Wpisy z tagiem: książki dla chłopców

poniedziałek, 07 maja 2012

czyli „Pierwiastki, wystąp! Rozbijamy chemię na czynniki pierwsze” seria „Mały odkrywca” Robert Winston, wydawnictwo National Geographic, stron 96, 21,5x27,5x0,8 cm, miękka oprawa.

To tak jakby druga część „Matemagików”, których opisywałem dwa wpisy wcześniej. Ta część jest o chemii. Chemia jest ciekawa. Skąd to wiem, skoro nie mam jeszcze chemii w szkole? Po pierwsze: bo przeczytałem książkę. Ale przede wszystkim, bo bardzo interesuje mnie alchemia, czyli taka jakby poprzedniczka chemii.
W książce jest krótko opisane co to są pierwiastki, kto je odkrył i o co w ogóle chodzi. Potem jest kolorowa, bardzo fajna tablica z pierwiastkami, czyli układ okresowy. Pierwiastki są opisane na kolejnych stronach, ale nie tak jak w podręczniku, tylko z ciekawostkami, zabawnie. Bardzo podoba mi się temat: jak zrobić psa. Czyli jest zdjęcie psa i dokładny przepis ile, jakich pierwiastków jest potrzeba, żeby go złożyć ;-) Dowiedziałem się też jakie pierwiastki noszę do szkoły, a jakich używamy w domu do mycia i sprzątania. Dlaczego do wody warto wrzucić srebrna monetę, czym zrobić wybuch i dlaczego jeden z dawnych alchemików zgromadził kilkanaście wiader… sików.
Nie będę wszystkiego opisywał, ale ta książka spodoba się nawet osobom, które nie lubią chemii. Już nie mówię, że na pewno pomoże się wiele nauczyć, bo jest ciekawostkowo opisane wszystko, że nie trzeba się uczyć, tylko samo się zapamiętuje.
I jeszcze jedno. Nawet jak się nie interesujecie chemią, to i tak na informacje o niej natkniecie się wszędzie. Na przykład: pamiętacie kamień filozoficzny Nicolasa Flamela z Harrego Pottera? Jasne, że pamiętacie, bo skoro mnie czytacie, to lubicie czytać, więc kiedyś już na Harrego trafiliście (jak nie na książkę, to przynajmniej na film). Kamień filozoficzny to nic innego jak przykład z chemii. Zresztą ten sam Nicolas Flamel wystepował też w powieści „Alchemik”.
Książka jest podobnie opracowana jak „Matemagicy”. Kolorowa, ma krótkie teksty i zabawne rysunki.
Książka dostaje 6,5 bomby.
Zostaje w mojej szafie, bo na pewno jeszcze wiele razy do niej wrócę.

sobota, 18 lutego 2012

czyli „Syn Neptuna” z serii Olimpijscy Herosi, Rick Riordan, Galeria Książki, 12,5x19,5x3,5cm, stron 480, miękka oprawa ze skrzydełkami.

Jest to drugi tom z serii (pierwszy to „Zagubiony Heros”). Fajny dla wszystkich, którzy tęsknili za Percym Jacksonem. Percy budzi się z bardzo długiego snu i… nic nie pamięta. Ma w głowie jedynie imię bliskiej mu dziewczyny, Annabeth. Postanawia ją odnaleźć. Tak więc mój ulubiony bohater ma przed sobą kolejne zadanie, ale niestety nie pamięta prawie niczego. Dla niego przygoda z byciem pół-bogiem zaczyna się właściwie na nowo. A niebezpieczeństwa są jeszcze większe (i starsze). Jest też obóz, ale jest to obóz… rzymski (Obóz Jupiter).
Tak, tak. Jak pamiętacie Percy Jackson był chłopakiem takim jak my, aż pewnego dnia okazało się, że jest to syn greckiego boga i tym samym heros. Jednak skoro w naszych czasach istnieją bogowie greccy, istnieją też ich rzymskie wersje. Jest też rzymski obóz Jupiter. Nie jest jednak tak przyjemny jak grecki. Panuje w nim bardziej wojskowy rygor. W nowym obozie Percy poznaje dwoje towarzyszy, z którymi będzie ratował świat przed wrogimi siłami. Hazel jest trochę nieznośna i zadziorna, a Frank jest niezdarą. Totalny niezdara, który ciągle się czegoś wstydzi i nie wie kim jest jego ojciec, ale ma nadzieję że to Apollo, ponieważ jedyne w czym jest dobry to łucznictwo.
Zadanie, które mają do wykonania młodzi herosi jest tym razem bardzo trudne, ponieważ miejsce do którego muszą się udać, nie podlega władzy bogów! Są więc zdani sami na siebie.
W książce pojawiają się przerażające potwory, zarówno te, które już znamy, jak i całkiem nowe (nawet nieśmiertelne sprzedawczynie)!
Podoba mi się, to że każdy z bohaterów opowiada „od siebie” (Ale co cztery rozdziały, byłoby fajniej, gdyby wymieniali się co rozdział jednak). Każdy ma kilka rozdziałów w których opisuje w swoim imieniu co się wydarzyło. Przygody są opowiedziane oczywiście bardzo śmiesznie, bo humor to główna cecha książek Rick’a Riordan’a.
Na ostatnich stronach jest bardzo przydatny słowniczek.
Muszę przyznać, że naprawdę bardzo czekam na ekranizacje kolejnych tomów przygód Percego!
Książka otrzymuje… już wiecie? Tak jest 7 greckich/rzymskich ogni.
Koniecznie zobaczcie jak o książce mówi sam pisarz (napisy PL):

piątek, 06 stycznia 2012

Uwaga! Tej książki jeszcze nie ma. Ukaże się dopiero w przyszłym miesiącu, a ja ją dostałem przed drukiem, żeby napisać co o niej sądzę. Na pierwszym zdjęciu widać jak wyglądał mój egzemplarz, a na drugim jaką okładkę będzie miała książka po wydrukowaniu.

  

Książka tak naprawdę już jest, ale w postaci oddzielnych wydrukowanych stron, a jako cały tom ukaże się ok. 8 lutego. Pierwszy raz w życiu dostałem do przeczytania książkę (w czarnej teczce ;-), która ma dopiero zostać wydrukowana i zapytany o opinię!!! Bardzo ciekawe, chociaż trudno się czyta takie oddzielne strony z drukarki :-D
Ale po kolei. Jarred i Endon to dwóch chłopaków, zwykłych przyjaciół
. No może nie do końca zwykłych, bo jeden z nich jest synem ważnego sługi a drugi… króla. Mieszkają w państwie Deltory, którego przed złymi mocami strzeże magiczny Pas Deltory zrobiony z siedmiu szlachetnych kamieni. Jest to konieczne ponieważ królestwem chce zawładnąć Władca Mroku, który latami knuje swój spisek. W końcu udaje mu się zabić króla Deltory. Na tron wstępuje nastoletni Endon. Tymczasem Jarred zostaje oskarżony o zdradę i musi uciekać z zamku. Przyjaciele zostają rozdzieleni. Mijają lata. Jarred dostaje sekretną wiadomość od Endola. Młody król uwięziony w zamku może ufać tylko dawnemu towarzyszowi. Pokonując sekretne tunele Jarred ratuje przyjaciela, ale Władca Mroku niszczy Pas Dletory. Klejnoty ukrywa w siedmiu najstraszniejszych miejscach w kraju. Nastaje czas smutku i strachu. Mija kolejnych 16 lat. Król pozostaje w ukryciu. Jarred kuleje po wypadku z kuźni. Nadchodzi czas wyruszyć na poszukiwania pierwszego z siedmiu kamieni Pasa Dletory. Kto odważył się wybrać na taką misję?... Podpowiem Wam tylko, że ma na imię Lief i oczywiście jest nastolatkiem, resztę musicie przeczytać sami.
Bardzo lubię czytać powieści, w których liczy się przyjaźń.
Tak jak między Jarredem i Endonem.  Albo o zakładaniu paczek, czyli spotkaniu ludzi którzy pomagają sobie i przeżywają wspólne, nawet najbardziej niebezpieczne przygody. I mogą sobie we wszystkim ufać.  Jak Lief i jego drużyna.  Jest w tym coś „chłopakowego”. Nawet, kiedy pojawia się dziewczyna mieszkająca w gnieździe… ;-)

Gatunek fantasy to od dwóch lat mój ulubiony. Czytam wszystko co mi wpadnie w ręce. Muszę przyznać, że w Puszczach Milczenia spotkałem stworzenia, których jeszcze nie opisywano w innych powieściach.  Na przykład  wielkie stwory-osy oszałamiające ofiary bolesnym brzęczeniem, a potem paraliżujące jadem z żądeł. Świetna książka dla początkujących – zarówno w fantasy, jak i w powieściach w ogóle – szybka akcja, żadnych dłużyzn, wciągający wir wydarzeń. Dla zaawansowanych łakomy kąsek na jeden wieczór. Naprawdę nie można się oderwać.
Puszcze Milczenia to pierwszy z ośmiu tomów serii –
domyślam się, że każda opowieść będzie o odzyskaniu kolejnego kamienia z legendarnego pasa, a ósmy o czym? Chyba trzeba będzie poczekać. Jeżeli następne części będą tak czadowe jak pierwsza, przeczytam wszystkie.  
Książka dostaje 7 bomb.
Polecam po przetestowaniu na własnej skórze ;-)

wtorek, 27 grudnia 2011

czyli ,,DragonLance. Kroniki tom 1. Smoki Jesiennego Zmierzchu”, Margaret Weis i Tracy Hickman, wydawnictwo Wizards, 543 strony, miękka oprawa, 11x18,5x3,5cm, miękka oprawa, wiek 11+

Jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałem. A co ciekawe: w ogóle nie przypomina żadnej innej książki!
BOHATEROWIE: Głównym bohaterem jest Tanis – półelf, w dodatku wygnaniec.  Jest też Tasslehoff Burrfoot (nie potrafię zapamiętać jego całego imienia więc nazywam go Tas) – kender, Flint –krasnalód podgórski, Sturm – rycerz solamijski, Caramon – wojownik, Ralistin – mag a po drobnej walce Rievid – Pasterz Barbażyńca i Goldmoon – córka wodza barbażyńców. Moimi ulubionymi postaciami są Tas – psotny i ciekawy świata kender oraz Fisban – czarodziej, który ze starości ma trochę pokręcone w głowie a jego ulubionym czarem jest magiczna bazooka czyli ognista kula.
O CO CHODZI: Grupa bohaterów wyrusza w świat aby odnaleźć… prawdziwych bogów. Są dwa główne wątki tej opowieści: odradzający się bogowie, oraz złe smoki. Czyli dwie naprawdę wielkie siły. Wrogowie o największej liczebności to smokowcy czyli pół-ludzie, pół-smoki. Jest też pełno artefaktów czyli przedmiotów o magicznej mocy, np. Uzdrawiająca laska. Są też sceny straszne, a niektóre wręcz obrzydliwe (jak w przypadku wielkiego ślimaka plującego kwasem).
AKCJA: Nie ma szans żebym opisał wam całą akcję, bo dużo się dzieje i są tam rzeczy naprawdę poruszające. Wszystko dzieje się w czasach najmroczniejszych dla tamtego świata.
FILM I GRA: Według książki powstał też film (oglądałem go przed czytaniem) ale jest znacznie gorszy, a poza tym filmowa wersja zdradza też wydarzenia z drugiej części. Ciekawa jest też historia powstania książki, o której przeczytałem dopiero po przeczytaniu „Smoków jesiennego zmierzchu”. Z tego co zrozumiałem książka nie dość, że powstała ćwierć wieku temu, to jeszcze została napisana żeby promować grę komputerową.
ILUSTRACJE: Książka ma ładnie zrobione ilustracje. Przypuszczam, że niektóre nie powstały z fantazji rysowników tylko z skreenshot'ów z gry.
„Smoki jesiennego zmierzchu” polecam wszystkim – chłopakom bardziej spodoba się akcja, a dziewczynkom sceny romantyczne (są i takie).
Książce daję 7/7 bomb za Fizbana i Tasa. Jakie są kolejne 3 części? Dam znać, kiedy je przeczytam.

piątek, 23 grudnia 2011

czyli „Serce i inne podroby” Grzegorz Kasdepke, ilustracje Ola Cieślak, G+J Polska, 116 stron, 19,5x21,5,x1,5cm, twarda oprawa.

JA: Przeczytałem dziś drugą część romansu dla chłopaków.
MAMA: Oooo, znaczy coś zrobisz na kolację?
JA: No właśnie nie! Bardziej podobała mi się pierwsza część, bo były tam przepisy na prawdziwe potrawy, które mogłem zrobić. A tu są dla wampirów, zobacz…
MAMA (po chwili): Ale to też są prawdziwe przepisy.
JA (w sporym szoku): Żartujesz??! Żołądki, móżdżek, płuca, języki, serca, krew, ogony i świńskie ucho?? Mamo, ktoś je świńskie ucho??
MAMA: Hmm, ludzie jedzą.
JA (zabierając książkę): Ale czad, przejrzę jeszcze raz!
Ta książka to druga część „Romansu, palce lizać”. Występują w niej ci sami bohaterowie z Saskiej Kępy w Warszawie– czyli trzech Felków: dziadek, tata i syn. Tym razem tata wyjeżdża z mamą (odzyskaną w poprzedniej części, bo byli pokłóceni) na wakacje. Dlatego dziadek i wnuczek muszą sobie radzić sami. Felek ma trochę kłopotów. Wydaje mu się, że dziewczynę, która mu się podoba czyli Marysię (przy okazji pozdrowienia dla Marysi) podrywają jeszcze Pilny Ignacy i Pulchny Arturo. Za to dziadek to dopiero ma kłopoty. Trochę za dużo wydał z emerytury, żeby spodobać się swojej sympatii doktor Skowrońskiej. I teraz musi bardzo oszczędzać gotują najtańsze rzeczy, czyli podroby. Jakbyście nie wiedzieli, podroby to wszystko to, czego byście nigdy nie zjedli zaczynając od wątróbki a kończąc na ogonie, po drodze wrzucając do garnka żołądki, móżdżki i płuca…  Mówię Wam, czad!!! Musicie to zobaczyć (każdy przepis jest oczywiście narysowany). A może ktoś odważny ugotuje?
Okładka ma naprawdę dużo różowego, ale ma też wzór w nietoperze, więc może być chłopakowa.
Książka dostaje 6 bomb. Polecam. Bardzo wesoła książka dla chłopaków, dla dziewczyn, dla wampirów. A jak będzie trzecia część, to też wyślę moje przepisy (bo każdy przepis z książki podał inny człowiek). Nie mam ich zbyt wielu i są proste, ale może się jakiś spodoba :-D

niedziela, 18 grudnia 2011

czyli „Uwaga, budowa! Jak się projektuje i buduje dom”, Rolf Toyka, Ferenc Regos, Heike Ossenkop, Media Rodzina, 30x23x1cm, 30 stron, twarda oprawa. Każda strona z dodatkowo rozkładanym skrzydełkiem.

Jeszcze niedawno chciałem zostać budowniczym. Bardzo lubiłem oglądać gazety budowlane a najbardziej takie całe katalogi z projektami domów z których sobie wybierałem najfajniejsze. Patrzyłem jak wyglądają z zewnątrz, jakie mają podwórko, taras, jakie pokoje w środku. Dlatego bardzo zaciekawiła mnie książka o budowie domu.
„Uwaga, budowa!” jest napisana jak taka historia chłopca Marka, którego rodzice budują dom i on się bardzo tym interesuje. Budowę pokazuje mu jego wujek, architekt a my to oglądamy w książce. Dom ma stanąć w miejscu gdzie na razie jest stara stacja benzynowa. Stacja jest wyburzona i tak powstaje miejsce między dwoma budynkami, w które będzie wbudowany dom Marka (dwie ściany będą przyklejone do ścian budynków sąsiednich). Na każdej stronie widzimy kolejne prace. Najpierw wujek rysuje na kartkach plany domu, potem oczyszczają plac budowy i kopią wielki dół na piwnicę. I po kolei są stawiane ściany i stropy i dach, wstawiane są okna i drzwi. Potem są instalacje, wykańczanie wnętrz i głównej ściany (czyli fasady).  Na końcu jest robienie ogrodu. To w skrócie oczywiście.
Książka pokazuje, że dzisiejszego domu nie da się zbudować w pojedynkę. Potrzebna jest cała grupa ludzi z których każdy umie coś innego. Jest to bardzo fajnie narysowane trochę jak w tych gazetach o budowaniu domów.
„Uwaga, budowa!” można czytać wiele razy, żeby sobie coś przypomnieć, albo jak jest potrzebne. Trochę wygląda na książkę dla młodszych dzieci, tak od kilku lat. Ale moim zdaniem jest też dobra dla nastolatków, bo przecież nikt nie uczy się w szkole jak budować dom, a nie ma też chyba innej książki, która by to pokazywała.  Więc dla nastolatka też będzie ciekawa.
Książce daje 6,5 bomby. Polecam głównie dla chłopaków, ale dziewczyny też właściwie powinny wiedzieć jak się projektuje i buduje dom.

wtorek, 13 grudnia 2011

czyli ,,Lucky Luke" scenariusz GOSCINNY, rysunki MORRIS, wydawnictwo: Egmont, 140 stron, twarda oprawa, 18x16x1cm, kategoria wiekowa 8+

Tego gostka, Lucky Luke’a widziałem nie raz. Ale jakoś nigdy się nim nie interesowałem. Na kreskówki nie trafiłem, komiksu nie miałem. Aż dopadł mnie głód po „Tytusie”. To znaczy skończyłem serię komiksów z Tytusem i chyba rok, czy dwa nie miałem żadnych komiksów do czytania. Jakoś na mój wiek nie mogłem znaleźć. Albo były dziecinne, albo dla starszych. Aż dostałem zbiór trzech opowieści Lucky Luka…
Lucky to kowboj znany z tego, że strzela szybciej niż jego własny cień i ma szalonego konia: Jollego Jupitera, wiernego wierzchowca. Ważna postacią jest też Bzik – kochający Daltonów pies więzienny, który często pomaga Lukiemu (a przynajmniej próbuje) i nie jest raczej dość mądry. Oczywiście nie można zapomnieć o czterech braciach Dalton (wszyscy wyglądają prawie tak samo, ale każdy jest niższy od poprzedniego, w dodatku mają ubrania więzienne, w których wyglądają jak… stare pszczoły). Bracia nie przestrzegają prawa, co nie podoba się Lucky Luke’owi, więc ich ściga. A oni próbują się go pozbyć. 
Komiks, który dziś opisuję to trzy w jednym, czyli trzy części wydrukowane w jednej książce. „W górę Missisipi” opowiada o wyścigu dwóch parowców, podczas którego Lucky musi bronić jednego z uczestników przez bandytami nasłanymi przed drugiego, nieuczciwego kapitana. „Na tropie Daltonów” to oczywiście opowieść o tym jak kowboj ściga braci Daltonów. A „W cieniu wież wiertniczych” Lucky musi stawić czoła kolejnemu oszustowi, przedsiębiorcy Barremu Blunt, który chce zająć miasteczko Titusville żeby zabrać dla siebie wszystkie złoża ropy naftowej.
Nie ważne, która historię się czyta, wszystkie są ekstra zabawne. A dla mnie najbardziej te z Bzikiem i Dlatonami. Mają też świetne rysunki. Postacie mają bardzo fajne wyrazy twarzy. A jedna z rzeczy łączących wszystkie komiksy to ostatnia klatka komiksowa – pokazuje jak główny bohater na swoim koniu odjeżdża w stronę zachodzącego słońca.
To komiks, który mogą czytać też młodsze dzieci, bo nie ma w nim przemocy, ani krwawych bójek. Nie ma tez cywilizacji, komputerów, telefonów itd. No, jedyny problem, to fakt, że główny bohater cały czas pali papierosa. Ale to przecież kowboj ;-)
Książce daję 6,5/7 bomby. Polecam to wydanie 3 w 1, jest bardzo wygodne.

czwartek, 01 grudnia 2011

czyli „Hyperversum” Cecilia Randall, wydawnictwo Esprit, stron 743, 14,5x20,5x4,5cm, miękka oprawa.

Uwielbiam grać w różne gry na komputerze. Nawet takie dla trochę starszych. Ale czy chciałbym się w jakiejś znaleźć osobiście? I to jeszcze bez możliwości przerwania gry i powrotu do normalnego życia? No nie za bardzo.
Tak jak już się pewnie domyśliliście to właśnie spotkało bohaterów książki Hyperversum.
Ale po kolei. Jest bardzo fajna gra RPG, która nazywa się właśnie Hyperversum.  Dzięki odpowiednim dodatkom do komputera (słuchawki, rękawice itd.) pozwala czuć się dokładnie jakby się było w środku gry (tylko brakuje zapachu i smaku). Można wybrać sobie miejsce, czasy, ułożyć scenariusz początkowy, wybrać właściwości swoich bohaterów i grać, jakby się coś przeżywało naprawdę!! Czadowo co?
Grupa przyjaciół uwielbia tę grę. Kiedy tylko mogą umawiają się na wspólne granie. Pewnego dnia Ian, jego przyjaciel Daniel z bratem Martinem,  dziewczyna Daniela Jodie, oraz Carl i Donna przenoszą się do wirtualnego świata we Francji w XIII wieku.  Gra rozpoczyna się świetnie – są na statku i dopada ich burza. Rozbijają się na lądzie, który wygląda jak komputerowa, niedokładna rekonstrukcja Flandrii. W tym momencie zdarza się coś niezaplanowanego. Trzęsienie ziemi. Gracze czują jakby poparzył ich ogień i… komputerowy ląd zamienił się w prawdziwy!!!  Przyjaciele czują, że ich ubrania się naprawdę mokre, jest im zimno, są wyczerpani. Awaria systemu więzi  ich w grze!!! A to nie jest już fajne.  Ale właściwie czy gra ich więzi czy może przenieśli się w czasie? Rozbici na wrogim lądzie, język i obyczaje znają tylko z książek, nie mają dokąd iść… Czy uda im się przetrwać w XIII wieku? Czy wrócą do domu? No i czy będą jeszcze grać w gry komputerowe? ;-)Tego już nie napiszę.
Mam dobrą wiadomość dla moli książkowych i papierożernych rybików – książka ma 743 stron i czyta się ją przynajmniej tydzień, albo dłużej nawet. To tak , jakby trzy tomy z jakiejś serii ktoś wydrukował w jednym. Więc nie trzeba przerywać i czekać na kolejną część.
Książka dostaje 6 bomb.  Z jednej strony jest dla chłopaków bo bardzo szczegółowo opisuje życie i pojedynki rycerzy, a z drugiej spodoba się dziewczynom bo jest bardzo dużo wątku miłosnego. Dla tych co lubią książki historyczne z nutką fantasy.

poniedziałek, 21 listopada 2011

czyli „Archiwum Herosów” z serii Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy, Rick Riodan, wydawnictwo Galeria Książki, stron 149, 12,5x19,5x1,5 cm, oprawa miękka ze skrzydełkami.

Czy wy też tak jak ja nie mieliście ochoty rozstawać się ze światem Percego Jacksona i nie mogliście uwierzyć, że to naprawdę koniec? To polecam wam „Archiwum Herosów”. Przypominam, że cykl o Precym mówi o chłopaku, który we współczesnych czasach odkrywa, że jest potomkiem Posejdona. Okazuje się też, że bogowie greccy i rzymscy nie zaginęli, tylko nadal funkcjonują tuż obok nas, a ich Olimp przenosi się nad całym światem w miejsca, gdzie jest akurat najfajniej.
Archiwum to fragmenty opowieści, które podobno nie zmieściły się w książkach, albo są bardzo okrutne i straszne żeby je drukować w Percym. Pisarz pisze, że dopiero teraz dostał zgodę od Chejrona, żeby te fragmenty wydrukować ;-)  Dzięki temu możemy tu przeczytać o trzech najgroźniejszych przygodach Percego. Odkryjemy różne niewyjaśnione wcześniej tajemnice i znajdziemy odpowiedzi na pytania, które w wielu z nas pozostały po przeczytaniu serii. Na końcu Archiwum znajdziecie specjalna krzyżówkę i wykreślankę i jeszcze spis dwunastu bogów olimpijskich (z wypisaną dziedziną, zwierzęciem, atrybutem).
Książka ma bardzo ładna okładkę, granatową ze złotym, lakierowanym mieczem i wypukłymi, złotymi literami.
Archiwum, jako dodatek do właściwej serii dostaje 5,5 bomby. Myślę, że to fajny pomysł na prezent gwiazdkowy lub mikołajkowy dla każdego wielbiciela Percego Jacksona.  Polecam!

czyli „Dzieci potopu” Emily Diamand, wydawnictwo Wilga, 13x19,5x3,3cm, 488 stron, stron miękka okładka.

Jest to druga część książki „Okup drapieżców”, która bardzo mi się podobała. I na szczęście okazało się, że „Dzieci potopu” są tak samo dobre, a może nawet lepsze. Ale najpierw może o czym jest cała historia (ale też nie do końca, bo nie mogę popsuć zaskoczenia).
Jak wiecie z pierwszej części akcja dzieję się w zatopionej Anglii. Jest rok 2216 w Londynie mieszkają biedacy a najsilniejsza jest Szkocja. Morzem rządzą drapieżcy, a zaawansowana technologia jest trudna do zdobycia. Bohaterką jest nastolatka z klanu rybaków, bardzo odważna i  pomysłowa Lilly, której najlepszym przyjacielem jest…. dość zabawny komputer (w tym świecie przyszłości przetrwało ich bardzo mało).  Lilli musi pomóc swojemu komputerowi, który bez tego nie „przeżyje”. Kolejna bohaterką jest Lexy – bogata córka premiera, która w poprzedniej części uratowała Lilly. Od tego czasu Lexy poszukuje ojca. Jest jeszcze Zeph, czyli przywódca drapieżców. Wszyscy się bardzo różnią, ale przyjaźnią się i współpracują ze sobą i pomagają sobie, chociaż często mają naprawdę wielkie problemy i często się kłócą, w szczególności Zeph i Lexy gdyż tak naprawdę to przeciwieństwa.
W tej części najbardziej rozśmiesza mnie trochę zarozumiały komputer, który tak naprawdę okazuje się dobry jak człowiek. No i też rozumiem, że komputer można naprawdę bardzo lubić, bo może wiele ułatwić i jeszcze można spędzić przy nim przyjemnie czas, ale oczywiście nie można za długo bo to nie zdrowe (jak to mówią rodzice :-D) Ale ten wątek przyjaźni naprawdę mi się podobał.
Powieść dostaje 6 bomb.
PS. Książka zwyciężyła w konkursie The Times na najlepszą książkę młodzieżową fantasy!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

NOWOŚĆ! VIDEO RECENZJE