkadza. Czytając naprawdę nie zauważamy, że się dowiadujemy czegoś prawdziwego. Bo zabawa jest tak dobra, że ta wiedza dodatkowa, chociaż zostaje, to jakoś podświadomie bardziej (nie umiem dokładnie wytłumaczyć, ale teraz wiele książek dla dzieci ma czegoś uczyć, a nie po prostu dobrze bawić i to niestety od razu widać).
(Tak prywatnie to od razu wiedziałem, że mi się ta historia, bo sam od chyba 3, może 4 lat rysuję historyjki Chomix, czyli o chomikach, ale już wiele razy Wam o tym wspominałem).
RYJÓWKA PRZEZNACZENIA – pierwsza część, w której poznajemy Dobrzyka, ryjówkę, która ma tak dobre serce, że prawie zdycha z głodu. Każdy, kogo ma zjeść, podaje mu argumenty, żeby tego nie robił i Dobrzyk odchodzi. Na szczęście spotyka bardzo energiczną dziewczynę Śmiłkę (ryjówkę aksamitną), która znając jego miękkie serce, zawsze go dokarmia. Niestety w lesie pojawia się legendarny Czarny Nieprzyjaciel, którego może pokonać tylko równie legendarna Ryjówka Przeznaczenia. Kto się nią okazuje? Oczywiście niezbyt bohaterski Dobrzyk.  W tej części poznajemy też pewną parę: pana i panią Kruków i ich wbrew woli przybrane dziecko – kukułkę.
NORKA ZAGŁADY  – część druga jest równie genialna. A państwo Krukowie z niechcianą kukułką są jeszcze lepsi (scena, kiedy kukułka podczas snu próbuje ich zaprogramować na karmienie ;) Dobrzyk jest już królem, a spokojnemu życiu jego poddanych zagraża gość z… budką lęgową na głowie. Dobrzyk znowu musi wyruszyć w misję z dość przypadkowa drużyną (mi te komiksy przypominają trochę wyprawy bohaterów z powieści Xanth).
Część drugą można przeczytać bez pierwszej, chociaż kilka odsyłaczy się do niej odnosi. Ale naprawdę jeśli macie tylko drugą, to też może być samodzielnym komiksem i na pewno będziecie się świetnie bawić.
Podoba mi się format komiksów. Nic na to nie poradzę, ale lubię komiksy wydawane jak książki, na ładnym papierze i w twardej oprawie, z dobrymi kolorami. Ryjówki rządzą!
Komiksy dostają 7/7 bomb. I naprawdę strasznie chciałbym, żeby przełamały ten brak komiksów dla mojej grupy wiekowej, który zauważyłem w ostatnich latach (bo nie miałem co czytać).

12:16, ksiazki.na.czacie , Komiksy
Link Komentarze (2) »
niedziela, 10 marca 2013

czyli "Baśniobór" Brandon Mull, wydawnictwo WAB, stron 341, 13,5x20x2,4cm, miękka oprawa.
Bardzo fajna książka! Już od dawna miałem ochotę ją przeczytać,  ale że zawsze jechałem do księgarni ze swoją listą (u nas nie ma, jeżdżę do Warszawy), to "Baśniobór" odkładałem na inny raz.
Najpierw napiszę dla kogo jest, bo to dość ważne. Jest więc dla dzieci, nawet od 9 lat. A mimo to jest w niej wszystko, czego potrzebuje miłośnik fantasy łącznie z mocnymi wrażeniami. Są ekstra stwory, jest tajemnica, jest przygoda, jest trochę humoru,  jest groza, ale taka dostosowana do wieku. Zagrożenie naprawdę może przestraszyć, ale nie tak, żeby nie spać w nocy i to jest ważne, bo naprawdę trudno znaleźć takie prawdziwe fantasy dla dzieci w tym wieku. Jednocześnie wcale nie znudzi
starszych.
Bohaterami jest rodzeństwo Kendra i Seth. Ona rozsądna i grzeczna, on ciekawski i nie chce się słuchać. Ponieważ rodzice postanawiają wyjechać sami na wakacje, rodzeństwo ląduje u dziadka w jego bardzo dziwnym domu, z przeogromnym ogrodem. Jak dla mnie to już jest super bo mają dla siebie cały piękny strych z masa zabawek i ogród jak z bajki. Za to nie wolno wychodzić im do lasu. Co Seth oczywiście natychmiast robi  Zaraz potem okazuje się, że naprawdę warto wypić codziennie przynajmniej jedną
szklankę mleka, zwłaszcza jeżeli pochodzi ono od pradawnej krowy, która niedługo przerośnie swoją stodołę. Tak więc piją mleko i zaczynają widzieć świat Baśnioboru takim, jaki jest naprawdę. A jest to  rezerwat magicznych stworzeń. Dobrych, ale też i złych. I nie myślcie, że odkrycie tej prawdy to cała książka. To dopiero początek przygody i lepszego poznania własnego  dziadka, który okazuje się głównym strażnikiem Baśnioboru! A gdzie jest Babcia, która niby pojechała do chorej siostry, ale
nikt w rodzinie nie widział jej już od miesięcy? To tylko jeden z wątków (moim zdaniem zabawny), który znajdziecie w tej sympatycznej i trochę strasznej książce.
Powieść ma ciekawą okładkę, z tego co widziałem pozostałe tomy też. W książce jest też kilka szarych rysunków.
Książka dostaje 7/7 bomb.
PS. Jeśli zamierzacie ją przeczytać, nie zaszkodzi jak napakujecie do kieszeni trochę soli  ;)
PS.2 Jeśli ktoś czytał pozostałe tomy, niech da znać, czy są tak dobre jak jedynka.
PS.3. Jeśli szukacie pracy "na śmierć i życie" przekazuję ogłoszenie: "POSZUKIWANY. Baśniobór zatrudni strażnika i opiekuna w jednej osobie. Musi być odpowiedzialny, dyspozycyjny i gotowy do przeprowadzania zabieg ów dentystycznych u olbrzyma. Wymagane mocne nerwy. Dodatkowym atutem będzie znajomość języka gnomów. Zapewniamy szkolenie i luksusowe zakwaterowanie, a także emeryturę, pod warunkiem, że pracownik nie zostanie wcześniej pożarty lub zamieniony w kamień".

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
| < Sierpień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

MOJE NAJNOWSZE VIDEO RECENZJE ZNAJDZIESZ TEŻ TUTAJ

Xiegarnia.pl